Przyglądając się biżuterii, myślał wszystkich o możliwościach, które się przed nim otwierały. Dotąd nie czuł potrzeby zagłębiania się w tego rodzaju tematykę. Przedmiot, jaki kilka tygodni temu trafił w jego ręce, otworzył mu jednak oczy. Wskazał nowe sposoby, na które mógł wykorzystać swoje magiczne talenta.
Oczywiście miało to wymagać od niego dużej ilości pracy.
Tej jednak Mulciber nigdy się nie obawiał.
- Przesadzasz. - wreszcie oderwał spojrzenie od pudełka, przenosząc je na swojego bliźniaka. Niby tak podobni, ale wprawne oko byłoby w stanie wychwycić pewne różnice. Dzisiaj większe niż w czasie, kiedy obydwoje mieli po kilkanaście lat i przemierzali szkolne korytarze, mając na sobie charakterystyczne dla Slytherinu barwy. - Skoro jestem w stanie tutaj pracować, kilka minut w gabinecie nie powinno być dla Ciebie problemem.
Wyraźnie dał bratu do zrozumienia, co na ten temat myślał. Nie odczuwał potrzeby zmiany. Dla niego wszystko znajdywało się we właściwym miejscu. Niby również miał z tym gabinetem wiele mniej przyjemnych wspomnień, ale... nie zamierzał pozwolić, aby posiadało to nad nim kontrolę. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Zamiast tego, za lepsze rozwiązanie uznał uczynienie swoją własnością wszystkiego, co się znajdywało w tym pomieszczeni.
- Okropnie Tobie z tym zarostem. Mam nadzieje, że pozbędziesz się go przed ceremonią? - skomentował wygląd brata. W przeciwieństwie do Richarda, sam starał się dbać o to, aby policzki były gładko ogolone. Czasem jedynie pojawiał się na nich zarost. Powiedzieć można, iż okazjonalnie. Uważał ponadto, że tak to powinno wyglądać, o czym wspominał stosunkowo często.
Wygłaszanie opinii już lata temu weszło mu w krew. Zwłaszcza tych niekoniecznie pochlebnych. Tyle dobrego, że nie wpłynęło to jakoś szczególnie na jego relacje z bratem. Wciąż potrafili się ze sobą porozumieć. Mogli na siebie wzajemnie liczyć. Stanowili dla siebie podporę. Długie lata, które spędzili we dwóch innych państwach, nie zniszczyły ich relacji. Odległość nie sprawiła, że ta obumarła.