Miała na imię Marie Abbott i liczyła sobie zaledwie 21 lat. Była osobą, z powodu której przyszło im odwiedzić restauracje Chimera.
Ubrany elegancki, szary, prążkowany garnitur, starannie dobrany do niego, jasny golf i brązowe buty, Robert nie wyglądał bynajmniej w sposób, do którego Rodolphus był przyzwyczajony. Dawno temu przestał korzystać z tego typu garderoby. Odkąd opuścił Ministerstwo Magii, w zasadzie nie miał takiej potrzeby. Mógł postawić na rzeczy mniej oficjalne, wciąż jednak prezentujące się porządnie. Nienagannie? Teraz jednak, z jakiejś przyczyny, zdecydował się na nowo skorzystać z tego, co przestało być dla niego codziennością. Nie wydawał się przy tym czuć mało komfortowo. Nie można było o nim powiedzieć, że nie pasował do obrazka. Do tego miejsca.
Na miejscu pojawił się odpowiednio wcześniej, zajmując zarezerwowany stolik. Obok krzesła, na ziemi, postawił aktówkę. Mogło to zainteresować Lestrange’a, który miał możliwość dostrzeżenia jej z większej odległości. Co takiego znajdywało się jednak w środku? Jaka sprawa ich przyciągnęła w to miejsce? To wszystko miało wyjaśnić się już za chwilę.
Czekając na swego partnera, Robert miał przed sobą na stoliku jedynie wysoką szklankę, w której znajdywał się jasny płyn. Przejrzysty. Czy była woda? Można było zaryzykować taki wniosek. Nie zdecydował się zamówić niczego więcej. Z tym czekał na swojego towarzysza. Cierpliwie? Zerkał od czasu do czasu na zegarek.
- Lestrange. Doskonale. – odpowiedział, kiedy ten wreszcie zjawił się na miejscu. Obrzucił go uważnym spojrzeniem. Zlustrował. Niby wszystko było w porządku, ale te oczy… - Zakładam, że za Tobą ciężka noc? – skomentował. Niby w ramach luźnej rozmowy, ale dla kogoś, kto Roberta znał, oczywistym było, że za tymi słowami kryło się coś więcej. Niekoniecznie odpowiadało mu to, w jaki sposób Rodolphus się prezentował. Tylko dlaczego? Jaki krył się za tym powód?
Mogli na spokojnie się przywitać. Porozmawiać. W lokalu ruch był raczej przeciętny, ale dla obsługujących sale kelnerów nie brakowało pracy. Na spokojnie można było założyć, że zanim zainteresują się ich stolikiem, upłynie co najmniej kilka minut.
- Rozluźnij się, pomyśl że to tylko zwykłe spotkanie. – strofował go? Pouczał? Możliwe. W końcu był jednak Robertem Mulciberem. Poza tym, przebywając w Chimerze, zajmując się tu pewną sprawą, powinni byli prezentować się naturalnie. Wyglądać w miarę normalnie. Wtopić się w tło. Dla własnego dobra. Dla dobra całego przedsięwzięcia.