03.12.2023, 15:12 ✶
Coś tu było chyba nie tak. Miał żenić się Rookwood, ale się nie żenił, bo jego siostra wychodziła za Blacka. Eunice dopiero co była Black. Istniał tu jakiś wzór, tylko… hm…
- Mariaż Rookwoodów z Malfoyami i jednocześnie z Blackami mógłby być dla was korzystny – zaczęła dość powoli, intensywnie myśląc nad zagadką – Przy czym, jeśli wybierać między rodzinami, to wydaje mi się, że nawet lepiej byłoby postawić na Malfoyów niż Blacków, chyba że coś się ostatnimi czasy zmieniło... – mówiła dalej, aż w końcu łypnęła dość podejrzliwie na Rookwoda. Nie dość, że z ukosa, to jeszcze i z dołu, bo co by tu o Lecie nie mówić – nie dało się ukryć, że wzrostem to nie grzeszyła żadną miarą.
- Ale jeśli Vespera wychodzi za Blacka i uważasz, że to się kłóci z twoim małżeństwem… – pokręciła głową, przemilczając wnioski, jakie się nasuwały. Mogła, zapewne, się mylić, może ten ślub to była tylko wymówka niemająca racjonalnego podłoża, a może… może jednak miało to tak absurdalne kształty, jak się jej teraz wydawało.
- A z ciebie, Cal, to byłaby panienka jak z obrazka – zaoponowała – Już to widzę, blond fryzura, gibka figura, nic, tylko się zachwycać – oczywiście że żartowała, jakżeby inaczej. Klątwa klątwą, ale może te włosy nie ułożyłyby się w misterne pukle, może nie zmieniłby się wręcz w eteryczną panieneczkę, gotową wręcz zemdleć z nadmiaru wrażeń, tylko w kogoś o bardziej masywnej sylwetce. Może. Może… - Tylko pewnie by trzeba było pójść na porządne zakupy, bo nie sądzę, żebyś miał w szafie odpowiednie ubrania. Jak myślisz, Ulyssesie, w jakich kolorach byłoby mu wtedy najlepiej…? – zagadnęła Rookwooda, oczyma wyobraźni już chyba widząc wycieczkę wzdłuż ulicy Pokątnej oraz coraz większy stos pakunków z zakupami dla Cathaliny. Czy jak by tam brzmiało żeńskie imię Shafiqa...
- No wiesz co? – niby to się oburzyła – Ze mną to miałby święty spokój przecież, cały dom do dyspozycji, w którym pojawiam się z reguły raz na kilka miesięcy albo i lat, a ty tu… myślisz, że bym na śmierć zagadała czy co? – prychnęła i poprawiła wianek na czuprynie.
- Nic się nie martw, nie zamierzam nikomu oddawać – oświadczyła jeszcze i rozejrzała się odruchowo. Że niby gdzie był ten cały ojciec Ulyssesa?
- Mariaż Rookwoodów z Malfoyami i jednocześnie z Blackami mógłby być dla was korzystny – zaczęła dość powoli, intensywnie myśląc nad zagadką – Przy czym, jeśli wybierać między rodzinami, to wydaje mi się, że nawet lepiej byłoby postawić na Malfoyów niż Blacków, chyba że coś się ostatnimi czasy zmieniło... – mówiła dalej, aż w końcu łypnęła dość podejrzliwie na Rookwoda. Nie dość, że z ukosa, to jeszcze i z dołu, bo co by tu o Lecie nie mówić – nie dało się ukryć, że wzrostem to nie grzeszyła żadną miarą.
- Ale jeśli Vespera wychodzi za Blacka i uważasz, że to się kłóci z twoim małżeństwem… – pokręciła głową, przemilczając wnioski, jakie się nasuwały. Mogła, zapewne, się mylić, może ten ślub to była tylko wymówka niemająca racjonalnego podłoża, a może… może jednak miało to tak absurdalne kształty, jak się jej teraz wydawało.
- A z ciebie, Cal, to byłaby panienka jak z obrazka – zaoponowała – Już to widzę, blond fryzura, gibka figura, nic, tylko się zachwycać – oczywiście że żartowała, jakżeby inaczej. Klątwa klątwą, ale może te włosy nie ułożyłyby się w misterne pukle, może nie zmieniłby się wręcz w eteryczną panieneczkę, gotową wręcz zemdleć z nadmiaru wrażeń, tylko w kogoś o bardziej masywnej sylwetce. Może. Może… - Tylko pewnie by trzeba było pójść na porządne zakupy, bo nie sądzę, żebyś miał w szafie odpowiednie ubrania. Jak myślisz, Ulyssesie, w jakich kolorach byłoby mu wtedy najlepiej…? – zagadnęła Rookwooda, oczyma wyobraźni już chyba widząc wycieczkę wzdłuż ulicy Pokątnej oraz coraz większy stos pakunków z zakupami dla Cathaliny. Czy jak by tam brzmiało żeńskie imię Shafiqa...
- No wiesz co? – niby to się oburzyła – Ze mną to miałby święty spokój przecież, cały dom do dyspozycji, w którym pojawiam się z reguły raz na kilka miesięcy albo i lat, a ty tu… myślisz, że bym na śmierć zagadała czy co? – prychnęła i poprawiła wianek na czuprynie.
- Nic się nie martw, nie zamierzam nikomu oddawać – oświadczyła jeszcze i rozejrzała się odruchowo. Że niby gdzie był ten cały ojciec Ulyssesa?