16.11.2023, 01:20 ✶
W tym wszystkim było coś kojącego, terapeutycznego wręcz. Choć nie dawał tego po sobie poznać, nie mógł i nie potrafił, to życie codziennym życiem Lestrange było przytłaczające. Niosąc, we własnym odczuciu, kaganek wielopokoleniowej tradycji i kunsztu nowoczesności w tych szalonych latach siedemdziesiątych, tak naprawdę przez większość doby jedyne czym się zajmował to spełnianie oczekiwań. Oczekiwań rodzinnych, czytaj jako wypełnianie ambicji narzuconych przez ojca, wszak nikt w domu Anthonyego nie miał prawa być nikim. Tak jakby własne ambicje nie pozwalały mu zasnąć po nocach w spokoju. Co z tego, że zarobił na tyle, że nie musiał już pracować do końca życia. Talent to zdecydowanie za mało jak na wychowanka Salazara z wyższych sfer. Londyn obciążał ich aspiracjami do tego stopnia, że nie wiadomo było, czy to one miały prześcignąć ich, czy oni prześcignąć aspiracje. Błędne koło z którego pozornie nie było wyjścia. Pozornie, bo ku własnemu szczęściu mieli przecież jeszcze siebie. Bezpieczną przystań przy której troski schodziły na bok, bo nie ważne jak bardzo świat się zmieniał, a oni wraz z nim, to ta opoka wytchnienia którą sami wykreowali wciąż istniała.
Na moment, a może nawet na kilka tygodni? Kto wie jak bardzo ich poniesie. Londyn poczeka na nich i tak, nie ważne co by się stało, ale teraz bliźniaki Lestrange zażywali relaksu. Znudzony był już powtarzaniem w kółko i w kółko tych samych okrągłych zdań, kiedy musiał tłumaczyć dla opinii publicznej na czym polega istota ich relacji. To co było dla nich tak oczywiste jak powietrze, jak wzgardzanie szlamami, jak ciepłe promienie słońca i jak posępny mróz Petersburga, dla plotkarzy i bajarzy było tematem do obleśnych herezji. Czy naprawdę etykietka chłodnych jednostek zabraniał całemu otoczeniu wysiłku intelektualnego, by wyobrazić sobie, że w tym świecie nawet oni potrzebowali oparcia w kimś bliskim? Najwidoczniej, bo pogłoski o rzekomym gorszących bluźnierstwie między nimi rozbijała się o fasadę ich publicznych wizerunków o wiele częściej, niż dawaliby ku temu powodów.
Uśmiechnął się raz jeszcze widząc pogodę ducha swojej siostry, bo kiedy ona była szczęśliwa to w naturalnym odruchu on również był. Instynktownie podążył za jej ruchem w lustrzanym odbiciu naśladując jej ruch ręką i małego palca, ale cofnął się w ostatniej chwili. Potrafiła go podejść, ale nie był już nastolatkiem by zgadzać się bezrefleksyjnie na każdy jej spontaniczny gest.
- Jeśli tylko Ty obiecasz, że nie będziesz cierpieć przez toksycznych dupków... - z zadziornym uśmiechem wtrącił swój jedyny warunek do bliźniaczej umowy.
Na moment, a może nawet na kilka tygodni? Kto wie jak bardzo ich poniesie. Londyn poczeka na nich i tak, nie ważne co by się stało, ale teraz bliźniaki Lestrange zażywali relaksu. Znudzony był już powtarzaniem w kółko i w kółko tych samych okrągłych zdań, kiedy musiał tłumaczyć dla opinii publicznej na czym polega istota ich relacji. To co było dla nich tak oczywiste jak powietrze, jak wzgardzanie szlamami, jak ciepłe promienie słońca i jak posępny mróz Petersburga, dla plotkarzy i bajarzy było tematem do obleśnych herezji. Czy naprawdę etykietka chłodnych jednostek zabraniał całemu otoczeniu wysiłku intelektualnego, by wyobrazić sobie, że w tym świecie nawet oni potrzebowali oparcia w kimś bliskim? Najwidoczniej, bo pogłoski o rzekomym gorszących bluźnierstwie między nimi rozbijała się o fasadę ich publicznych wizerunków o wiele częściej, niż dawaliby ku temu powodów.
Uśmiechnął się raz jeszcze widząc pogodę ducha swojej siostry, bo kiedy ona była szczęśliwa to w naturalnym odruchu on również był. Instynktownie podążył za jej ruchem w lustrzanym odbiciu naśladując jej ruch ręką i małego palca, ale cofnął się w ostatniej chwili. Potrafiła go podejść, ale nie był już nastolatkiem by zgadzać się bezrefleksyjnie na każdy jej spontaniczny gest.
- Jeśli tylko Ty obiecasz, że nie będziesz cierpieć przez toksycznych dupków... - z zadziornym uśmiechem wtrącił swój jedyny warunek do bliźniaczej umowy.