Przez lata mieszkał tu jedynie z córką. Obydwoje przestrzegali zasad, znane im były reguły obowiązujące w tym domu. Nigdy dotąd nie miał podstaw do tego, aby podejrzewać ją o to, iż grzebała w jego rzeczach. Interesowała się sprawami, które nie były przeznaczone dla jej uszu. Owszem, sprawiała pewne problemy, ale miały one zupełnie inny charakter. Natomiast Henrietta... tutaj wszystko wyglądało inaczej. Od samego początku wiedział, że jej obecność może doprowadzić do pewnych komplikacji. Był jednak skłonny podjąć to ryzyko. Samego siebie przekonał, że zdoła zapanować nad tą rudowłosą wiedźmą. Ostatecznie była przecież tylko i aż kobietą.
Nie wahał się. Nie zastanawiał zbyt długo. Ruszył prosto do jej pokoju. Pierw po schodach, następnie korytarzem. Pozwolił na to, aby stres i adrenalina wymieszały się ze sobą, zaburzając osąd. Prowadząc do kolejnych błędów. Bo przecież wtargnięcie do pokoju Henrietty mogło się takim błędem okazać - w dodatku kosztownym. Miał w tym przypadku wiele szczęścia. Nie czekała na niego z wyciągniętą różdżką. Nie chciała się skonfrontować.
Na pierwszy rzut oka pokój zdawał się wyglądać jak zawsze. Urządzony prosto, można powiedzieć - w sposób wręcz surowy. Henrietta umieściła w pomieszczeniu trochę swoich rzeczy, ale nie dało się powiedzieć, żeby uczyniła to miejsce swoim własnym. Może wcale nie chciała? Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiał. Nie interesował się jej sprawami. Podobnie wyglądało to w przypadku potrzeb kobiety. Zależało mu tylko na tym, żeby była. Wypełniała swoją rolę, wywiązywała się z zadań.
Łóżko było starannie pościelone, w powietrzu dawało się wyczuć słabą nutę damskich perfum. Znajomych pomimo tego, że żyli obok siebie. Mijali się dzień po dniu, jedno nie wchodziło w drogę drugiemu, o ile nie zaszła taka potrzeba. Czy na tej ścianie nie znajdywał się jednak niewielki obraz? A tam... na półce... dałby sobie rękę uciąć, że stały książki traktujące na temat finansów. Nie odwiedzał Henrietty zbyt często, ale pewne szczegóły udało mu się zapamiętać. Zawsze miał do tego oko.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawę z tego, jak głupio postąpiłaś... - mówił sam do siebie. Niezbyt głośno, ale nie było to celowe. W żadnym razie. Czasami zdarzało mu się tak zachowywać, kiedy był czymś zajęty. Pochłonięty. Pomagało mu to uporządkować myśli. Uspokoić się.
Podszedł do szafy, która wyglądała tak jak się tego spodziewał. Brakowało w niej sporej części rzeczy, wśród pozostałych panował bałagan. Po bieliźnie nie zostało nawet śladu. Zniknęły podróżne torby. Wnioski nasuwały się same.
Ile czasu minęło? Kiedy opuściła kamienice? Dokąd się udała? Wiele pytań, wiele odpowiedzi, które musiał dopiero pozyskać. Czy gdzieś mogły kryć się jakieś informacje? Zerknął na prostą toaletkę. Może gdzieś tam znajdywała się korespondencja? Jakieś zapiski?
- Selar! - kierując się w stronę mebla, przywołał skrzatkę, od lat służącą ich rodzinie. Ona również mogła posiadać na ten temat pewne informacje. Choć zasady panujące w tym domu były jasne, głupotą było rezygnować z wypytania o ostatnie wydarzenia stworzenia, które przebywało w budynku 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Nie zamierzał pozwalać sobie na takie zaniedbania.
Czekając aż stworzenie się pojawi, zaczął przeglądać szuflady. Spróbował zajrzeć do wnętrza pustej szkatułki. Może Henrietta, w pośpiechu, zostawiła ą pewne wskazówki. Nie zdołała zatrzeć wszystkich śladów. Zapomniała o niektórych szczegółach.