Kiedy skrzatka rzuciła się do jego butów, zaczęła przepraszać, odsunął się krok, dwa do tyłu. Zarazem jednak stworzenia nie próbował w żaden sposób uspokoić. Nie powiedział, żeby Selar podniosła się. Przestała zalewać łzami. W zasadzie był na to wszystko tradycyjnie obojętny. Stworzenie popełniło błąd. Musiało teraz ponieść za to odpowiedzialność.
Nie miał niestety dość czasu na to, aby zająć się dyscyplinowaniem.
- Dobrze. Korzystając z kominka, trzeba wskazać lokalizacje. Selar słyszała, dokąd udała się Henrietta? - to mogło być kluczowe. Wskazać mu pierwszy etap jej podróży. Nie zakładał, że podążenie tym tropem doprowadzi go bezpośrednio do Henrietty, ale od czego należało zacząć. Nie posiadał niestety zbyt wielu opcji. - Wiem, gdzie znajduje się Saint-Malo. - nie był szczególnie cierpliwy. Nie o to pytał. Irytacje dało się wychwycić przez moment w jego głosie. Robert nie był równie opanowany, co zwykle. Aczkolwiek czy można się temu dziwić? Okoliczności temu w żadnym razie nie sprzyjały. - Ramkę? - zainteresował się. Rozejrzał po pomieszczeniu. Czy znajdywał się tu jakiś kosz na śmieci? Może wspomniana ramka nadal znajdywała się w tym pomieszczeniu?
Zawsze istniała możliwość, że dostarczyłaby mu ona kolejnych informacji. Na ten moment wciąż miał ich niewiele. I jeszcze ten cały Remuald Carrow. Imię i nazwisko cały czas krążyło mu po głowie. Uparcie nie chciało wskoczyć we właściwe miejsce.
- Czy w ostatnich tygodniach Henrietta kontaktowała się z Carrowem? Remualdem Carrowem? - wreszcie zdecydował się zadać pytanie. Jeśli sam miał w tym aspekcie problem, trzeba było spróbować ugryźć to wszystko w inny sposób. W końcu jakoś to poukłada. Rozwiąże tę zagadkę.
Niewykluczone jednak, że przyjdzie mu za to zapłacić atakiem migreny.
Nie było to coś szczególnie przyjemnego, ale życie właśnie takie jest...