Z miesiąca na miesiąc, tygodnia na tydzień, projekt nad którym pracowali przez ponad rok, nabierał coraz bardziej konkretnych kształtów. Udało im się zrobić duże postępy. Zebrać środki, zainteresować klubem odpowiednich ludzi. Wciąż wiele było przed nimi, ale znajdywali się na właściwej drodze. Ciężko było sobie w tych okolicznościach wyobrazić, aby całe to przedsięwzięcie miało okazać się porażką. Nie odniosło sukcesu.
Na ten ostatni, The Demiguise zdawało się być skazane.
Ostatnie dni były szalone. Miał na głowie sporo zadań. Obowiązków, z których powinien był się należycie wywiązać. Ten stan rzezy Robertowi jednak wcale nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie. Czuł się niczym ryba w wodzie. Odpowiadało mu to, że miał w co włożyć ręce; miał czym się zająć. Nie był człowiekiem, który na dłuższą metę był w stanie zalegać na kanapie. Po prostu się opierdalać.
Im aktywniejszy był, tym lepiej funkcjonował.
Choć oczywiście z czasem pojawiało się zmęczenie.
Przed Gospodą pod Świńskim Łbem, zjawił się nieco przed czasem. Nie lubił się spóźniać. Nie czuł się z tym komfortowo. Ubrany w charakterystyczny, szary płaszcz, przez chwilę stał w pobliżu wejścia do lokalu. Do Hogsmeade dostał się przy pomocy sieci fiuu, skorzystał z kominka. Nie musiał przejmować się tym, że ktoś zwróci uwagę na jego obecność w tym miejscu. Wyjątkowo, nie wiązała się ona z niczym nielegalnym. A przynajmniej – na pierwszy rzut oka oraz na trzy kolejne.
Wiedząc, że ma trochę czasu, zamiast na najbliższej okolicy, skupił się na witrynie pobliskiego antykwariatu. Podszedł do okna, przez które podziwiać mógł szereg przedmiotów wystawionych najpewniej przez samego właściciela. W oczy rzuciła mu się pewna kolekcja figurek, która wyglądała na dość cenną. Zarazem kosztowała na tyle niewiele, że zakup byłby w tym przypadku dokonany po naprawdę okazyjnej cenie i mógłby wiązać się z niezłym zarobkiem.
Powinien zaryzykować?
Właśnie to zaprzątało jego głowę, kiedy na miejscu zjawił się Chester. Rozważał czy powinien wejść do środka i zostawić niejakiemu panu Barkley’owi tych kilkadziesiąt galeonów. Miał już nawet ruszyć w kierunku drzwi wejściowych i zaryzykować, kiedy kątem oka dostrzegł znajomą sylwetkę. Zmieniło to jego plany. Przypomniał sobie nagle o celu tej wizyty.
- Widzę, że zdążyłeś nawet zapalić. – przywitał się, podchodząc do człowieka, którego znał od wielu lat. – Nie zauważyłem, kiedy się zjawiłeś. W innym wypadku nie kazałbym Ci czekać. – szczere słowa? W przypadku Roberta zawsze było ciężko o jednoznaczną ocenę. Tej najlepiej było dokonać w oparciu o działania. Czyny. Mówiły o Mulciberze najwięcej. – Z właścicielem posiadłości mamy się spotkać w księgarni Księgi i Zwoje. To niedaleko. Jesteś gotowy?
Zależnie od tego, co odpowiedział Chester, Robert ruszył we właściwym kierunku bądź zaczekał aż ten zdąży na spokojnie dopalić swojego papierosa. Nigdzie się nie śpieszył. Wiedząc, że tego dnia mają udać się do Hogsmeade, zadbał o to, aby w jego kalendarzu nie widniały żadne inne zobowiązania. Miał cały dzień na to, aby zająć się wszystkim, co wiązało się z The Demiguise.