Pośpiech nie był wskazany. Nie prowadził do niczego dobrego. Wprowadzał zbyt duży chaos. Wiązał się z brakiem odpowiedniej dokładności. Precyzji. Oznaczał nadmierne ryzyko. Mógł prowadzić do błędów, na które nie mogli sobie pozwolić. W ostatnim czasie Robert popełnił ich zbyt wiele. Kolejne mogły wiązać się z konsekwencjami, których ponosić nie zamierzał. Czas ich nie gonił. Mogli pozwolić sobie na to, aby wszystko sprawdzić. Względnie dokładnie przeanalizować. Zapoznać się z tym, co na temat tej sprawy można było odnaleźć w mediach. Nie tylko Proroku Codziennym.
Teraz, niestety, dysponowali przede wszystkim tym ostatnim.
A także wiedzą, którą Robert zgromadził przez ostatnie lata jako Apis.
- O ile mi wiadomo, nie posiadał mrocznego znaku. – wiedziałby, gdyby jakiś krewny, inny Mulciber, należał do grona Śmierciożerców. Przyglądał się temu, kto dołączał do ich szeregów. Pełniąc funkcje Lewej Ręki Czarnego Pana, starał się być w tym aspekcie odpowiednio zorientowany. Wiedza to potężna broń, z której zawsze bardzo chętnie korzystał. – Julius mógł oczywiście dołączyć do organizacji w ostatnich tygodniach, wtedy z wiadomych względów mogło mi to umknąć, ale nie sądzę, żeby miało to miejsce.
Zakładał – słusznie lub nie – że po jego odejściu, Czarny Pan nie byłby zainteresowany wprowadzaniem kolejnych Mulciberów w szeregi Śmierciożerców. Zwłaszcza, że jego odejściem, nagłym zniknięciem, wydawał się być rozczarowany. Ponadto, gdyby Julius był jednym z nich, wokół całej sprawy zrobiłoby się znacznie więcej zamieszania. Nie mogli przecież dopuścić do tego, aby Śmierciożerca stanął przez Wizengamotem. Mogłoby okazać się to opłakane w skutkach. Nie mogli pozwolić sobie na tak duże ryzyko. Na mierzenie się z potencjalnymi konsekwencjami tego zdarzenia.
- Jak dla mnie może zdechnąć, trafić do Azkabanu, albo wyjechać do jakiejś Rumunii. Oczywiście na stałe. – wyraźnie dał do zrozumienia, jak mało obchodził go los tego człowieka. Był dla niego kimś obcym. Krew nie miała znaczenia. - Problemem jest natomiast to, co jego skazanie będzie oznaczało dla nas oraz dla organizacji. Prawdopodobnie będę musiał skontaktować się z kimś, kto może dostarczyć mi informacji o tym czy planujemy cokolwiek w sprawie tego człowieka. Byłoby czymś prawdziwie niefortunnym, gdyby pociągnął za sobą na dno kolejne osoby. – choć było mu to mocno nie w smak, wiedział że najbardziej odpowiednią osobą do rozmów, będzie w tym przypadku Rookwood. Mógł też spróbować zebrać informacje drogą okrężną, ale wtedy zajmie mu to zdecydowanie więcej czasu. – Najlepszym rozwiązaniem byłoby pozbycie się tego człowieka, ale nie mam odpowiedniej… cóż, mocy sprawczej. Poza tym nie wpłynęłoby to korzystnie na sytuacje naszej rodziny. Jak słusznie zauważyłeś, trafiliśmy na pierwsze strony gazet i nie jest to tym, na czym nam dotąd szczególnie zależało. Gdyby Julius został teraz zamordowany, opinia publiczna odebrałaby to zapewne jako przyznanie się do tego, że jest on jednym z nas. Doprowadziłoby to do powiązania całej naszej rodziny z organizacją.
Wolałby tego uniknąć. Tak samo jak i wiążącego się ze sprawą rozgłosu. Zdecydowanie lepiej pracowało mu się, kiedy był człowiekiem anonimowym. Nieznanym. Obecnie zaś, nazwisko Mulciber będzie najpewniej prowadziło do zadawania pytań przez każdego kto je usłyszy. Cóż jednak mogli na to poradzić? Stało się. Nad rozlanym mlekiem nie było sensu płakać. Trzeba było to wszystko jakoś wykorzystać. Trochę wedle zasady, że kiedy masz cytrynę, to zrób z niej lemoniadę.
Tylko co mogli zrobić w tej sytuacji? Jakie korzyści dla siebie uzyskać?