Richard przez wiele lat mieszkał poza granicami kraju. Znajdywał się w bezpiecznej odległości od tego, co działo się tutaj. W Wielkiej Brytanii. Robert nie musiał się o niego martwić. Przejmować się tym, że brata zdołają dosięgnąć konsekwencje jego działań. Nadal natomiast mógł korzystać z jego wsparcia. Prosić o pomoc, jeśli sytuacja tego wymagała. Ten stan rzeczy mu jak najbardziej odpowiadał. Póki wszystko wyglądało w ten sposób, mógł spać spokojnie. Nie musiał zastanawiać się w jaki sposób postąpi, jeśli sprawy wymkną się spod kontroli; jeśli zmuszony zostanie do wyboru.
Ostatnie tygodnie doprowadziły na tym polu do dość istotnych zmian. Pokazały, że nie wszystko funkcjonowało w taki sposób, jak tego oczekiwał. Wziął zbyt wiele zadań na swoje barki? Zabrnął za daleko? Faktycznie tracił kontrole? Sam nie był pewien jak należało na to wszystko spoglądać; jak to odbierać. Chociaż miał we Francji dość czasu na przemyślenia, wniosków wciąż nie wyciągnął. Daleki był od tego, aby pewne rzeczy uporządkować.
Czas jednak uciekał, a pewne decyzje i działania należało podjąć.
Poddał się, ale zarazem nie rozluźnił. Wciąż spięty, pozwolił bratu na dokonanie pewnej inspekcji. Zapoznanie się z tym, co znalazło się na jego karku. Odcisk dłoni był wyraźny, odnalezienie go nie stanowiło na ten moment żadnego problemu. Piętno miało najpewniej znajdywać się na widoku. Odcisk miał być możliwy do identyfikacji dla tych, którzy wiedzieli.
Na jego podstawie byliby w stanie określić jego przynależność oraz status.
- Wiem. Będę musiał się tym zająć, ale to nie dzisiaj. – na myśli miał nie tylko samą widoczność odcisku, ale i przeprowadzenie pewnych badań nad klątwą. Wiedział, co wydarzyło się w kromlechu, nie miał natomiast pojęcia, z czym będzie musiał mierzyć się teraz. Tutaj. Wiedział jedynie, że koniecznym będzie zachowanie ostrożności.
Do przodu będzie posuwał się malutkimi kroczkami, bez pośpiechu.
Życie było mu jeszcze miłe.
Odsunął dłoń brata, nie potrzebował tego rodzaju pocieszenia. Bliskości. Wsparcia. Litości? Również w takiej sytuacji chciał trzymać dystans, choć nie tak duży, jak to miało miejsce w przypadku innych ludzi. Po tych wszystkich latach, Robert nadal nie zdołał pozbyć się z głowy tego, co im obydwu wpajał Francis. Czy to nastąpi kiedykolwiek?
- Myślałem, że mnie tam udusi. – powiedział, wzdrygając się nieznacznie na samo wspomnienie tego, co wydarzyło się w teatrze. Nie było czymś przyjemnym. Powtórka z rozrywki, to w tym przypadku ostatnie na co miał ochotę.
Kolejnego razu mógłby nie przeżyć i zdawał sobie z tego faktu sprawę.
Sięgnął po napełnioną ponownie szklankę, znów na jeden raz wlał w siebie sporą ilość procentów. Tak z połowę zawartości.
- Byłem przez cały czas świadomy, tego co się działo. Ta dłoń… ona… - przymknął na moment oczy. – …ona zaciskała się na moim gardle. Dusiła mnie, pozbawiała sił.