Czy to zawsze musiała być herbata? Tak ignoranckie pytanie, tak jak stosunek Louvaina do wróżbiarstwa. No może delikatna przesada, ale będąc szczerym Lestrange nie przypisywał takim praktyką wartości merytorycznej, traktował to jak tanią rozrywkę. Chociaż taki Książę Ćpunów mógłby powróżyć z kryształków przepalonego cracku, lub chociaż z osadu na podgrzewanej łyżce z opium. To przynajmniej niosło za sobą jakiś pierwiastek szaleństwa, który mógł być szeroko interpretowany. Zresztą jeśli do wróżb podchodzi się sugestywnie to i tak dopatrzy się tego, co najbardziej na ten moment zajmuję Ci myśli w głowie. A wróżenie na poszerzonej jaźni, albo chociaż na przeplatających się zmysłach? Gdyby tak wyglądał rozpisany repertuar wróżenia chociaż w Spectrum, z pewnością widywany by był w pierwszym rzędzie. To jeszcze te lata kiedy Louvain pozwalał sobie na dużo, dużo więcej, nie przejmując się konwenansami, tylko kiedy środki do kompulsji kończyły się. Jeszcze nie było tautażyku na przedramieniu, jeszcze nie było wizji światowej rewolucji na horyzoncie, więc dla kogo i po co się starać być porządnym?
Oficjalna część spotkania Spectrum tak właściwie nie zawsze była porywająca, szczególnie kiedy nowicjusze starali się wedrzeć do głównego nurtu i śmietanki towarzyskiej, przekładając przed publiką swoje mierne wypociny. Najbardziej wyczekiwał fragmentów z osobistym udziałem Madam Fawley i jej spostrzeżeniami. Niewątpliwie to ona była tutaj najjaśniejszą gwiazdą z największym skarbczykiem wiedzy. Z podziwem dostrzegał jak bystre i poza szablonowe było jej myślenie, kiedy dostrzegała tajemnice i rozwiązania od strony z której nikt poza nią nie potrafił spojrzeć. Dostrzegał tutaj ogromny potencjał i nie tylko u niej, lecz u wielu innych członków klubu również. Taka wysepka wolności myśli i dedukcji na bigoteryjnym społeczeństwie czarodziei. A McKinnon jeszcze nie potrafił do końca zaszufladkować. Miał wrażenie jakby celowo starała się uchodzić za trzepotkę z ciętym językiem, czasem wprowadzając rozmówców w kłopotliwe zażenowanie, a czasem zbijając z pantałyku celnymi punktami.
- Ambrosia. - odpowiedział z ewidentnym przekąsem w głosie. Na pewno nie będzie tutaj z nią sobie panować, nawet jeśli była od niego na tyle starsza, że nawet nie pamiętał jej z Hogwartu. Celowo przeszedł na osobiste personalia, skracając dystans. Swoje poczucie dumy i wybujałe ego starał się trzymać w ryzach, ale przed mieszańcem nie będzie się rozpłaszczał, nawet jeśli miała najśliczniejszą buźkę w pokoju. - Nie jesteśmy zrośnięci, czasem zdarza nam się spędzać czas osobno. - odparł ironizując. Pytania o jego siostrę w pierwszych zdaniach rozmowy z nim były jak wrzód na dupie. Jak ktoś chciał Loretty to niech sobie pogada z Lorettą, a jeśli miał sprawę do niego, mógł zacząć nawet od taniego komplementu, a nie od jego bliźniaczki. - Możliwe, że skupialiśmy się na przeciwnych aspektach naszych spotkań. Zdecydowanie wolę tematy z pogranicza nauk zakazanych. - odparł lekko, już nie siląc się na pretensjonalny ton. Nie byłby też sobą gdyby z zadziornym uśmiechem nie zaakcentował w dosadny sposób, że lubi przekraczać granice. Jeszcze nie tak dawno był sportową gwiazdą, a teraz sprowadzony na ziemię jego dekadentyzm musiał wybrzmiewać jeszcze głośniej, niż wcześniej. Szukał mocnych wrażeń i takich oczekiwał od Spectrum.
- Nie przychodzę tu dla zabawy... - przewracając oczami odrzucił błyskawicznie - Chyba, że chcesz mnie czegoś nauczyć. Słucham Cię uważnie Rosie. - uśmiechnął się niby ironicznie, niby zaczepnie. Nie chciał być niemiły, ale bardzo jednak tego chciał. I to nie tak, że był uprzedzony do Ambrosie, czy miał szczególny problem do niego. Zwyczajnie czuł się na ten moment nieco lepszy, a skoro była na tyle odważna by zabijać jego samotność, kiedy ten tak zwyczajnie chciał z dystansu poobserwować zakulisowe działania klubu Spectrum, musiała mieć dla niego dobry temat. Louvain nie wiedział siebie jako kompana do niezobowiązujących rozmów, po prostu sodówka jeszcze nie wypłynęła mu całkiem z głowy.