Był przekonany, że tylko coś ważnego mogłoby zatrzymać Richarda w Norwegii. Sprawa na tyle istotna, aby wizyta w Wielkiej Brytanii musiała zostać odłożona na najbliższe możliwe później. O ile Robert nie zwykł wierzyć w ludzi, to w przypadku bliźniaka ta zasada przestawała obowiązywać. Każdy człowiek musiał na kimś polegać. Mulciber nie stanowił na tym polu żadnego wyjątku, choć co niektórym mogło wydawać się inaczej.
Nie otrzymawszy żadnej wiadomości, która mogłaby wskazywać na to, że ich plany uległy zmianie, cierpliwie czekał. Zajęty zapoznawaniem się materiałami na temat starożytnych run i pieczętowania, jakie udało mu się do tej pory zgromadzić, nie zwracał większej uwagi na upływ czasu. W pełni skupił się na tym, czemu poświęcał w ostatnim czasie niemalże cały swój wolny czas.
A tego czasu, wbrew pozorom, nie posiadał szczególnie wiele.
- Zapomniałem już, jak wygląda Norwegia o tej porze roku. - skomentował.
Kraj, w którym zamieszkał jego brat, miał przyjemność odwiedzić ledwie kilka razy. Nieszczególnie przypadł mu do gustu. Było zbyt zimno. Było też zbyt nieprzewidywalnie. Po powrocie w rodzinne strony, niewiele brakowało aby zaczął całować brytyjską ziemię.
Na szczęście do tego rodzaju scen nigdy nie doszło.
Pojawienie się skrzata domowego, sprawiło że zamilkli. Na moment. W domu Mulciberów unikało się rozmów na mniej czy bardziej istotne tematy przy tych stworzeniach. Niby służących danej rodzinie, ale czy to znaczyło, iż można było im faktycznie zaufać? Francis miał na ten temat konkretne zdanie. Synowie tę ostrożność przejęli. Robert odezwał się dopiero, kiedy ponownie zostali sami.
- Wiesz, że nie zwykłem odkładać spraw na później. - zauważył. - W ostatnim czasie starałem się zebrać trochę materiałów. Na ten moment nic szczególnego, ale może znajdzie się choćby jedna, przydatna informacja. - o ile nie znał się na tej tematyce jakoś wybitnie, to z runami i pieczętowaniem miał okazje spotkać się w przeszłości. Dzięki temu posiadał mgliste pojęcie na ten temat. Łatwiej było mu określić, gdzie powinien zacząć. Na czym konkretnie się skupić. Nadal jednak potrzebował w tym wszystkim wsparcia. Nieoceniona zapewne byłaby pomoc kogoś, kto się w runach i pieczętowaniu rzeczywiście specjalizował. Miał już nawet na oku kilka osób, do których mógłby się zwrócić. - No ale zostawmy to. Rozumiem, że z pustymi rękoma nie przyjechałeś? - wreszcie zainteresował się torbą. Była ona dla niego znacznie bardziej interesująca niż papierosy, za którymi nigdy nie przepadał.
Nie przeszkadzało mu jednak, kiedy ktoś inny sięgał po nie w jego towarzystwie. Bo i niby dlaczego miałoby przeszkadzać?
Kiedy Richard sięgnął po papierosa, Robert zainteresował się cygarem, które jakiś czas temu zdążyło zgasnąć, oparte o popielniczkę. Wyciągnął w jego stronę dłoń. Ponownie zapalił. Niby nie potrzebował tego robić, ale jakoś tak bardziej komfortowo było trzymać coś w ręku. Czymś ręce zająć. Po alkohol zaś musiałby ruszyć się do salonu bądź swojego gabinetu. Trochę dalej.