Spotkanie będące następstwem niezapowiedzianej wizyty, jaka została złożona przez Chestera, przebiegło w sposób, do którego obydwaj nie byli przyzwyczajeni. Zarazem obydwaj też za taki obrót wydarzeń odpowiadali. Jeden zaczął, drugi zaś nad wyraz chętnie dolewał oliwy do ognia. Ostatecznie doprowadziło to do zakończenia relacji, która łączyła ich od lat. Końca współpracy, momentami naprawdę owocnej.
Siedząc za swoim biurkiem, już sam, Robert nie był w stanie odmówić sobie alkoholu. Nieistotne było w tym przypadku, że zaledwie kilka godzin temu doszedł do siebie po wczorajszych wydarzeniach. Dla niego wszystko się skomplikowało. Zmieniło. Zmuszony był do tego, aby na nowo odnaleźć się w rzeczywistości, która po powrocie z Francji zdawała się wręcz obca. W dodatku nieszczególnie przypadła mu do gustu. Wszystko zdawało się na opak. Wszystko zdawało się być na nie swoim miejscu.
Tylko czy kolejny raz wlewając w siebie zdecydowanie zbyt duże ilości alkoholu, był w stanie cokolwiek zmienić? Wyprostować? Naprawić? Jeśli w najbliższym czasie nadal będzie to wyglądać w taki sposób, najpewniej upadnie wreszcie na tyle nisko, żeby wysłać do Chestera list, w którzy podzieli się tym, co obecnie o nim myśli.
Brzmiałoby to mniej więcej: Chester, Chester, Ty chuju.
Poezja najwyższych lotów.