16.02.2024, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 21:00 przez Alastor Moody.)
Grupa: Alastor, Atreus, Avelina, Avictoria - idą po drinki.
- Skurczę ci je zaklęciem, żeby były tak ciasne jak lubisz - puścił do niego oczko. Rozmowa nabierała coraz bardziej homoerotycznego zabarwienia - jak dobrze więc, że oboje lubowali się tylko i wyłącznie w kobietach i wysłannikach bogów z nieziemsko pociągającym charakterem. Nawet stojąc przy Atreusie czarującym je słowami, Alastor wciąż pozostał niewzruszony na wszelkie znaki nieba i ziemi mówiące o tym, że powinien je jakkolwiek skomplementować.
- Brenna zrobiła mi unikat na cały stolik - przyznał, trzepocząc przy tym rzęsami, w taki komicznie teatralny sposób. Rzeczy przynoszone jej przez Longbottom należały do wąskiego grona tego, co faktycznie zjadał, będąc obdarowywanym, tworu kogoś innego spoza rodziny by nie dotknął. Drinka również, no ale to było przyjęcie Brenny... tylko dlaczego kiedy wszyscy się z nim zgodzili i chcieli ruszyć w kierunku baru, on poczuł zawahanie?
I tak sam to zasugerował, ale prawda była taka, że... Moody, chociaż dosyć dużo (może nawet za dużo) pił, to rzadko tykał się czegokolwiek do jedzenia lub picia na sabatach i innych miejscach, do których dostęp miał ktokolwiek. Unikał baru nawet na ostatniej akcji charytatywnej i powodem takiego zachowania była jego głęboka paranoja. Tutaj... To miało być przyjęcie Zakonu, ale znajdował się właśnie w kółku osób, z których jedną osobą przynależącą do tej organizacji był on sam. No cóż. Na szczęście ludzie chorzy w ten sposób co on, zawsze znajdowali jakiś sposób na to, żeby uniknąć robienia tego, czego nie chcieli bez wzbudzania większych sensacji.
- Pozytywkę...? - Zmarszczył teatralnie brwi. - Idę zapytać jej, czy często tu przychodzi. - I oddalił się od nich, ale w taki sposób, który sugerował, że wróci... jak tylko wsadzi łapę w ten koszyczek. Nie miał zielonego pojęcia, co miałby zrobić z tymi spinkami, bo prędzej dostanie zakoli, niż zapuści kudły, ale Harper pewnie by je doceniła...
Zanim do nich wrócił, wyciągnął z kieszeni swoją butelkę i upił w niej kilka łyków wódki, ale tak na uboczu, żeby nikt tego nie zauważył. Zdawał sobie sprawę z tego, że był kompletnym dziwakiem i to powoli wymyka- ...
Nie, to nie wymykało się spod kontroli powoli, on na ostatniej Lithcie poszarpał biednego Sebastiana.
- Wybacz, ale nie mieli majtek w twoim rozmiarze, ale wziąłem takie zajebiste spinki, od których jarają się włosy. Nie jest tu ktoś przypadkiem odporny na ogień? Jak nie to sprezentujemy je na Secret Santa komuś, kogo nie lubimy. - Przez kogoś, kogo nie lubimy miał na myśli Chestera Rookwooda.
- Skurczę ci je zaklęciem, żeby były tak ciasne jak lubisz - puścił do niego oczko. Rozmowa nabierała coraz bardziej homoerotycznego zabarwienia - jak dobrze więc, że oboje lubowali się tylko i wyłącznie w kobietach i wysłannikach bogów z nieziemsko pociągającym charakterem. Nawet stojąc przy Atreusie czarującym je słowami, Alastor wciąż pozostał niewzruszony na wszelkie znaki nieba i ziemi mówiące o tym, że powinien je jakkolwiek skomplementować.
- Brenna zrobiła mi unikat na cały stolik - przyznał, trzepocząc przy tym rzęsami, w taki komicznie teatralny sposób. Rzeczy przynoszone jej przez Longbottom należały do wąskiego grona tego, co faktycznie zjadał, będąc obdarowywanym, tworu kogoś innego spoza rodziny by nie dotknął. Drinka również, no ale to było przyjęcie Brenny... tylko dlaczego kiedy wszyscy się z nim zgodzili i chcieli ruszyć w kierunku baru, on poczuł zawahanie?
I tak sam to zasugerował, ale prawda była taka, że... Moody, chociaż dosyć dużo (może nawet za dużo) pił, to rzadko tykał się czegokolwiek do jedzenia lub picia na sabatach i innych miejscach, do których dostęp miał ktokolwiek. Unikał baru nawet na ostatniej akcji charytatywnej i powodem takiego zachowania była jego głęboka paranoja. Tutaj... To miało być przyjęcie Zakonu, ale znajdował się właśnie w kółku osób, z których jedną osobą przynależącą do tej organizacji był on sam. No cóż. Na szczęście ludzie chorzy w ten sposób co on, zawsze znajdowali jakiś sposób na to, żeby uniknąć robienia tego, czego nie chcieli bez wzbudzania większych sensacji.
- Pozytywkę...? - Zmarszczył teatralnie brwi. - Idę zapytać jej, czy często tu przychodzi. - I oddalił się od nich, ale w taki sposób, który sugerował, że wróci... jak tylko wsadzi łapę w ten koszyczek. Nie miał zielonego pojęcia, co miałby zrobić z tymi spinkami, bo prędzej dostanie zakoli, niż zapuści kudły, ale Harper pewnie by je doceniła...
Zanim do nich wrócił, wyciągnął z kieszeni swoją butelkę i upił w niej kilka łyków wódki, ale tak na uboczu, żeby nikt tego nie zauważył. Zdawał sobie sprawę z tego, że był kompletnym dziwakiem i to powoli wymyka- ...
Nie, to nie wymykało się spod kontroli powoli, on na ostatniej Lithcie poszarpał biednego Sebastiana.
- Wybacz, ale nie mieli majtek w twoim rozmiarze, ale wziąłem takie zajebiste spinki, od których jarają się włosy. Nie jest tu ktoś przypadkiem odporny na ogień? Jak nie to sprezentujemy je na Secret Santa komuś, kogo nie lubimy. - Przez kogoś, kogo nie lubimy miał na myśli Chestera Rookwooda.
fear is the mind-killer.