Nie pozwalał sobie na to, aby emocje wybrzmiały głośno, aby stały się widocznymi dla innych. Zawsze starał się je kontrolować i w tym konkretnym przypadku nie postąpił inaczej. Irytacja widoczna była więc jedynie przez krótką chwilę. Mgnienie oka. Zaraz wrócił ten Robert, który zdawać mogł się znacznie bliższy wyobrażeniu, jakie do niedawna miał na jego temat Rodolphus.
Tylko czy o raz dostrzeżonych rysach można było zapomnieć?
Skinął głową, słysząc z ust młodego niewymownego kolejny, wyświechtany slogan. Niby można było takimi sobie podetrzeć tyłek, ale nadal - jakieś pojedyncze ziarenka prawdy w sobie posiadały. Robert nigdy ich się nie wystrzegał, ale zarazem starał się nie nadużywać.
- Postaraj się zrobić coś z tym cynizmem, nie zamierzam go na dłuższą metę tolerować. - poinformował. Nauczony był tego, aby zwracać uwagę na to, co niekoniecznie mu odpowiadało. Nie było jego osobie w smak. Wykładał w takich momentach kawę na ławę, nie próbował owijać w bawełnę. - Zakładam, że nie jesteś na tyle głupi lekkomyślny, żeby wywiesić ogłoszenie o poszukiwaniu współpracowników na drzwiach swojego biura. - to natomiast stanowiło poniekąd komplement. Pokazywało w jaki sposób Robert widział dzieciaka, który się przed nim znajdywał. Lestrange miał bardzo duży potencjał, ale diamentem pozostawał nadal nieoszlifowanym.
Tylko czy to Mulciber miał być tym, który odciśnie swój ślad, nadając mu pierwsze, kolejne bądź ostatnie szlify?
- Sprawdź je więc. Czas nas tutaj nie goni. Możesz dokładnie przyjrzeć się każdej osobie zaliczającej się do grona tych dobrze rokujących. - nie zamierzał brać w tym przypadku wszystkiego na swoje barki, choć pewne kontakty oczywiści wykorzystać zamierzał. W zasadzie w głowie zdążył już nawet układać sobie listę składającą się z imion oraz nazwisk noszonych przez ludzi, którzy w jego mniemaniu byli godni zaufania. Tak samo dzisiaj jak i przed tymi wszystkimi laty.
Zanim świat stanął na głowie, a fotel ministra zajęła szlama.
- Tym razem brzmi to nie najgorzej. - skomentował. Nie przeciągał tego wszystkiego, przypominając Rodolphusowi o drobnych szczegółach, które mogły mieć dla badań bardzo duże znaczenie. Jeszcze nie raz i nie dwa będą mogli wszystko omówić. Teraz trzeba było zacząć od absolutnych podstaw. - Zaczną powoli działać w tym kierunku. Myślę, że potrzebuje na to gdzieś koło miesiąca? - zastanawiał się na głos. Było to coś raczej trudne do określenia. Przekonanie ludzi, żeby weszli w coś nie do końca legalnego mogło stanowić pewne wyzwanie. Zwłaszcza, kiedy nie mogłeś odsłonić wszystkich kart. A tego Robert zrobić nie mógł. - Dodatkowo musimy zorganizować bezpieczne miejsce spotkań i zająć się również zebraniem literatury. To może być kosztowne, a do tego należy wszystko odpowiednio zabezpieczyć. - choć Lestrange mógł to widzieć inaczej, obydwaj mieli w tym przypadku wiele do stracenia. Ryzykowali dużo, podejmując się tego rodzaju działań. Nielegalnych. Mogących wysłać ich w skrajnym przypadku prosto w objęcia dementorów. Doprowadzić do szaleństwa.
Z Azkabanu zaś... z Azkabanu nikt dotąd nie zdołał uciec.
Lepiej było nie sprawdzać czy zdołają dokonać tego jako pierwsi czarodzieje w historii.