Cóż, oby ten widok, zaskoczonego Lou, był wart tego wszystkiego, tych przykrości które już zaczynały na nią spadać, bo mógłby teraz przysiądź na nestorkę, że to pierwsza i ostatnia taka sytuacja, w której dał się jej na tyle podejść. Był w emocjach to niezaprzeczalne, ale też do przewidzenia. Ten neurotyczny zryw skumulowany na jej osobie miał być lekcją dyscypliny, dla niepokornej Rosie, ale czy tak naprawdę musiał? Gdyby tylko odwrócić znaczenie tego wszystkiego, wychodziło na to, że maluczka i niewiele znacząca pchełka za którą ją do tego momentu uważał, jednocześnie była zdolna do postawienia go w stan skrajności. To już nie czasy szkolne, żeby pozwalał sobie na takie niekontrolowane wybuchy furii, jednak wciąż istniały w nim tak wrażliwe częstotliwości, że uruchamiało się w nim szaleństwo Lestrange. Trafiła w nie perfekcyjnie, aż chciałoby się rzecz touché, bo nie sztuka zwyzywać mu bliźniaczkę. Sztuka, zrobić to tak jak ta trzpiotka przed nim. On sam właściwie o to poprosił, przez co był wściekły tak samo na nią jak i na siebie. No ale jednak siebie nie będzie karał w taki sposób, więc załzawionej buzi dostanie się podwójnie.
- Ty zdziro bez granic... - wydusił z niedowierzaniem, kiedy usłyszał jej odpowiedź. - Nie masz instynktu samozachowawczego? - dodał kręcąc głową z niedowierzaniem. A przez moment myślał, że może się to skończyć nawet uroczym akcentem. Całusa dopełnił, chociaż jej odpowiedź była tylko połowicznie satysfakcjonująca. Skoro groźba i terror strachem nie skutkował odpowiednim rezultatem w jej zachowaniu, nie pozostawiała mu wiele wyboru. Dalej trzymając ją za włosy, szarpnął kilka razy w przeciwne strony, tak by ból i dyskomfort, który jej sprawiał wykręcił z niej całą stróżkę łez. Spływając drobnym strumykiem po całej długości jej twarzy, spadając mogły na koniec zniknąć zatopione w materiale jej ubrań, dywanu i a nawet kawałka rękawa jego marynarki. Musiała mieć nie po kolei w głowie, by jeszcze w tak marnej dla siebie sytuacji odważyć się na obrazoburcze stwierdzenia jak "rżnąć". Do prawdy paskudztwo.
Był zbyt rozedrgany, żeby teraz zrozumieć nawiązania do rodowych maksym. Liczył na konkretne nazwisko i imię, jednak przez swoje zachowanie, Rosie sprawiła, że o wiele bardziej zależało mu na złamaniu jej, niż wyciągnięciu przydatnych informacji. Znów seria gwałtownych ruchów. Tym razem zmusił jej ciało do uległości, przyszpilając jej twarz do stolika przy którym wcześniej wspólnie zasiadli. Krzesło na którym siedziała, kopnął dalej w głąb pomieszczenia, by nie miała innego podparcia, niż bezwładne położenie się na tym stoliku. Ruchem drugiej dłoni odgarnął potargane blond włosy, odsłonił jej bladą skórę na karku, jednocześnie znowu zbliżając swoją twarz do jej. - A teraz powtórzysz za mną. - oznajmił półszeptem, nie odpuszczając z pogardliwego tonu. Być może pozwolił sobie na kilka nut szubrawej patronizacji, ale to wszystko po to, żeby wróżka oprzytomniała i zrozumiała, gdzie jej miejsce w szeregu. No bo dostała już swoją nagrodę. Więc proszę, wracaj baranku do zagrody, nie dla Ciebie górskie przygody.
Wciąż trzymając za włosy u nasady czaszki dociskał jej twarz do stolika, a druga ręką, która już odsłoniła wrażliwą skórę na karku, teraz chwyciła za świecznik ze stołu. Ten świecznik, który wcześniej dodawał spirytualnego nastroju do wykładanego tarota, teraz posłuży jako narzędzie andragoga. Co jak na ich dwójkę mogło być nawet ironiczne, ponieważ to ona była starsza od niego o te całe sześć lat. No ale cóż, trzeba było mieć lepszy zasięg ramion.
- Przepraszam... Paniczu... Lestrange... - syczał jak najpodlejszy zaskroniec, głośno i złowrogo wypowiadając każde z tych słuch, na koniec mocno akcentując tak jak powinno wymawiać się jego nazwisko w rodzimych stronach. A każde słowo było podlewane kilkoma kroplami rozgrzanego wosku ze świecy. Przechylał raz za razem, po każdym wycedzonym przez zaciśnięte od złości zęby słowem, by parząca substancja lądowała na jej wrażliwym naskórku, który wcześniej tak urokliwie sobie przygotował. Od własnego ojca dowiedział się, że nic tak nie przywraca w człowieku dyscypliny jak kary cielesne. Mogła krzyczeć z bólu, ale dla niego w tym momencie był to nawet słodki upominek.