14.11.2023, 23:14 ✶
Ta Maeve to nienormalna świruska była, ale ją lubiłem. Swój do swego ciągnął, szczególnie kiedy uwielbiała na mnie wpadać. Nie miałem jej tego za złe, bo gdybym mógł to sam bym na siebie wpadał na każdym kroku. O matuchno kochana, i bym wyżłopywał w swoim towarzystwie podwójne porcje mleka, przybijałbym sobie wesołe piątki w powietrzu, a jak by mi się znudziło wszystko i potrzebowałbym drzemeczki, to bym się w kociej postaci przytulił do mojej drugiej kociej postaci, a ja już potrafię sobie wyobrazić, jakby mi wtedy cieplutko było, milutko. Po prostu hotel byłby pięciogwiazdkowy. Spróbowałbym takiego klimatu, ale chyba nie mogłem się rozłożyć na dwa Leosie czy może jednak istniały takie opcje? Ciekawe, co Maeve by powiedziała, gdyby stanęły przed nią dwie idealne kopie mnie. Pewnie zeszłaby na zawał, hihi. Albo by się zakichała na śmierć. Cóż, zawsze mogłem ją... REANIMOWAĆ.
- Powinnaś zmienić słownik gróźb, bo to się nie skleja - odparłem do niej, tak żeby jej przyjacielsko dokuczyć. Zacząłem się trochę otrzepywać z paprochów, bo się do mnie przyczepiły, kiedy postanowiłem robić te wywrotki na ziemię. Cóż, na plecach i tak tego nie zgarnę, więc ostatecznie machnąłem na to ręką. I tak byłem niemożliwie przystojny i urokliwy, czy to z czystym, czy nieco przykurzonym odzieniem.
- I skąd ta agresja... Nic jej nie zrobiłem! Ja nic złego nie robię, tylko się droczę, a jak się nie droczę, to sobie tak o rozmawiam, a jak nie rozmawiam, to na powrót się droczę. Ja krzywdy bym nie zrobił, chyba że by trzeba było, ale to już w ostateczności i naprawdę ogromnemu oprychowi, A W TY TO MOJE PRZYJACIÓŁKI JESTEŚCIE! Nie masz się co mnie bać, Maya, bo ja przyjaciel!!! - stwierdziłem tak pod koniec niemożliwie podniecony, bo z jednej Chang zrobiły mi się te dwie Chang i teraz znałem dwie Chang. Aż sobie tak tanecznie podrygałem w miejscu, choć celowały we mnie dwie piękności.
Tak, to ja to naprawdę byłem teraz nokturnowy gość. Znajomości jak ta lala, a ja mogłem im nawet polecić moją ulubioną, najlepsza pod słońcem mleczarnię.
- Przecież mnie znasz, Maeve... Ten raz z kichaniem był w niewiedzy, a poza tym... Gdybym chciał, to bym ci wskoczył na ramię i potycał ci nosek ogonem, ale tego nie robię. Powinnaś to docenić, a nie mówić mi o krojeniu mojego cudownego ciała. Wolałbym umrzeć niż oglądać jak tniesz mój tyłeczek - stwierdziłem naprawdę przerażony to wizją. Nawet bardziej się nad nią pochyliłem, zastanawiając się, czy Maeve naprawdę mogła być do tego zdolna. Wiecie, te nazwisko... Ono zobowiązywało, no nie? Może była niedoruchana, bo zjadła męża albo co. Może to jego tak rozrzuciła po całym Nokturnie? Może ta kostka, co sie ostatnio nią bawiłem jako kotem, to był jego paliczek???
- Powinnaś zmienić słownik gróźb, bo to się nie skleja - odparłem do niej, tak żeby jej przyjacielsko dokuczyć. Zacząłem się trochę otrzepywać z paprochów, bo się do mnie przyczepiły, kiedy postanowiłem robić te wywrotki na ziemię. Cóż, na plecach i tak tego nie zgarnę, więc ostatecznie machnąłem na to ręką. I tak byłem niemożliwie przystojny i urokliwy, czy to z czystym, czy nieco przykurzonym odzieniem.
- I skąd ta agresja... Nic jej nie zrobiłem! Ja nic złego nie robię, tylko się droczę, a jak się nie droczę, to sobie tak o rozmawiam, a jak nie rozmawiam, to na powrót się droczę. Ja krzywdy bym nie zrobił, chyba że by trzeba było, ale to już w ostateczności i naprawdę ogromnemu oprychowi, A W TY TO MOJE PRZYJACIÓŁKI JESTEŚCIE! Nie masz się co mnie bać, Maya, bo ja przyjaciel!!! - stwierdziłem tak pod koniec niemożliwie podniecony, bo z jednej Chang zrobiły mi się te dwie Chang i teraz znałem dwie Chang. Aż sobie tak tanecznie podrygałem w miejscu, choć celowały we mnie dwie piękności.
Tak, to ja to naprawdę byłem teraz nokturnowy gość. Znajomości jak ta lala, a ja mogłem im nawet polecić moją ulubioną, najlepsza pod słońcem mleczarnię.
- Przecież mnie znasz, Maeve... Ten raz z kichaniem był w niewiedzy, a poza tym... Gdybym chciał, to bym ci wskoczył na ramię i potycał ci nosek ogonem, ale tego nie robię. Powinnaś to docenić, a nie mówić mi o krojeniu mojego cudownego ciała. Wolałbym umrzeć niż oglądać jak tniesz mój tyłeczek - stwierdziłem naprawdę przerażony to wizją. Nawet bardziej się nad nią pochyliłem, zastanawiając się, czy Maeve naprawdę mogła być do tego zdolna. Wiecie, te nazwisko... Ono zobowiązywało, no nie? Może była niedoruchana, bo zjadła męża albo co. Może to jego tak rozrzuciła po całym Nokturnie? Może ta kostka, co sie ostatnio nią bawiłem jako kotem, to był jego paliczek???