Zbyt wiele wymagał? Oczekiwał? Nie chciał wszystkiego za bardzo przyśpieszać, chciał tutaj stworzyć - przynajmniej dla obserwujących ich ludzi - iluzje zwykłego spotkania. Biznesowego. Pomiędzy ludźmi, którzy chcieli porozumieć się w pewnych kwestiach. Pojawiając się w restauracji razem z Lestrange, ryzykował sporo. W innych okolicznościach, nie zdecydowałby się na ten krok. Wysłałby go do Chimery z kimś innym. Tyle tylko, że reguły zgodnie z którymi grali, uległy zmianie. Na pewne rzeczy nie mógł już sobie pozwolić. Musiał się dostosować do nowej rzeczywistości i starał się to robić.
- Na ten moment otoczona jest najlepszą możliwą opieką, dziękuje jednak za tę propozycję pomocy. Z pewnością będę o tym pamiętał. - ton głosu zwyczajny, wyraz twarzy czy postawa ciała się nie zmieniły. Kiedy jednak mówił o tym, że wszystko zapamięta, jakby coś przemknęło przez jego spojrzenie. Coś dało się dostrzec w jego oczach. Robertowi niekoniecznie podobało się to, w jaki sposób na to wszystko odpowiadał Lestrange. Nie podobało mu się to, w jaki sposób niewymowny włączył się do tej gry.
Nie miał narzeczonej? To była dość interesująca wiadomość. W jaki sposób miał to interpretować? Z pewnością będą musieli do tego tematu wrócić, kiedy okoliczności będą nieco bardziej sprzyjające. Obecnie nie znajdywali się w odpowiednim miejscu, moment też nie był do tego najlepszy.
Poza tym - do Chimery ściągnęła ich inna sprawa. Znacznie ważniejsza, choć o tym Lestrange jeszcze nic nie wiedział. Nie miał pojęcia. Wszystko miało nastąpić w swoim czasie. W odpowiednim do tego momencie.
- Sprawy biznesowe zaś faktycznie, bywają czasem strasznie nudne. - nawiązał do jego słów, pochylając się w kierunku aktówki. Zamiast jednak podnieść ją z ziemi, wyprostował się, wrócił do poprzedniej pozycji. Przerwał mu kelner, który podszedł do ich stolika. Stosunkowo szybko udało mu się znaleźć dla nich czas.
- Dobry wieczór, witamy w Chimerze. Czy są już państwo gotowi, żeby złożyć zamówienie? Dzisiejszego dnia polecamy souvlaki z sosem jogurtowym. - kelner brzmiał na znudzonego, może był też trochę zmęczony? Godzina była wczesna, ale restauracja pozostawała otwarta od kilku dobrych godzin. Z notesem i długopisem w ręku, był gotowy żeby przyjąć zamówienie. Wszystko mniej lub bardziej starannie zanotować.
Jako że dotąd nie zdecydował się zajrzeć w kartę, sięgnął po menu, jedną z dwóch wersji, które znajdywały się na stronie. Niespiesznie zapoznał się z kolejnymi pozycjami. Czy to miało jakieś znaczenie?
- Dolmades w wersji wegetariańskiej, do tego... woda. I może jeszcze horiatki. - zakończył, odkładając menu na stół i spoglądając na Rodolphusa. Skinięciem głowy dał mu znać, że teraz jego kolej. Niech coś zamówi. Będą mogli ze wszystkim ruszyć dalej, do przodu.