08.01.2024, 00:19 ✶
Słońce nieśmiało wyjrzało zza białych chmur, jego promienie padły na twarz jasnowłosej dziewczyny. Rześki podmuch wiatru, który zadawał się pachnieć wszelkiej maści kwieciem, ale i dziwnym aromatem góry, wdarł się jej do nozdrzy. Był orzeźwiający. Gdyby nie fakt, że doskonale nad sobą panowała i wiedziała, jak za pomocą magii wpłynąć na własny organizm, Cynthia niewątpliwie rozlałaby dziś herbatę z eleganckiej filiżanki z kwiatowym wzorem wprost na swoje kolana i sukienkę. Sukienka. Pudrowo-różowa, o perłowych guzikach i z delikatnego materiału, o przeźroczystych rękawach — powinna być pierwszym czerwonym światłem dzisiejszego poranka. Ona jednak głupio straciła czujność, miała to niebezpieczne poczucie stabilności i spokoju, a wizyta w domu Traversów wydawała się jej doskonałym zbiegiem okoliczności. Miała tu sprawę do załatwienia. Nie chodziło tylko o dostarczenie Nicholasowi nowej porcji ziół, a o krótki liścik, który dostała od Louvaina jakiś czas temu. Los bywał jednak kapryśny. Wciąż czuła to kilkusekundowe drżenie własnych palców, gdy trzymała w nich chłodną porcelanę, a jej ojciec niczym słodki skowronek przedstawił w akompaniamencie Państwa Travers prawdziwy powód, dla którego ją tu zaciągnął i polecił akurat tę sukienkę. Zawsze ją lubił w takich paskudnie dziewczęcych kolorach, a ona, dobre dziecko, chciała sprawić mu radość, utrzymując tworzoną od wielu lat grę pozorów. Odtwarzała ten krótki moment przed kilkunastoma minutami, zastanawiając się, czy powinna to przewidzieć. Czy mogła coś zrobić?
Zerknęła w stronę idącego obok Theona, przesuwając spojrzeniem po jego sylwetce i profilu. Wiedział? Chyba nie. Wyglądał na zaskoczonego, ukrył to znacznie słabiej, niż ona. Już raz przez to przechodziła, pewnie dlatego. Dlaczego ona w ogóle była zaskoczona? Przecież to musiało ostatecznie mieć miejsce, dopóki była towarem względnie młodym i wartościowym w oczach własnego ojca, zwłaszcza teraz gdy Castiel miał swoje obowiązki w głębokim poważaniu. Kolejna, chłodna fala rozeszła się po jej wnętrzu, a pochłonięty chaosem umysł przekształcił się w gładką i prostą taflę, trudną do zburzenia. Trwałą. Spokojną. Opanowaną. Chłodną. Przestrzeń, na której najlepiej funkcjonowała, utrzymując kontrole.
- To naprawdę piękny ogród. - rzuciła chyba tylko dlatego, że czuła, iż cisza robiła się ciężka i niezręczna, co nijak nie odpowiadało pogodzie dzisiejszego popołudnia. Wiedziała też, że zza kotar w oknach wielkiej posiadłości spoglądają na nich ciekawskie oczy jej mieszkańców. Wyglądała łagodnie, jej twarz nie pokazywała zbyt wiele, ba, nawet pozwalała sobie na delikatny uśmiech, bo przecież to był powód do szczęścia, prawda? Theon nie był stary, nie był brzydki i nie był zboczony, jak to było z Edwardem. Powiedzieć można, że tym razem wygrała na loterii. Powinna się trochę bardziej postać, wykrzesać odrobinę entuzjazmu, przynajmniej dopóki nie znajdzie odpowiedniego rozwiązania dla zaistniałej sytuacji, której nawet we własnej głowie nie mogła lub nie chciała nazwać po imieniu. - A więc Nicholas pracuje w Ministerstwie, a Ty zajmujesz się rodzinnym biznesem? - zapytała z zainteresowaniem, nieco śmielej odwracając twarz w jego stronę. Jej dłoń jednak nawet nie drgnęła, oparta palcami o jego ramię, co miało jej ułatwić poruszanie się po ogrodzie w obcasach. Pasma jasnych włosów zakołysały się pod wpływem ruchu właścicielki, a srebrne iskierki zatańczyły w nich leniwie, odbijając promienie słońca. Czy Nicholas był dla niej wtedy miły i ba, całkiem zaangażował się w rozmowę, co poniekąd konfliktowało z reprezentowaną przez niego naturą, bo tym pomyśle już w maju wiedział? Zwilżyła usta, prostując głowę i wypuszczając bezgłośnie powietrze spomiędzy warg, wolną dłonią przesunęła pukle na plecy, pozwalając im opadać swobodnie, aż do ich połowy. Znała Theona — bardziej z widzenia, niż dosłownie, a kiedyś nawet mu pomogła, ale minęło już przecież kilka lat od ich bliższego spotkania podczas marszu, a życie biegło szybko i nie wątpiła w to, że jego bardzo się zmieniło. Wydawał się jej kiedyś bardziej chłopięcy i niewinny, niż był teraz, ale to mogło być spowodowane jakimś wymysłem narzuconym przez wyobraźnie.
Zerknęła w stronę idącego obok Theona, przesuwając spojrzeniem po jego sylwetce i profilu. Wiedział? Chyba nie. Wyglądał na zaskoczonego, ukrył to znacznie słabiej, niż ona. Już raz przez to przechodziła, pewnie dlatego. Dlaczego ona w ogóle była zaskoczona? Przecież to musiało ostatecznie mieć miejsce, dopóki była towarem względnie młodym i wartościowym w oczach własnego ojca, zwłaszcza teraz gdy Castiel miał swoje obowiązki w głębokim poważaniu. Kolejna, chłodna fala rozeszła się po jej wnętrzu, a pochłonięty chaosem umysł przekształcił się w gładką i prostą taflę, trudną do zburzenia. Trwałą. Spokojną. Opanowaną. Chłodną. Przestrzeń, na której najlepiej funkcjonowała, utrzymując kontrole.
- To naprawdę piękny ogród. - rzuciła chyba tylko dlatego, że czuła, iż cisza robiła się ciężka i niezręczna, co nijak nie odpowiadało pogodzie dzisiejszego popołudnia. Wiedziała też, że zza kotar w oknach wielkiej posiadłości spoglądają na nich ciekawskie oczy jej mieszkańców. Wyglądała łagodnie, jej twarz nie pokazywała zbyt wiele, ba, nawet pozwalała sobie na delikatny uśmiech, bo przecież to był powód do szczęścia, prawda? Theon nie był stary, nie był brzydki i nie był zboczony, jak to było z Edwardem. Powiedzieć można, że tym razem wygrała na loterii. Powinna się trochę bardziej postać, wykrzesać odrobinę entuzjazmu, przynajmniej dopóki nie znajdzie odpowiedniego rozwiązania dla zaistniałej sytuacji, której nawet we własnej głowie nie mogła lub nie chciała nazwać po imieniu. - A więc Nicholas pracuje w Ministerstwie, a Ty zajmujesz się rodzinnym biznesem? - zapytała z zainteresowaniem, nieco śmielej odwracając twarz w jego stronę. Jej dłoń jednak nawet nie drgnęła, oparta palcami o jego ramię, co miało jej ułatwić poruszanie się po ogrodzie w obcasach. Pasma jasnych włosów zakołysały się pod wpływem ruchu właścicielki, a srebrne iskierki zatańczyły w nich leniwie, odbijając promienie słońca. Czy Nicholas był dla niej wtedy miły i ba, całkiem zaangażował się w rozmowę, co poniekąd konfliktowało z reprezentowaną przez niego naturą, bo tym pomyśle już w maju wiedział? Zwilżyła usta, prostując głowę i wypuszczając bezgłośnie powietrze spomiędzy warg, wolną dłonią przesunęła pukle na plecy, pozwalając im opadać swobodnie, aż do ich połowy. Znała Theona — bardziej z widzenia, niż dosłownie, a kiedyś nawet mu pomogła, ale minęło już przecież kilka lat od ich bliższego spotkania podczas marszu, a życie biegło szybko i nie wątpiła w to, że jego bardzo się zmieniło. Wydawał się jej kiedyś bardziej chłopięcy i niewinny, niż był teraz, ale to mogło być spowodowane jakimś wymysłem narzuconym przez wyobraźnie.