Dobranie odpowiedniego stroju faktycznie potrafiło zająć sporo czasu. Zwłaszcza jeśli wymagała tego okazja. Robert nie był kimś, kto decydował się na pierwszą z brzegu szatę, garnitur, koszulę. Zawsze dbał o to, aby odpowiednio się prezentować. Oczekiwał też tego od innych. Widział w tym okazanie szacunku bądź jego całkowity brak.
- Za dobrze mnie znasz. - skomentował słowa brata. Nie przeczył temu, że sytuacja może wyglądać w ten sposób; że to właśnie wybór stroju okaże się najbardziej czasochłonny. Nadal był zarazem przekonany, że czasu mu nie zabraknie. Coś takiego zwyczajnie nie mogło mieć miejsca.
Nie był do końca pewien, jaki przedmiot zamierzał wykorzystać do swego celu. To wymagało badań. Przetestowania różnych możliwości. Może bardziej naukowego podejścia? Dla Roberta nie stanowiłoby ono większego problemu. Wszak nadal był też naukowcem, nawet jeśli nauka nie zajmowała go tak samo, jak przed laty.
- Jeszcze nie jestem pewien. - przyznał więc się przed bratem. Nie czuł potrzeby, aby cokolwiek ukrywać. Koloryzować. Kłamać. Z Richardem mógł pozostawać szczery, jak z nikim innym. Zwyczajnie mu ufał. - Muszę pierw dokładnie zbadać dostępne opcje. Nie mówię w tym przypadku nie, ale zanim się na coś zdecyduje, chce mieć pewność, że efekt będzie wystarczający.
Typowy Robert. Zawsze dążący do ideału. Perfekcji. Dla niego nie było miejsca na półśrodki. Połowiczny sukces każdorazowo widział jako porażkę. Rzecz miała być zrobiona dobrze, sprawa miała zostać załatwiona bez najmniejszego zarzutu.
- Tak, dokładnie tak. - przytaknął, kiedy Richard upewniał się odnośnie tego, jak prezentował się obszar jego obecnych zainteresowań. Tych, przy których oczekiwał wsparcia. - Sam również będę starał się zdobyć informacje innymi ścieżkami, ale liczę na Twoje wsparcie. - wyraźnie podkreślił, iż pomoc nie była w tym przypadku bez znaczenia. Chciał się tym zająć. Chciał spróbować stworzyć tego rodzaju przedmiot. Mącący w głowie. Może naginający wole posiadacza? Jeszcze nie zdecydował. Miał na to czas. Choć do ceremonii pozostało ledwie kilka godzin, nie było powiedziane, że potrzebował tego na teraz. Na ten konkretny moment. Z niczym się tutaj nie śpieszył. Czasu miał aż nadto. - Ale zostawmy to.
Odchylił się na moment do tyłu, uniósł do góry podbródek, przenosząc spojrzenie na sufit. Pozwolił, aby myśli popłynęły w kierunku zbliżającej się ceremonii. Albo raczej - osoby, która się z nią wiązała. Następnie uwagę przeniósł na zegar.
- Powinniśmy zacząć się szykować. - zauważył, tym razem on sam. Brakowało w tym jednak prawdziwego entuzjazmu. Odkąd Richard pojawił się w gabinecie, faktycznie trochę czasu upłynęło. Nieco więcej niż się spodziewał. Właśnie dlatego zwykł podkreślać, że stanowi on (czas) pojęcie względne. Fizycznie nie da się go zmierzyć, a jednak jego upływ był wyraźnie odczuwalny.