14.12.2023, 00:38 ✶
- Ciężko być kapitanem, niezależnie, jaki statek ma się pod sobą, Panie Shafiq. - przytaknął z uznaniem Pan Flint, popijając alkohol i przyglądając się mężczyźnie z zaciekawieniem. Widać było, że fakt kierowania czymś, zrobił na nim wrażenie. Może faktycznie, nie było to tak pochłaniające, jak żegluga i handel, który wymagał dyplomacji i wyczucia, ale tak, jak w odmętach morskich wód czyhały niebezpieczeństwa, tak on miał klątwy i te inne archeologiczne zagrożenia, w których William się nie rozeznawał. - To dobry nauczyciel dziecko.
Zwrócił się jeszcze do córki, całkiem przekonany wymyśloną przez nią bajeczką. Cynthia uśmiechnęła się krótko, chociaż brwi jej nieco drgnęły, jakby samym tym gestem chciała zapytać "Spodziewałeś się, że wybiorę kogoś nieodpowiedniego do nauki?". Zawsze przecież sięgała po najlepszą opcję, a Cathal, cóż, Cathal mógł ją nauczyć naprawdę wiele, nie tylko na płaszczyźnie starożytnych run lub historii magii. O tym jednak tata nie musiał wiedzieć. Trzeba przyznać, że blondynka zupełnie nie spodziewała się tego, jak przelotna znajomość z bankietu rozwinie się do spotkań, w których jedno z drugim rywalizowało ze sobą tak zawzięcie. Nie sądziła też, że gabinet luster, do którego ją zabrał, wywoła takie wrażenie, tak głęboko zakorzeni się w jej umyśle przez to, co pokazały jej zaczarowane zwierciadła. Przymknęła na chwilę oczy, pozwalając sobie na głębszy wdech, aby zaraz wrócić do spokojnego i pozornie niewinnego wyrazu twarzy, upijając wina. Musiała też zakryć rozbawienie, które wywołał jego trafny komentarz. Ojciec jednak chrząknął, poprawiając się na krześle, zupełnie chyba zagubiony w tym, co powinien odpowiedzieć. Jego zdaniem przecież były ważniejsze rzeczy, niż szczęście lub nieszczęście małżonka, a relacjom wybranym przez rodziców lub profesjonalnych astrologów, swatki, trzeba było ufać. On tak ufał! I chociaż z początku było ciężko, kochał swoją zmarłą żonę.
- To musi być bardzo wygodne, aczkolwiek Panie Shafiq, każdy syn dla rodu jest wartościowy. Wpływa na jego świetność, rozwija wpływy oraz reputację. Przyprowadzając do domu żonę z innej rodziny, mając dzieci — kształtuje się dla nazwiska przodków lepsze jutro. - odparł z odrobiną niezadowolenia, która jednak do archeologa nie była kierowana, bardziej, jakby mówił do Castiela, który przecież nie mógł tego słyszeć. - Zgodzę się jednak, że małżeństwa nie są łatwe. To prawdziwa sztuka kompromisu, przymykania oczu. Nie jest to zbyt powszechne wśród skorowidzowych rodzin, ale uważam, że ciężko tworzyć przyszłość z kimś, komu się nie ufa.
Milczała, zerkając w stronę mężczyzn, zastanawiając się nad tym, co mówili. Prawdę mówiąc, Cynthia niewiele myślała o sprawach związanych z romansem i małżeństwem, jawnie pogodzona z losem, boleśnie świadoma, jak niewiele ma do powiedzenia. I dopiero teraz, słuchając ich słów, dostrzegła mały zarys tego, czego faktycznie, sama mogłaby chcieć. Kogoś, komu mogłaby ufać i kogoś, komu nie przeszkadzałoby, jak długo pracuje i jak wiele czasu spędza na nauce. Kobiety takie jak ona nie były jednak popularne i łatwe do zaakceptowania, ciotka mawiała, że kariera kosztem popularności. Nie miało to jednak dla niej żadnego znaczenia. Doceniła jednak fakt, że dowiedziała się o nim czegoś nowego.
Nakryto do stołu, drugie danie było równie obfite, co pierwsze, chociaż Flintówna się już najadła zupą, zabierając jednak pieczonego ziemniaka ze srebrnego półmiska. Hojnością ojca nie była wcale zaskoczona, ona zawsze szukał nowych możliwości na zawarcie kolejnych umów i szukał nowych znajomości, które mogłyby poszerzyć jego horyzonty. Był dość przedsiębiorczy.
- Doskonale, będę zobowiązany. Czekam na nowy statek ze stoczni, będzie miał dodatkowo zabezpieczony i ustabilizowany magazyn pod pokładem. - wyjaśnił ojciec Cynthii, nabijając na widelec kawałek odkrojonego mięsa, który następnie zjadł. Coś nawet mruknął z zadowoleniem.
Gdy ich spojrzenia spotkały się, jej wargi również drgnęły ku górze, subtelnie i delikatnie. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że była ciekawa tego, jak toczyła się ta ich pogawędka i tego, co mogła z niej wyciągnąć. Nie była też z natury zbyt rozmowna w towarzystwie, o ile oczywiście nie wymagały tego okolicznoci i płynące z nich profity. Te angielskie pogawędki były okropnie nudne, żeglugi znała tylko podstawę oraz teorię, a i o archeologii wciąż miała niewielkie pojęcie. O trupach nie rozmawiało się przy stole. Nie była zaskoczona brakiem większego zainteresowania, zdając sobie sprawę, jak często na duchy wpadał.
- Mgła kosztem nieba, duchy kosztem gwiazd. - szepnęła tylko, nabijając na widelec końcówkę ziemniaka.
- Mówiłaś coś?
- Polecałam tylko ziemniaki i herbatę po kolacji. - odparła z uśmiechem ojcu, a ten przytaknął z zadowoleniem, zerkając na swoje zioła. A potem na zegarek.
- Ona robi naprawdę dobre herbatki, powinien pan spróbować. Wdała się w moją żonę, jeśli chodzi o umiejętności związane z ziołami. - pochwalił córkę dość łagodnie, a w głosie rozbrzmiał chyba sentyment.
Reszta kolacji minęła spokojnie, ojciec trochę opowiadał i wypytywał Cathala, dojadając mięsa i popijając winem. Gdy rozeszli się do kajut, Cynthia rzuciła tylko "do zobaczenia później", gdy tylko ojciec się odwrócił w stronę swojego majtka, pokazując mu palcami małe "o", które w rzeczywistości miało być zerem, oznaczającym okolice północy.
Zwrócił się jeszcze do córki, całkiem przekonany wymyśloną przez nią bajeczką. Cynthia uśmiechnęła się krótko, chociaż brwi jej nieco drgnęły, jakby samym tym gestem chciała zapytać "Spodziewałeś się, że wybiorę kogoś nieodpowiedniego do nauki?". Zawsze przecież sięgała po najlepszą opcję, a Cathal, cóż, Cathal mógł ją nauczyć naprawdę wiele, nie tylko na płaszczyźnie starożytnych run lub historii magii. O tym jednak tata nie musiał wiedzieć. Trzeba przyznać, że blondynka zupełnie nie spodziewała się tego, jak przelotna znajomość z bankietu rozwinie się do spotkań, w których jedno z drugim rywalizowało ze sobą tak zawzięcie. Nie sądziła też, że gabinet luster, do którego ją zabrał, wywoła takie wrażenie, tak głęboko zakorzeni się w jej umyśle przez to, co pokazały jej zaczarowane zwierciadła. Przymknęła na chwilę oczy, pozwalając sobie na głębszy wdech, aby zaraz wrócić do spokojnego i pozornie niewinnego wyrazu twarzy, upijając wina. Musiała też zakryć rozbawienie, które wywołał jego trafny komentarz. Ojciec jednak chrząknął, poprawiając się na krześle, zupełnie chyba zagubiony w tym, co powinien odpowiedzieć. Jego zdaniem przecież były ważniejsze rzeczy, niż szczęście lub nieszczęście małżonka, a relacjom wybranym przez rodziców lub profesjonalnych astrologów, swatki, trzeba było ufać. On tak ufał! I chociaż z początku było ciężko, kochał swoją zmarłą żonę.
- To musi być bardzo wygodne, aczkolwiek Panie Shafiq, każdy syn dla rodu jest wartościowy. Wpływa na jego świetność, rozwija wpływy oraz reputację. Przyprowadzając do domu żonę z innej rodziny, mając dzieci — kształtuje się dla nazwiska przodków lepsze jutro. - odparł z odrobiną niezadowolenia, która jednak do archeologa nie była kierowana, bardziej, jakby mówił do Castiela, który przecież nie mógł tego słyszeć. - Zgodzę się jednak, że małżeństwa nie są łatwe. To prawdziwa sztuka kompromisu, przymykania oczu. Nie jest to zbyt powszechne wśród skorowidzowych rodzin, ale uważam, że ciężko tworzyć przyszłość z kimś, komu się nie ufa.
Milczała, zerkając w stronę mężczyzn, zastanawiając się nad tym, co mówili. Prawdę mówiąc, Cynthia niewiele myślała o sprawach związanych z romansem i małżeństwem, jawnie pogodzona z losem, boleśnie świadoma, jak niewiele ma do powiedzenia. I dopiero teraz, słuchając ich słów, dostrzegła mały zarys tego, czego faktycznie, sama mogłaby chcieć. Kogoś, komu mogłaby ufać i kogoś, komu nie przeszkadzałoby, jak długo pracuje i jak wiele czasu spędza na nauce. Kobiety takie jak ona nie były jednak popularne i łatwe do zaakceptowania, ciotka mawiała, że kariera kosztem popularności. Nie miało to jednak dla niej żadnego znaczenia. Doceniła jednak fakt, że dowiedziała się o nim czegoś nowego.
Nakryto do stołu, drugie danie było równie obfite, co pierwsze, chociaż Flintówna się już najadła zupą, zabierając jednak pieczonego ziemniaka ze srebrnego półmiska. Hojnością ojca nie była wcale zaskoczona, ona zawsze szukał nowych możliwości na zawarcie kolejnych umów i szukał nowych znajomości, które mogłyby poszerzyć jego horyzonty. Był dość przedsiębiorczy.
- Doskonale, będę zobowiązany. Czekam na nowy statek ze stoczni, będzie miał dodatkowo zabezpieczony i ustabilizowany magazyn pod pokładem. - wyjaśnił ojciec Cynthii, nabijając na widelec kawałek odkrojonego mięsa, który następnie zjadł. Coś nawet mruknął z zadowoleniem.
Gdy ich spojrzenia spotkały się, jej wargi również drgnęły ku górze, subtelnie i delikatnie. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że była ciekawa tego, jak toczyła się ta ich pogawędka i tego, co mogła z niej wyciągnąć. Nie była też z natury zbyt rozmowna w towarzystwie, o ile oczywiście nie wymagały tego okolicznoci i płynące z nich profity. Te angielskie pogawędki były okropnie nudne, żeglugi znała tylko podstawę oraz teorię, a i o archeologii wciąż miała niewielkie pojęcie. O trupach nie rozmawiało się przy stole. Nie była zaskoczona brakiem większego zainteresowania, zdając sobie sprawę, jak często na duchy wpadał.
- Mgła kosztem nieba, duchy kosztem gwiazd. - szepnęła tylko, nabijając na widelec końcówkę ziemniaka.
- Mówiłaś coś?
- Polecałam tylko ziemniaki i herbatę po kolacji. - odparła z uśmiechem ojcu, a ten przytaknął z zadowoleniem, zerkając na swoje zioła. A potem na zegarek.
- Ona robi naprawdę dobre herbatki, powinien pan spróbować. Wdała się w moją żonę, jeśli chodzi o umiejętności związane z ziołami. - pochwalił córkę dość łagodnie, a w głosie rozbrzmiał chyba sentyment.
Reszta kolacji minęła spokojnie, ojciec trochę opowiadał i wypytywał Cathala, dojadając mięsa i popijając winem. Gdy rozeszli się do kajut, Cynthia rzuciła tylko "do zobaczenia później", gdy tylko ojciec się odwrócił w stronę swojego majtka, pokazując mu palcami małe "o", które w rzeczywistości miało być zerem, oznaczającym okolice północy.
Koniec sesji