Każdy kolejny dzień, w przypadku Roberta prezentował się w dość podobny sposób. Poranek spędzał przy mocnej kawie. Ze skromnym śniadaniem znajdującym się na wyciągnięcie ręki. W towarzystwie najnowszego numeru Proroka Codziennego. Następnie zajmował się wszystkimi mniej i bardziej istotnymi sprawami. Jadł obiad. Pojawiał się na umówionych spotkaniach. Zajmował zadaniami, które wykonywał na Jego zlecenie. Niekiedy zajmowało go to do późnych godzin wieczornych. Czasami jednak zdarzało się, że tych kilka godzin mógł przeznaczyć wyłącznie na własne potrzeby.
To też miało miejsce tego konkretnego wieczoru.
Zamiast w swoim gabinecie, zaszył się w bibliotece. Pomieszczeniu, które lata temu stanowiło kaprys Francisa, przekonanego, że zdoła zgromadzić w nim wiele cennych pozycji. Ostatecznie nie zdołał zapełnić nawet połowy ustawionych tu regałów. Pomimo tego nadal można jednak mówić o stosunkowo licznym zasobie, jaki znajdywał się rękach Mulciberów.
Stosunkowo cennym.
Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Richarda, Robert w ciągu ostatnich tygodni nie próżnował. Zdołał zgromadzić kilka interesujących prac, z którymi w wolnym czasie się zapoznawał. Również teraz pogrążony był w lekturze. Powoli pochłaniał kolejne strony pracy poświęconej pieczętowaniu w okresie średniowiecza. Albo raczej - analogicznego okresu w historii czarodziejów. Całość zawierała sporo przykładów. Dość interesujących, ale niestety nie oddających tego, co sam chciał osiągnąć. Nie oznaczało to jednak, że książka była dla niego bezwartościowa. Nadal bowiem dostarczała wielu informacji o charakterze ogólnym.
Kiedy zgodnie z informacjami otrzymanymi od skrzata, Richard znalazł się we właściwym pomieszczeniu, takiego właśnie zastał Roberta. Pochłoniętego lekturą. Robiącego co chwilę notatki. Unoszące się nad dziennikiem pióro, zdawało się zapisywać całkiem sporo informacji. Pomimo otrzymanej od skrzata informacji, bliźniak zdawał się być całkowicie tym pochłonięty. Dobrą chwilę mu zajęło, aby zarejestrować pojawienie się osoby, z którą nie widział się od kilku tygodni. Niby nie był to okres szczególnie długi, ale do krótkich również zaliczyć go było ciężko.
- Richard. - odezwał się. Dokładnie w tym samym momencie pióro opadło na stół. Książka zaś wylądowała na kolanach Roberta, który przed jej zamknięciem, odpowiednio oznaczył ostatnią przeczytaną stronę. - Myślałem, że już się dzisiaj nie zjawisz. - skomentował. Wydawało mu się, że umówieni byli na wcześniejszą godzinę. Niezbyt często się w tego rodzaju kwestiach mylił. Czyżby więc coś brata zatrzymało dłużej? Zajęło?
Wskazał mu drugi, wolny fotel.
- Coś Ciebie zatrzymało? - zainteresował się, nie brzmiąc na kogoś, kto brał pod uwagę, że się w danej kwestii myli. Nie było to czymś dla niego niecodziennym. Nietypowym.