Łatwo było podjąć pewne decyzje. Łatwo przyszło zająć się pewnymi sprawami. Problem pojawiał się natomiast w momencie, kiedy przychodziło człowiekowi zmierzyć się ze wszystkimi konsekwencjami. Odnaleźć w nowej, odmiennej rzeczywistości. Niekoniecznie zgodnej z tym, czego się oczekiwało; na co się liczyło. Mogli razem z Richardem pozbyć się Francisa, ale zmusić go do tego, aby postąpił zogdnie z ich oczekiwaniami? To nigdy nie znajdywało się w zasięgu żadnego z braci.
- Powiedziałbym, że na stałe, ale po dzisiejszych rewelacjach, to raczej mało prawdopodobne. - zareagował na pytanie brata. Richard potrafił całkiem nieźle odczytywać to, co siedziało w jego wnętrzu. Czasami było tak, jakby bliźniak słyszał słowa, których Robert nie wypowiedział na głos. Przekleństwo, a zarazem błogosławieństwo.
Skinął głową, jak najbardziej rozumiejąc to, że dzieciaki potrzebowały wrócić do szkoły. Sam Richard również zdążył przez te lata ułożyć sobie życie w innym miejscu. Miał pracę. Miał własny dom w Norwegii. Nie mógł oczekiwać, że teraz to wszystko tak po prostu zostawi. Porzuci? Zwłaszcza w świetle tego, co w swoim testamencie zawarł ojciec.
Francis musiał mieć ostatnie słowo nawet teraz - po swojej śmierci.
Tylko czy kogokolwiek to jeszcze dziwiło?
- Masz ochotę się napić? - zapytał, samemu nie mając nic przeciwko temu, żeby sięgnąć po coś mocniejszego. Może po szkocką? Ojciec miał całkiem spore zapasy alkoholu. Mogli z tego skorzystać. Dla niego nie powinno to stanowić teraz żadnej różnicy.
Nie czekając na odpowiedź brata, z odpalonym papierosem w dłoni, podszedł do barku, skąd wyjął dwie szklanki. Chwilę zastanawiał się nad tym, po którą butelkę powinien sięgnąć. Wreszcie sięgnął po pierwszą lepszą butelkę z brzegu. Padło na irlandzką whisky. Odkręcił. Napełnił szklanki. Ostrożnie, żeby przypadkiem nie rozlać.
- Wiesz, myślałem, że kiedy go wreszcie zabraknie, będziemy mogli żyć normalnie. Jak rodzina. - podzielił się tym, co od jakiegoś czasu krążyło mu po głowie. Miał pewne oczekiwania, może marzenia? Te jednak, tradycyjnie, zdawały się znajdywać poza zasięgiem jego rąk.
Dawno temu powinien był nauczyć się, że to nigdy nie jest szczególnie łatwe.
- Wydawało mi się, że dużo się zmieni, a zamiast tego... - urwał, przykładając do ust papierosa. Zaciągając się. Czy na pewno chciał to powiedzieć? Czy aby na pewno chciał podzielić się tym odczuciem? Wrażeniem, które od kilku godzin go nie opuszczało? Wydawało mu się, że wraz z pozbyciem się ojca, samego siebie umieścił w kolejnej klatce. Jedno więzienie zmienił na kolejne. Nie zyskał wolności, której oczekiwał. Zamiast tego musiał przyjąć na swe barki kolejną rolę. I nie miał pewności czy aby na pewno była to rola, którą chciał pełnić.