O ile sięganie po pomoc brata nie było czymś czego zwykł się wystrzegać, tak okazywania sobie wsparcia, zrozumienia - do tego Robert nie zdążył przywyknąć. Przez lata przyzwyczaił się do pewnej samotności. Do samodzielnego mierzenia się z wieloma sprawami. Logicznym przecież było, że nie będzie zwracał się do Richarda z byle pierdołą. Każdy z nich miał swoje własne życie. Dzielące ich kilometry sprawiły, że pod pewnymi względami te życia zawsze były sobie odległe. Niezależnie od tego ile sił wkładali w to, żeby podtrzymywać relacje. Pozostawać ze sobą w stałym kontakcie.
Pewnych przeszkód nie dawało się łatwo pokonać.
Usunąć.
Tym razem również planował zająć się pewnymi sprawami na własną rękę. Nie mógł w zbyt dużym stopniu polegać na bracie. Jego obecność, wsparcie którego udzielił mu we Francji, były wystarczające. Dalej Robert mógł to wszystko pociągnąć już sam. Na spokojnie wszystko poukładać. Bez zbędnego pośpiechu.
- Tak. - potwierdził. Dokładnie to powiedział. Dokładnie to go spotkało. Richard nazwał to, co właśnie opisał. Czy chciał na ten temat mówić coś więcej? Najchętniej wyrzuciłby to ze swojej głowy. Zapomniał. Tylko czy da się o czymś takim zapomnieć, kiedy na Twoim karku znajduje się wyraźnie widoczny odcisk?
Kolejny łyk. Jeszcze jeden i następny. Szklanka znów była pusta. W głowie zaczynało szumieć. Coraz mocniej, coraz bardziej. Nie dość, że nigdy nie pił dużych ilość, do tego w tak krótkim czasie, to teraz był również osłabiony.
- Nie przesadzaj. Nie potrzebuje opiekunki. - zareagował, słysząc o tym, że Richard rozważa pozostanie w Londynie. Był w końcu dorosłym facetem. Miał ponad 40 lat. Wbrew temu, co bliźniak mógł uważać, potrafił o siebie zadbać. Nieprzypadkowo przecież tak daleko zaszedł w szeregach śmierciożerców.
Nieprzypadkowo też spadł w hierarchii niemalże na samo dni.
Tym razem po karafkę chciał sięgnąć sam. Samodzielnie nalać alkoholu. Jeszcze trochę. Jeszcze odrobinę. Wyjął kryształowy korek, który następnie wyleciał mu z dłoni. Spadł na podłogę, potoczył się gdzieś po dywanie. Pod biurko? Krzesło? Nie zwrócił na ten szczegół uwagi. Umknął mu. Napełniając szklankę, miał problem z tym, żeby do niej trafić. Alkohol rozlał się na biurku. Tego już zignorować nie potrafił. Odstawił karafkę lekko trzęsącymi się dłońmi. Znów sięgnął po znajdujące się w szufladzie chusteczki. Na czarną godzinę. Nigdy nie wiesz kiedy mogą się przydać.
Próbując uporządkować cały ten bałagan, nieco chaotycznie, zrzucił ze stołu szklankę. Ta wylądowała na dywanie. Potłukła się. Ciemnobrązowy płyn zaczął z wolna wsiąkać w stosunkowo jasny dywan.
- Cholera! - zareagował uzasadnioną irytacją. W całym tym zajściu nie zarejestrował słów Richarda. Nie dotarło do niego o co brat zapytał. Nie był w stanie się na tym skupić.
Nieporadnie zaczął podnosić się z krzesła. Niezgrabnie. Czemu wszystko tak się bujało na boki? Rozmazywało? Musiał aż przytrzymać się biurka. Spróbować złapać pion. Doprowadzić się do ładu. Tylko czy jeszcze był w stanie to zrobić?
- Nic mi niejest. - nawet nie spoglądając na Richarda, wypluł z siebie te słowa. Jakby wyczuwając, że ten niekoniecznie się z tym zgadza. Inaczej to widzi.
Tylko który z nich miał teraz racje?