Czy moralność miała cokolwiek wspólnego z tym, z jaką matką Victoria mieszkała czy to, jak reagowała na Mroczne Znamię na ramieniu? Ten upadek, który był rysowany w duszy? Nie. Mogła mieć na to wpływ, bo testowała człowieka. Mogły być takie sytuacje, w których wytrzymałość człowieka nie miała najmniejszego znaczenia, bo niektóre rzeczy dyktowane były niekoniecznie przez ciebie samego. Ale w tym przypadku - to wcale nie było ani oczywiste. Bardziej oczywiste było to, że żaden auror nie mógł być krystaliczny. Za krystaliczną Sauriel nigdy jej nie miał. Nie wierzył w krystaliczność ludzi, bezinteresowność i całkowicie dobre serce. Każdy zawsze czegoś chciał, bo na tym opierały się relacje. Tak jak Victoria chciała miłości i bliskości, której nie chciał jej dawać. Krystaliczność duszy i jej przejrzystość nie miała tu zresztą żadnego znaczenia w jego oczach. Szkoda tylko było przez myśl, że mogła upadać dalej i niżej przez wykonywany zawód, gdzie emocje bardziej umierały i wszystko stawało się o wiele cięższe do zniesienia. Lecz spokojnie - to tylko do pewnego momentu! Potem było już tylko łatwiej.
Herbata rzeczywiście została przyniesiona przez skrzata, o którą Sauriel go poprosił, kompletnie nie notując tego, że takowa prośba się już pojawiła, że był ten temat. Jakby rzecz została wycięta z jego głowy.
- No dziękuję, dziękuję... to uznam to za spóźniony prezent na dzień dziecka. - Czy coś. Powiedział to żartem, bo w zasadzie to czy potrzeba okazji, żeby dać komuś prezent? Nie, nie potrzeba. Sprawiało to, że potrafiło się zrobić dziwnie, bo teraz miał myśl, że przecież trzeba się odwdzięczyć. Z drugiej strony chyba już kredyt "odwdzięki" został uzupełniony. To na pewno te czekoladki. Tak, to musiały być czekoladki. Ciekawe, co wymyśliła na te urodziny? Niby ciekaw, ale nie wiedział, czy chce pytań, może wtedy już naprawdę zrobiłoby się dziwnie czy głupio, a jego zainteresowanie i tak przypadało aktualnie o wiele mocniej na aparat, jaki trzymał w swoich paluszkach. Największym problemem nie było to, jak się zachować wobec prezentu bez okazji, tylko to, co jej sprezentować na te urodziny! Nie wiedział, nie miał pomysłu. Na szczęście było jeszcze dużo czasu do jej urodzin, więc może coś go uratuje przed nietrafionym oferunkiem. Nie wiem, na przykład jakiś meteoryt czy inna Apokalipsa? Przeecież tyle ją zapowiadali, że w końcu musiała przyjść. Tak?
Sauriel był banalnie prosty w obsłudze i ludzie, którzy mieli trochę oleju w głowie i byli bliżej niego doskonale wiedzieli, jak z nim postępować. On sam nigdy tego nawet nie utrudniał. Bo co tu utrudniać? Było też bardzo proste ograniczenie między tym, na co pozwalał konkretnym jednostkom i co wybaczał w zależności od tego, jakim procentem swojej sympatii daną osobę obsypywał. Victoria i Stanley mieli jej całą tonę. Więc i miał całą tonę (jak na siebie) kredytu cierpliwości i zaufania im do zaoferowania. Victoria jednak tak samo łatwo, jak udawało jej się osiągnąć pozytywny efekt, tak samo łatwo potrafiła zadziałać w stronę przeciwną, więc ta waga nie pozostawała w pełni przechylona na jedną stronę. Wystarczy zobaczyć, że spodziewała się walki, a przypadkiem udało jej się obyć bez żadnej walki. Victorii pozwalał wobec siebie na więcej, bo oferowała mu komfort. Bo była mu bardzo bliska. Koniec końców spora część reakcji ograniczała się do tego, w jakim akurat nastroju będzie chimeryczny Kot.
- Oj tak. Bardzo. - Teraz będzie można sfotografować i upamiętnić każde ogórkowe krzesełko. Na ten przykład. I każdą inną beznadziejno-zajebistą rzecz, bo Sauriel lubił się uganiać za dziwactwami. Dlatego z ogórka powstało najpierw krzesełko, a nie... no nie wiem, śliczny czy słodki motylek. Chociaż akurat się nad tym za bardzo nie zastanawiał, kiedy zaczął wycinać te ogórki. - Wyobraź sobie te wszystkie zjebane zdjęcia, jakie będę mógł bezkarnie rozsyłać pocztą. - Każdy miał swoją ambicję, niektórzy chcieli fotografować ludzi, inni piękne ujęcia natury, a jeszcze inni byli prawdziwymi memowiczami, zanim to jeszcze było modne. - Będę się musiał nauczyć, jak się robi odbitki... - Zawołał skrzata i podał mu zdjęcie Victorii oraz aparat mówiąc, żeby położył je w jego pokoju na stoliku kawowym. - Co ci się stało w policzek?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.