Znał brata na tyle dobrze, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że ten nie odpuści. Zwłaszcza po tym, jak złamał dane mu słowo. Okłamał Richarda, postępując zupełnie inaczej niż to wcześniej między sobą uzgodnili. Z tego też względu nie próbował teraz unikać spotkania, ani rozmowy. Ukrywać swojego powrotu do rodzinnego domu. Zajmując miejsce za biurkiem, w swoim fotelu, czekał na jakąś reakcje z jego strony.
Odpowiedź na zadane pytanie.
- A co innego miałem zrobić? Zabrać Ciebie na spotkanie? Może przy okazji byśmy zanieśli mu placek wiśniowy i butelkę dobrego alkoholu? - mimo zmęczenia, był w stanie mówić składnie. Przedstawić swój punkt widzenia. Spojrzenie wbite w sufit, przeniósł na brata. Westchnął. Wyciągnął rękę w kierunku szklanki z alkoholem. Pozwolił sobie na to, żeby wyjątkowo, wlać w siebie na jeden raz znaczną część jej zawartości.
Czy kiedykolwiek wcześniej zdarzyło mu się tak pić?
- Dobrze wiesz, że tego typu sprawy człowiek powinien załatwić sam. Bez narażania innych, wciągania ich w swoje bagno. Nie mogę wiecznie wyręczać się Tobą. - dodał, obserwując jak brat rzuca szatę na jeden z foteli, a następnie sięga po przygotowaną z myślą o nim szklankę z alkoholem.
Zmęczony, nie starał się kontrolować tak, jak to miał w zwyczaju. Pilnować, aby nie powiedzieć zbyt wiele, zbyt wiele nie pokazać. Nie miał na to sił. Nie miał nawet ku temu chęci. Ostatecznie przebywał właśnie w towarzystwie jedynego człowieka, któremu ufał. Może nie bezgranicznie, ale w dużym stopniu.
- Nie do końca wiem. - przymknął oczy, starając się odtworzyć wszystko, co miało miejsce. Pamiętał jak opuszczał rodzinną kamienice. Pamiętał jak zostawił dla brata notatkę. Znalazł się w okolicy cmentarza, pokonał trasę do kromlechu. Później... później wszystko się rozmywało. Z kimś się spotkał. Odpłynął? Nie miał pojęcia na jak długo stracił świadomość, ani co konkretnie się z nim działo.
Czy teraz miał siły na to, aby próbować to odtworzyć? Poukładać sobie to wszystko we własnej głowie?
- Spodziewałem się chyba... nie wiem... - ciężko było się wysłowić, znaleźć odpowiednie słowa, które byłyby w stanie to zobrazować. Próbując jakoś to ogarnąć upił kolejny łyk alkoholu. Czuł, że ten stosunkowo szybko zaczyna na niego wpływać. - Na pewno nie był zadowolony, tego możesz być pewien. I cieszyć się, że w ogóle to przeżyłem. Wielu... wielu innych na moim miejscu nie miało tego szczęścia. - doskonale wiedział, co spotykało członków organizacji, którzy dopuścili się niesubordynacji. Zostali zdrajcami. Sam również wymierzał im kary. Pozbawiał życia. Niekoniecznie własnoręcznie, ale czy miało to w tym przypadku jakiekolwiek znaczenie?
Nie zmieniało tego kim był.
Ani też tego, że nie miał z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.
- Moja pozycja... sprawy się naprawdę skomplikowały. - co miał mu powiedzieć? Jak wiele powinien mu zdradzić? Byli braćmi, ale nawet pomiędzy braćmi istniały tajemnice. Niektóre rzeczy powinien zachować dla siebie. Powierzenie ich innym, mogło ściągnąć na nich problemy. Prawdziwe niebezpieczeństwo. - Nie jest dobrze, ale naprawie to.
W jaki sposób to naprawi? Co zamierzał zrobić? Tego nie powiedział. Jeszcze nie. Zamiast tego pociągnął kolejny łyk i następny. W zasadzie, to po tych słowach opróżnił całą szklankę. Do samego dna. Różdżką przywołał do siebie karafkę z alkoholem. Nie miał sił się ruszać. Nie chciał nawet próbować podnosić z fotela. Znajdując się na biurku, alkohol był na wyciągnięcie ręki. Wygoda jakiej w tym momencie potrzebował.
- Nalejesz? Potrzebuje więcej.