28.11.2023, 00:53 ✶
Tłoczno i głośno? Przeważnie próżno tego szukać, gdy siedzi się w jakiejś głuszy czy buszuje po grobowcach, ewentualnie przekopuje bibliotekę i zarywa noce w zaciszu własnego domu, badając i analizując wszystko, co wiązało się z minionymi czasami. Ale bywały takie momenty, że jednak trafiała w takie miejsca…
… i wbrew pozorom, całkiem dobrze się czuła. Mimo że przez swój wzrost całkiem łatwo było dać się stratować, ewentualnie najzwyczajniej w świecie gubić. Ha, tata Cathal, tego jeszcze nie grali. Ale bardzo daleko jej było do bycia jego córką (w sumie może i dobrze); co nie zmieniało faktu, że nie po to jednak zdecydowali się przejść po sabacie (czy może raczej: Stonehenge), żeby musieć się wzajemnie szukać.
Aż się przypominało Beltane, kiedy to ganiali za Jamilem…
- To byłoby co najmniej rozsądne – stwierdziła, dreptając obok. Tak, Ostara była spokojna, na Beltane wszystko wybuchło, teraz zaś… hm. Odważni byli, nie ma co – Znaczy, jakby rozumiem, sabat to jednak sabat, ważne święto i tak dalej, rytuały i te sprawy, należy czcić, jak Matka przykazała – wyrzucała z siebie słowa, niemalże na jednym wdechu. Albo faktycznie na jednym? Dość trudno ocenić, kiedy jej się usta teraz prawie nie zamykały… - Ale nie zdziwię się, jak nagle pojawi się Latajek, bo uzna, że należy znaleźć kwiat paproci… chociaż nie wiem, czy w ogóle tutaj by wyrósł, zawsze sądziłam, że to po lesie trzeba biegać, a nie pomiędzy kamieniami. Chociażby miały nie wiem, ile lat – czy zabrzmiała nieco zgrzytliwie? Być może – Zresztą, jak na moje to on w zasadzie zbyt długo żadnego kwiatu nie szukał – dorzuciła po bardzo króciutkiej chwili namysłu.
- Ale tak sobie myślę, co by się stało, jakby odwołali sabat? Czy czarodziejska społeczność byłaby zachwycona? Jakoś wątpię, zresztą, jak to szło? Chleba i igrzysk? A nie przypominanie, że mają się nieustannie bać. Zwłaszcza że jak na moje, to by pewnie wyszli na słabych. Już widzę te nagłówki, „nieudolna Minister Magii odwołuje sabat, bo tam są same patałachy”, „Ministerstwo nie umie zapewnić bezpieczeństwa”, „Czarodzieju, chroń się sam” i ee… ej, może Stonehenge to nie Polana Ognisk, ale kapłani sobie nawet poradzili ze zorganizowaniem przestrzeni – oceniła w końcu, porzucając nagle wątek hipotetycznych tytułów – W zasadzie, jakby się dało, to bardzo chętnie bym się tym kamieniom kiedyś porządniej przyjrzała… może nawet jest coś pod nimi?
Rozmarzyła się? Chyba tak, sądząc po nieco maślanym wzroku, przesuwającym się po monolitach. Jeden, drugi, trzeci… nawet nie była pewna, kiedy jej spojrzenie spłynęło w końcu na kapłanki i… tańczące jęzory ognia.
!płomienie
… i wbrew pozorom, całkiem dobrze się czuła. Mimo że przez swój wzrost całkiem łatwo było dać się stratować, ewentualnie najzwyczajniej w świecie gubić. Ha, tata Cathal, tego jeszcze nie grali. Ale bardzo daleko jej było do bycia jego córką (w sumie może i dobrze); co nie zmieniało faktu, że nie po to jednak zdecydowali się przejść po sabacie (czy może raczej: Stonehenge), żeby musieć się wzajemnie szukać.
Aż się przypominało Beltane, kiedy to ganiali za Jamilem…
- To byłoby co najmniej rozsądne – stwierdziła, dreptając obok. Tak, Ostara była spokojna, na Beltane wszystko wybuchło, teraz zaś… hm. Odważni byli, nie ma co – Znaczy, jakby rozumiem, sabat to jednak sabat, ważne święto i tak dalej, rytuały i te sprawy, należy czcić, jak Matka przykazała – wyrzucała z siebie słowa, niemalże na jednym wdechu. Albo faktycznie na jednym? Dość trudno ocenić, kiedy jej się usta teraz prawie nie zamykały… - Ale nie zdziwię się, jak nagle pojawi się Latajek, bo uzna, że należy znaleźć kwiat paproci… chociaż nie wiem, czy w ogóle tutaj by wyrósł, zawsze sądziłam, że to po lesie trzeba biegać, a nie pomiędzy kamieniami. Chociażby miały nie wiem, ile lat – czy zabrzmiała nieco zgrzytliwie? Być może – Zresztą, jak na moje to on w zasadzie zbyt długo żadnego kwiatu nie szukał – dorzuciła po bardzo króciutkiej chwili namysłu.
- Ale tak sobie myślę, co by się stało, jakby odwołali sabat? Czy czarodziejska społeczność byłaby zachwycona? Jakoś wątpię, zresztą, jak to szło? Chleba i igrzysk? A nie przypominanie, że mają się nieustannie bać. Zwłaszcza że jak na moje, to by pewnie wyszli na słabych. Już widzę te nagłówki, „nieudolna Minister Magii odwołuje sabat, bo tam są same patałachy”, „Ministerstwo nie umie zapewnić bezpieczeństwa”, „Czarodzieju, chroń się sam” i ee… ej, może Stonehenge to nie Polana Ognisk, ale kapłani sobie nawet poradzili ze zorganizowaniem przestrzeni – oceniła w końcu, porzucając nagle wątek hipotetycznych tytułów – W zasadzie, jakby się dało, to bardzo chętnie bym się tym kamieniom kiedyś porządniej przyjrzała… może nawet jest coś pod nimi?
Rozmarzyła się? Chyba tak, sądząc po nieco maślanym wzroku, przesuwającym się po monolitach. Jeden, drugi, trzeci… nawet nie była pewna, kiedy jej spojrzenie spłynęło w końcu na kapłanki i… tańczące jęzory ognia.
!płomienie