02.02.2024, 20:23 ✶
- Zdecydowanie zew natury i... nuda - stwierdziłem rozbawiony, szczerząc się. Miotła nie ruszyła w ruch, ale może to jednak dobrze, bo im dłużej leżałem na podłodze, tym było mi coraz bardziej leniwie, więc nie sądziłem bym się szybko zmobilizował do kolejnej zabawy. Ach. Ale jednak wstałem, bo słowa mleko i dostatek w jednym zdaniu, to jednak potrafiły podbić moje serce totalnie, więc wyglądałem tej szklanki, kiwałem prędko głową, że tak, że może być, tylko dawaj mi to babo, na bogów dawaj mi to szybko, bo zwariuję, oszaleję oraz zwariuję i oszaleję jednocześnie.
- Wszystko jedno byle mleko i byle szybko - pospieszyłem ją, ale oczywiście w taki pozytywny, zabawny sposób, bo chamem nie byłem. Może czasami. Ale to do specyficznych osób, a do Norki Szefowej to jakżebym śmiał. Ja kochałem Norkę Szefową, mimo że mi szefowała od jakiegoś miesiąca, może pół, a może od trzech dni. Nieistotne. Pani Norka to była cudowna kobieta, inaczej bym tu nie przebiegł w podskokach i nie żebrał o mleczko.
- A to odhaczanie takie w tym notatniku... do zrobienia rzeczy na jutro, to jakaś gra jest, to coś pomaga czy po prostu Pani Norka się nudzi??? - zapytałem ją bez ogródek, podnosząc się jedynie na klęczki by spojrzeć w te tajne informacje.
Sam osobiście niczego nie notowałem, bo nie miałem do tego głowy. Nawet nie miałem głowy do tego by pomyśleć coś o notowaniu czegokolwiek. Kiedy uczyłem się tych rzeczy pozaklęciowych na staż, to też nie robiłem notatek, co mój współlokator uważał za... W sumie nie pamiętam, za co uważał, jak to widział czy też nie widział, ale nie robiłem notatek. Ostatnio robiłem je w szkole, ale tylko wtedy kiedy kazali, a kiedy nie musiałem, to wolałem skupić się na obserwowaniu wszystkiego i niczego albo chociażby książki. Zależało od pozycji siedzenia i momentu, i od możliwości moich do skupienia się w danej chwili, a czasami było z tym ciężko. Najgorzej to przed SUMami.
- A mamy kubek dla najlepszego kota na świecie...? - zapytałem rozbawiony, ale cicho-sza. Tylko tak pozytywnie dokuczałem. W szklance, w butelce, w misce, byleby było mleko-mleko-mleko. - To może jednak z butelki... Czy to nie oznacza, że wtedy dostanę najwięcej...? - dodałem, tak rozważając jednak tę decyzję, bo mogła być z tej kategorii decyzje o wadze życia bądź śmierci.
- Wszystko jedno byle mleko i byle szybko - pospieszyłem ją, ale oczywiście w taki pozytywny, zabawny sposób, bo chamem nie byłem. Może czasami. Ale to do specyficznych osób, a do Norki Szefowej to jakżebym śmiał. Ja kochałem Norkę Szefową, mimo że mi szefowała od jakiegoś miesiąca, może pół, a może od trzech dni. Nieistotne. Pani Norka to była cudowna kobieta, inaczej bym tu nie przebiegł w podskokach i nie żebrał o mleczko.
- A to odhaczanie takie w tym notatniku... do zrobienia rzeczy na jutro, to jakaś gra jest, to coś pomaga czy po prostu Pani Norka się nudzi??? - zapytałem ją bez ogródek, podnosząc się jedynie na klęczki by spojrzeć w te tajne informacje.
Sam osobiście niczego nie notowałem, bo nie miałem do tego głowy. Nawet nie miałem głowy do tego by pomyśleć coś o notowaniu czegokolwiek. Kiedy uczyłem się tych rzeczy pozaklęciowych na staż, to też nie robiłem notatek, co mój współlokator uważał za... W sumie nie pamiętam, za co uważał, jak to widział czy też nie widział, ale nie robiłem notatek. Ostatnio robiłem je w szkole, ale tylko wtedy kiedy kazali, a kiedy nie musiałem, to wolałem skupić się na obserwowaniu wszystkiego i niczego albo chociażby książki. Zależało od pozycji siedzenia i momentu, i od możliwości moich do skupienia się w danej chwili, a czasami było z tym ciężko. Najgorzej to przed SUMami.
- A mamy kubek dla najlepszego kota na świecie...? - zapytałem rozbawiony, ale cicho-sza. Tylko tak pozytywnie dokuczałem. W szklance, w butelce, w misce, byleby było mleko-mleko-mleko. - To może jednak z butelki... Czy to nie oznacza, że wtedy dostanę najwięcej...? - dodałem, tak rozważając jednak tę decyzję, bo mogła być z tej kategorii decyzje o wadze życia bądź śmierci.