Przez twarz Roberta prześlizgnął się cień uśmiechu. Nic więcej. Niezbyt często do tego dopuszczał. Przy bracie pewne granice zdarzały się jednak zacierać. Również te sztywne. Ich relacja funkcjonowała na innym poziomie od pozostałych. Pewne zasady tu nie obowiązywały.
Bo i obowiązywać nie mogły.
- Czasem mam wrażenie, że przednie się przy tym bawisz. - skomentował. Nie raz to widział. Ten sam błysk w spojrzeniu, który towarzyszył im w czasach, kiedy uczęszczali do Hogwartu. Albo błysk łudząco do niego podobny. Nie ma to w tym przypadku większego znaczenia.
Pomysł zakładający wykorzystanie run oraz pieczętowania rzeczywiście był całkiem świeży. Robert nie zdążył do tej pory zebrać na ten temat większej ilości informacji. Liczył jednak na szybki progres w tej kwestii. Przy wsparciu brata oraz innych osób, na których pomoc mógł liczyć, nie musiał się obawiać, iż realizacja planu okaże się zbyt skomplikowana. Będzie od niego wymagać więcej niż był w stanie dać.
- Zdaje sobie z tego sprawę. - przytaknął. Nie potrzebował z jego strony tego rodzaju zapewnień. W przypadku Richarda znacznie więcej mówiły czyny. Robert chciał prezentować względem bliźniaka podobne nastawienie, choć z pewnych względów nie zawsze było możliwym, aby osobiście udzielił mu konkretnego rodzaju pomocy. Mimo wszystko nie dało się nigdy odczuć, aby brat był mu obojętny. Bo i tak nigdy nie było.
Wreszcie rozeszli się, każdy do swojego pokoju. Potrzebowali przygotować się do ceremonii. Robert skupił się na wybraniu odpowiedniego stroju. Zadbał o fryzurę. Było tak jak zakładał. Nie potrzebował wiele czasu. Był gotowy na dobrych kilka, może nawet kilkanaście minut przed tym nim ponownie nawiedził go brat.
- Wszystko na swoim miejscu. - potwierdził, dając tym samym znać, że mogli ruszać w drogę. Nic ich dłużej nie wstrzymywało. Nie musieli zmieniać swoich planów. Całość zdawała się być dopięta na ostatni guzik. Podobnie jak koszula, na którą Robert się zdecydował. Śnieżnobiała. Klasyczny krój.
Na miejscu wszystko poszło sprawnie, za jednym wyjątkiem, którym okazał się brak porozumienia w sprawie nazwiska. Na szczęście nie zakłóciło to ceremonii, na zakończenie której na stosownym dokumencie pojawiły się podpisy pięciu osób. Pana młodego, panny młodej, ich świadków oraz urzędnika pełniącego zarazem funkcje mistrza ceremonii. Po wszystkim najbliższe małżeństwu osoby zostały zaproszone na uroczysty obiad. W planach nie znajdywało się bowiem żadne przyjęcie.