Wróżbiarstwo było często kojarzone z astronomią - a przynajmniej tyle, co o tym słyszał Sauriel. Bo chociaż nie wierzył w te wszystkie banialuki (a jednocześnie był fanem tego typu gazet) to był to temat dość ciekawy. Czemu ludzie pokładali w tym taką ufność i dlaczego tak bardzo chcieli znać tajniki przyszłości? Czy cokolwiek dobrego mogło przyjść z ujawnienia sekretów, jakie cię czekają? Pytać można, a co człowiek to mogła pojawić się inna odpowiedź. Nie tworzył wywiadu, bo aż tak zaintrygowany sprawą nie był. Szczególnie, że kiedy tylko zaczynali mówić i prawić o wróżbach i jasnowidzeniu to zaczynała go łapać irytacja, gdy słyszał te fanatyczne głosy opowiadające się za tą sztuką. Zgoda - niech sobie będzie, ale niech też będzie z daleka od niego i nie wkurwia go. A przynajmniej nie w wydaniu głupich tekstów, że "powinien sam się przekonać". Taka to właśnie była jego zażyłość z tą sztuką. Zaś astronomia była tak samo ciekawa jak świat roślin czy zwierząt - fajnie, fajnie, chętnie posłucha, ale jednak to nie jego para kaloszy. Wolał szurać nosem po kodeksach karnych. W ostatnim czasie mógłby sięgnąć do gwiazd i przekonać się, czy da się złapać choćby jedną z nich.
Sauriel spał - i nie było w tym niczego dziwnego. Dziwniejsze było jednak to, że w środku dnia postanowiła odwiedzić go Victoria Rookwood Lestrange po zerwanych zaręczynach. Dwa miesiące - magiczny upływ czasu, który się chyba układał w klątwę. No bo raz to przypadek, dwa to podejrzane, a trzy to już wychodziła reguła. Kobieta została przyjęta przez skrzata i poproszona, żeby poczekała. Naczekać się chwilę musiała - ponieważ zanim skrzat dobudził Sauriela, zanim ten się ubrał, zanim wylazł z tej swojej pieczary w kapturze, chowajac dłonie w rękawach, żeby nie ślizgać się w promieniach słońca wkradających się do wnętrza domu - to chwilę potrwało. A wolał wyjść do niej, niż przyjmować ją w swoim pokoju. Bo tak, byłoby dziwnie, prawda? Gdzie stała ich relacja wiedział jeden wielki nikt. Jeśli jakiś Bóg zajmował się relacjami "to skomplikowane" to może on został oddelegowany do tego nieprzeciętnego przypadku.
- Ty wiesz, która jest godzina? - Mruknął z niezadowoleniem, ale wcale się nie krzywił. Bo akurat Victorii nie oskarżał o to, że postanowiła mu psuć nastrój nakazując mu egzystować dłużej w dobie, niż to było absolutnie konieczne. A tym bardziej nie oskarżał jej o to, że przyszła z pierdołą w środku dnia dobrze wiedząc, że raczej miał skłonności do przesypiania dni słonecznych. Mimo wszystko ogórki nie wkręciły go aż tak, żeby teraz dniami całymi nic nie robił poza układaniem nowych zwierzątek i tworów. - Czego dusza pragnie? - Spojrzał na nią badawczo, ale nie widział żadnych oznak rujnującego świata, żeby móc już wpadać w panikę i zapewniać, że nie ma chuja we wsi - że jak się coś stało to leci jej pomagać! Nie... nie było w ogóle takich oznak. Co go skonfundowało i sprawiło, że jego marudny głos przeszedł na spokojniejsze tony. - Chcesz jakiejś herbaty czy kawy? - Wskazał jej miejsce w salonie, do którego została zresztą wprowadzona przez skrzata. Zasłonięta została jedna z rolet, żeby w jednym punkcie Sauriel mógł swobodnie zasiąść. Zazwyczaj nie chciał, żeby spuszczano wszystkie zasłony. To psuło... nastrój dnia.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.