Przedziwne zjawisko - to zaćmienie. Przedziwne uczucie spoglądać prosto w słońce, kiedy to nadal świeciło i nie chowało się za żadnymi chmurami, albo że on nie musiał się chować po cieniach. Nie było to jednak aż tak wyjątkowe - samo wyjście na dzień, kiedy słońce było. Zdarzało się nie raz i nie dwa. Z konieczności raczej niż z potrzeby i zawsze było tak samo nieprzyjemne. Dzisiaj wcale nie było to nieprzyjemne mniej - było tak samo. Instynkt podpowiadał, żeby się kryć, najlepiej w ciemnicy, a on stał tutaj głuchy na niego. Spokojny. Zjawisko było już jednak zupełnie nieziemskie. Ciekawe i interesujące, jaką siłę prezentowała sobą natura i czego mogli od niej doświadczyć, jak wiele dojrzeć.
- Mhm. - Co trzysta lat? To w chuj dużo czasu. Można sobie tak czekać i czekać... albo jeździć za nimi i patrzeć, gdzie będą jakie następne? Na gwiazdach się nie znał, na tym, jak sobie ta ziemia wiruje miał pojęcie bardzo ogólnie - że jeździ. Że ma sobie tę krechę dookoła słońca i po niej zasuwa. To było bardzo niewiele, może nawet jakby się skupił to by ogarnąć odrobinę więcej, ale teraz nie nadwyrężał swojej mózgownicy. Wolał kontemplować to, co widział. - Dzięki, że mnie tu zabrałaś. - Oderwał wzrok od słońca na siedzącą na trawę Victorię. - Nie wiedziałem, że się znasz na gwiazdach i innych takich. - W sumie chciał ją zachęcić do tego, żeby mu o tym opowiedziała. Jeśli tylko by chciała. A przynajmniej ten kapitan oczywistość miał takie zadanie - żeby otworzyć szerzej konwersację, bo był ciekaw. Skoro sam się nie znał, a ona coś wiedziała - cokolwiek - to chciał posłuchać.
Sielankowa atmosfera ich właściwie otulała. Usiadł koło niej, znów kierując wzrok na niebo. Ciekawe, kiedy słońce znów wyjrzy? Wystarczy parę promieni, które padnie na świat i rzecz przestanie taką sielankową być. Świat pachniał inaczej za dnia. Inaczej się go odczuwało, kiedy nie sądziłeś, że coś cię zaraz może spalić. Na tym w pełni świadomym poziomie, bo instynkt zawsze nakazywał się odsunąć. Z tym, że ten instynkt też mu szwankował. Podświadomość miała jedno zadanie - walczyć o twoje przetrwanie. Były jednak takie momenty w życiu człowieka, kiedy nawet podświadomość się poddawała. Dlatego było tu tak spokojnie. Nawet kiedy głosik w krańcu jego głowy, ta upierdliwa bestia, drapała mówiąc o słońcu - mógł ją ignorować.
I chociaż tego czasu wiele wcale nie mieli na słońcu, to był to czas bezcenny. Pełen odprężenia i tego, że ktoś jest przy tobie blisko. Rzeczywiście - kamyki rzucane na ziemię były o wiele skuteczniejsze od okruszków chleba, które byle gołąb był w stanie porwać.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.