Nie tylko to spotkanie miało wyglądać inaczej. Ostatnie tygodnie doprowadziły do wielu zmian, nad którymi nie dało się tak po prostu przejść do porządku dziennego. Nie były one pozbawione znaczenia. Zdołały wywrócić do góry nogami dotąd poukładane życie Roberta. Czy poszczególne elementy układanki uda się ponownie umieścić w tym samym miejscu, które zajmowały wcześniej? Czy było to jeszcze możliwe?
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że salon nie był odpowiednim miejscem na rozmowę. Zwłaszcza, kiedy miała być ona przeprowadzona z kimś takim jak Chester Rookwood. Mężczyzna pełniący funkcje prawej ręki Czarnego Pana, nie zwykł zjawiać się tutaj bez powodu - po to tylko, żeby napić się whisky i poplotkować ze starym znajomym. Nie łączyła ich nigdy znajomość, która zakładałaby tego rodzaju spotkania.
Taką zażyłość.
Westchnął, kiedy Chester wyłożył wszystko, co zdawało się mu leżeć na wątrobie, następnie dobywając swojej różdżki. Czy obawiał się tego, że Rookwood będzie skłonny go zaatakować? Będzie chciał wyciągnąć konsekwencje? Tylko kompletny głupiec nie wziąłby takiej opcji pod uwagę. Skrajny idiota. Za takiego zaś Mulciber nigdy siebie nie uważał. Pozostało mieć nadzieje, że resztki dawnego autorytetu pozwolą jakoś wszystko załagodzić.
- Odłóż tę różdżkę i po prostu siadaj. - mimo pewnych obaw, uzasadnionych, zaryzykował wydanie polecenia. Przyszedł tutaj po wyjaśnienia, więc jeśli faktycznie chciał je uzyskać, najprostszym rozwiązaniem była rozmowa i rezygnacja z wymachiwania różdżką. - Chyba, że Twoim celem nie jest uzyskanie wyjaśnień.
Dla pewności również sięgnął po różdżkę, którą trzymał w kieszeni. Ubranie było zaprojektowanie tak, żeby noszenie przy sobie patyka nie stanowiło problemu. Potrzeba matką wynalazków i inne takie. Czasami wpływała też poniekąd na modę. Był przy tym wszystkim dość dyskretny i w przeciwieństwie do Chestera, nie wyciągnął różdżki przed siebie. Nie znaczyło to zarazem, że nie był przygotowany do posłużenia się zaklęciem obronnym albo jakimś prostym urokiem.
Choć nie był wprawny w magicznych pojedynkach, oddanie skóry bez jakiejkolwiek walki nie wchodziło w grę. Nawet jeśli wdanie się w walkę z Rookwoodem miałoby go kosztować znacznie więcej niż auror mógł zakładać.
- Dobrze, widzę że możemy przejść do konkretów. - odezwał się, kiedy Chester zdecydował się opuścić swoją różdżkę. Czy odetchnął z ulgą? Niekoniecznie. To był dopiero sam początek. Niczego jeszcze nie załatwili. - Niczego nie odrzuciłem, sprawy się zwyczajnie... skomplikowały. - zaczął tłumaczyć, sięgając jednocześnie do szuflady, w której nadal znajdywał się list. Powinien był zapewne pozbyć się go, ale jakoś tak nie był w stanie podjąć się tej decyzji. Przynajmniej do tej pory. Może celowo trzymał go na taką okazje, na potrzebę tego spotkania? - Moja żona... Henrietta natrafiła na coś, co nie było przeznaczone dla jej oczu. Jakimś cudem poradziła sobie z zaklęciami zabezpieczającymi gabinet i znalazła to. Twój syn niestety nie popisał się i nie zabezpieczył należycie korespondencji, a ja sam nie zdążyłem się tego wcześniej pozbyć. Byłem zajęty również innymi sprawami.- bez dalszych tłumaczeń, przesunął po blacie biurka list, który ponad miesiąc temu otrzymał od syna Chestera. Wiadomość nie była długa, ale mówiła zdecydowanie zbyt dużo. Gdyby udało się połączyć jej treść z wydarzeniami mającymi miejsce podczas Beltane, mieliby olbrzymie problemy.
Nie tylko sam Robert, ale ludzie, do których Ministerstwo zdołałoby dotrzeć za pośrednictwem jego osoby - wiedzy, którą posiadał.
ulotki trafiły do metra przy Walworth na Landgdale przy Perial Park.
- Po zapoznaniu się z tym listem, postanowiła uciec. Nie wiem czy wiedziała coś więcej, czy po prostu... postanowiła zaryzykować, może coś jej odbiło? Od pewnego czasu nam się nie układało i ta wiadomość musiała przelać czarę. Zapewne domyślasz się, że pozwolenie na to, żeby pozostała na wolności w momencie, kiedy coś takiego znalazło się w jej rękach, to olbrzymie ryzyko. Kobiety bywają zbyt nieprzewidywalne. - po tych słowach podniósł się, skierował w stronę szafki, na której znajdywała się karafka oraz dwie szklanki. Napełnił je whisky. Nie pytał czy Chester również chciał się napić, po prostu założył, że tradycyjnie nie odmówi procentów. Praktycznie nigdy tego nie robił.