22.01.2024, 00:54 ✶
Abstrakcja.
Doskonałe określenie zaistniałej sytuacji. Zastawiona przez ojca pułapka okazała się skuteczna, bo jak mogłaby odmówić? Owszem, mogła łudzić się, że niefortunna seria zdarzeń będzie tylko złym snem, zostanie wspomnieniem po przebudzeniu się i otworzeniu oczu, ale po co? Ucieczka nie była rozwiązaniem. Sytuację najlepiej było opanować, gdy odzyskiwało się nad nią kontrolę, nawet jeśli uspokojenie własnego wnętrza i zagonienie we właściwe miejsce myśli wymagało ingerencji magicznej. Drobnej, takiej, którą uskuteczniała na sobie od wielu lat.
Nie mógł to być kiepski żart, bo w ich kręgach i w tym, co reprezentowały sobą ich rody, nie było miejsca na takie żarty. Byli tylko bydłem na przetarg, składnikiem, który miał na celu udoskonalenie linii oraz wpływów, drogą do lepszego produktu. Stłumiła westchnienie, zbierając się do kupy. Nie po to poświęciła tyle czasu i nauki, aby dotrzeć do miejsca, w którym była, żeby teraz zrezygnować. Zresztą, dzisiejsze spotkanie było tylko wstępem do szeregu kroków, które musieli podjąć, aby zawartą umowę sfinalizować. Nadal mogli to jakoś odkręcić. Bo Theon był przecież równie zaskoczony, co ona — dostrzegła to z dziecinną łatwością jeszcze w saloniku. A może po prostu chciała w to wierzyć? Skupiła się na ogrodzie, na kwiatach i jasnym niebie. Otaczający ją świat był naprawdę ładny, uspokajał, chociaż niekoniecznie pomagał w skupieniu i utrzymaniu myśli na właściwym, konkretnym torze. Mogli milczeć, udawać, że to wszystko ich nie dotyczy, ale nie było sensu. Wybrała odpowiednią aranżację, zaczynając rozmowę. On nie wyglądał, jakby miał to zrobić. Znali się przecież, zawsze był rozmowny i zabawny, a teraz tkwił w swoim własnym świecie, otulonym dymem z papierosa. Ah ten nałóg. Poczuła olbrzymią chęć po papierosa, ale nie mogła. Nie paliła w towarzystwie, a tu wszystko miało oczy, łącznie z podejrzanymi figurkami pomiędzy kwieciem.
- Doskonale jej to wychodzi. - odpowiedziała uprzejmie i miło, ze spokojem dotrzymując mu kroku. Zapach fajki zupełnie jej nie przeszkadzał, szybko mieszał się ze wszystkim dookoła i był porywany przez podmuchy letniego wiatru. Na jego słowo przytaknęła, nie drążąc jednak tematu werbalnie, jedynie posyłając mu zaciekawione, a jednocześnie nienachalne spojrzenie. Zważywszy na okoliczności, wypadało, aby poznali się lepiej. Słyszała to i owo, ojciec wspominał, że pomagał ostatnio w rodzinnych sprawach. Pamiętała o Ministerstwie, ale nie miała okazji spotkać tam go od dłuższego czasu. Czasem też się po prostu mijali, bo ona często brała zmiany na noc i nadgodziny popołudniowe, zamykając się w dodatkowej, malutkiej kostnicy, gdzie zajmowano się wyjątkowo zmasakrowanymi zwłokami. Nie chciała też przeszkadzać mu oraz Pannie Black. Oh tak, nie była ślepa, nawet jeśli o miłości miała pojęcie naprawdę malutkie. Tym bardziej całe to zdarzenie było jakieś niefortunne. - Oczywiście, jak sobie życzysz. Altanka brzmi doskonale.
Nie mogła brzmieć entuzjastycznie, bo by to źle wyglądało, ale perspektywa zejścia z oczu, które ich obserwowały? Doskonały pomysł. Musiała to jednak okrasić odrobiną nieśmiałości, aby zakryć zirytowanie faktem, że teraz zapewne dyskutowali o liście gości na oficjalne przyjęcie zaręczynowe. Kolejna iskierka magiczna sprawiła, że emocja zniknęła równie szybko, co się pojawiła.
Nie chciała go naciskać.
Skupiła na nim uwagę, gdy mówił. Nie wchodziła mu w słowo, a nienaturalnie błękitne tęczówki przesuwały spojrzeniem po jego twarzy. Przytaknęła. Jego babcia faktycznie nie wyglądała na niedołężną, ale musiała mu wierzyć na słowo. Każda rodzina miała swoje sekrety, czystsze i brudniejsze.
- Nie widziałam Cię tam od dłuższego czasu, wybacz, że uwierzyłam temu, że zrezygnowałeś z Ministerstwa. Mam nadzieję, że projekt się udał. - zaczęła z odrobiną zawstydzenia, przenosząc wzrok gdzieś na bok. Nie milczała jednak długo, zwłaszcza po takim pytaniu niby to retorycznym, a jednocześnie niby badającym grunt. - Nie, absolutnie. Twoje wizyty zawsze sprawią, że dzień był ciekawszy. I uszczęśliwiały Pannę Black. - dodała pogodnie, powracając spojrzeniem do oczu mężczyzny i uśmiechnęła się, wciąż wykorzystując nutę zawstydzenia z wachlarza swoich wyuczonych lub wymuszonych magicznie emocji. Gdy wyprostowała głowę, jasne pasma zsunęły się na plecy. - Ciesze się więc, że wróciłeś już do pracy. Zawsze sprawiałeś wrażenie kogoś, kto lubi swoje zajęcie. Podobnie zresztą, jak Twój brat. - dodała właściwie zgodnie z prawdą, bo tak ich dwóch zawsze odbierała. Niewielu ludzi mogło poszczycić się stwierdzeniem, że lubiło swoją pracą i sprawiała im ona jakąkolwiek satysfakcję.
Doskonałe określenie zaistniałej sytuacji. Zastawiona przez ojca pułapka okazała się skuteczna, bo jak mogłaby odmówić? Owszem, mogła łudzić się, że niefortunna seria zdarzeń będzie tylko złym snem, zostanie wspomnieniem po przebudzeniu się i otworzeniu oczu, ale po co? Ucieczka nie była rozwiązaniem. Sytuację najlepiej było opanować, gdy odzyskiwało się nad nią kontrolę, nawet jeśli uspokojenie własnego wnętrza i zagonienie we właściwe miejsce myśli wymagało ingerencji magicznej. Drobnej, takiej, którą uskuteczniała na sobie od wielu lat.
Nie mógł to być kiepski żart, bo w ich kręgach i w tym, co reprezentowały sobą ich rody, nie było miejsca na takie żarty. Byli tylko bydłem na przetarg, składnikiem, który miał na celu udoskonalenie linii oraz wpływów, drogą do lepszego produktu. Stłumiła westchnienie, zbierając się do kupy. Nie po to poświęciła tyle czasu i nauki, aby dotrzeć do miejsca, w którym była, żeby teraz zrezygnować. Zresztą, dzisiejsze spotkanie było tylko wstępem do szeregu kroków, które musieli podjąć, aby zawartą umowę sfinalizować. Nadal mogli to jakoś odkręcić. Bo Theon był przecież równie zaskoczony, co ona — dostrzegła to z dziecinną łatwością jeszcze w saloniku. A może po prostu chciała w to wierzyć? Skupiła się na ogrodzie, na kwiatach i jasnym niebie. Otaczający ją świat był naprawdę ładny, uspokajał, chociaż niekoniecznie pomagał w skupieniu i utrzymaniu myśli na właściwym, konkretnym torze. Mogli milczeć, udawać, że to wszystko ich nie dotyczy, ale nie było sensu. Wybrała odpowiednią aranżację, zaczynając rozmowę. On nie wyglądał, jakby miał to zrobić. Znali się przecież, zawsze był rozmowny i zabawny, a teraz tkwił w swoim własnym świecie, otulonym dymem z papierosa. Ah ten nałóg. Poczuła olbrzymią chęć po papierosa, ale nie mogła. Nie paliła w towarzystwie, a tu wszystko miało oczy, łącznie z podejrzanymi figurkami pomiędzy kwieciem.
- Doskonale jej to wychodzi. - odpowiedziała uprzejmie i miło, ze spokojem dotrzymując mu kroku. Zapach fajki zupełnie jej nie przeszkadzał, szybko mieszał się ze wszystkim dookoła i był porywany przez podmuchy letniego wiatru. Na jego słowo przytaknęła, nie drążąc jednak tematu werbalnie, jedynie posyłając mu zaciekawione, a jednocześnie nienachalne spojrzenie. Zważywszy na okoliczności, wypadało, aby poznali się lepiej. Słyszała to i owo, ojciec wspominał, że pomagał ostatnio w rodzinnych sprawach. Pamiętała o Ministerstwie, ale nie miała okazji spotkać tam go od dłuższego czasu. Czasem też się po prostu mijali, bo ona często brała zmiany na noc i nadgodziny popołudniowe, zamykając się w dodatkowej, malutkiej kostnicy, gdzie zajmowano się wyjątkowo zmasakrowanymi zwłokami. Nie chciała też przeszkadzać mu oraz Pannie Black. Oh tak, nie była ślepa, nawet jeśli o miłości miała pojęcie naprawdę malutkie. Tym bardziej całe to zdarzenie było jakieś niefortunne. - Oczywiście, jak sobie życzysz. Altanka brzmi doskonale.
Nie mogła brzmieć entuzjastycznie, bo by to źle wyglądało, ale perspektywa zejścia z oczu, które ich obserwowały? Doskonały pomysł. Musiała to jednak okrasić odrobiną nieśmiałości, aby zakryć zirytowanie faktem, że teraz zapewne dyskutowali o liście gości na oficjalne przyjęcie zaręczynowe. Kolejna iskierka magiczna sprawiła, że emocja zniknęła równie szybko, co się pojawiła.
Nie chciała go naciskać.
Skupiła na nim uwagę, gdy mówił. Nie wchodziła mu w słowo, a nienaturalnie błękitne tęczówki przesuwały spojrzeniem po jego twarzy. Przytaknęła. Jego babcia faktycznie nie wyglądała na niedołężną, ale musiała mu wierzyć na słowo. Każda rodzina miała swoje sekrety, czystsze i brudniejsze.
- Nie widziałam Cię tam od dłuższego czasu, wybacz, że uwierzyłam temu, że zrezygnowałeś z Ministerstwa. Mam nadzieję, że projekt się udał. - zaczęła z odrobiną zawstydzenia, przenosząc wzrok gdzieś na bok. Nie milczała jednak długo, zwłaszcza po takim pytaniu niby to retorycznym, a jednocześnie niby badającym grunt. - Nie, absolutnie. Twoje wizyty zawsze sprawią, że dzień był ciekawszy. I uszczęśliwiały Pannę Black. - dodała pogodnie, powracając spojrzeniem do oczu mężczyzny i uśmiechnęła się, wciąż wykorzystując nutę zawstydzenia z wachlarza swoich wyuczonych lub wymuszonych magicznie emocji. Gdy wyprostowała głowę, jasne pasma zsunęły się na plecy. - Ciesze się więc, że wróciłeś już do pracy. Zawsze sprawiałeś wrażenie kogoś, kto lubi swoje zajęcie. Podobnie zresztą, jak Twój brat. - dodała właściwie zgodnie z prawdą, bo tak ich dwóch zawsze odbierała. Niewielu ludzi mogło poszczycić się stwierdzeniem, że lubiło swoją pracą i sprawiała im ona jakąkolwiek satysfakcję.