Nie miał czasu na zaplanowanie całej tej akcji. Musiał działać teraz. Natychmiast. Musiał pozwolić sobie na odrobinę ryzyka. Improwizować, licząc na to, że jakimś cudem uda mu się dobrać do Carrowa. Stojąc przed budynkiem, którego adres podał mu Irlandczyk, musiał dokonać wyboru. Na ślepo. Na szybko. Nie powinien zbyt długo przyglądać się okolicy. Zwróciłby tym sposobem na siebie uwagę. Dla niektórych mogłoby to wydać się ciut podejrzanym zachowaniem. Nie potrzebował komplikacji.
Wkładając kartkę z zapisanym adresem na powrót do kieszeni swojego płaszcza, ruszył przed siebie. Zdecydował się wybrać sklep prowadzony przez Zwariowaną Betty. Słyszał o nim. Tak samo jak i o samej kobiecie. Jak bardzo musiała mieć nie pokolei w głowie, skoro postanowiła sobie wybić oko? Nawet nie chciał o tym myśleć. To nie było istotne. Nie miało w obecnej sytuacji żadnego znaczenia.
Zbliżając się do drzwi, postarał się dyskretnie wyciągnąć z kieszeni wahadełko. Ścisnął je w wolnej dłoni, chowając ją wewnątrz rękawa swojego płaszcza. Podejrzane? Być może. Liczył jednak na to, iż pozwoli mu to zareagować szybko. Przejść do działania ledwie znajdzie się w środku. Ledwie nastąpił odpowiedni ku temu moment.
Dzwonek zabrzęczał, a on znalazł się wewnątrz sklepu. Rozejrzał się powoli po jego wnętrzu. Nieśpiesznie. W jaki sposób wszystko się tutaj prezentowało? Na co powinien zwrócić uwagę? Ile osób miał w zasięgu wzroku? Wszystko miało znaczenie. Każdy jeden szczegół mógł teraz wpłynąć na to, w jaki sposób zdecyduje się postąpić; jakich działań się podejmie. Może i Robert Mulciber nie był przyzwyczajony do działania w terenie, ale tym czego mu nie brakowało, był zdrowy rozsądek. Potrafił zachować należytą ostrożność. Był też w stanie należycie ocenić to, kiedy należało się wycofać. Zrezygnować z tego, co do tej pory znajdywało się w planach.
Czy w tym konkretnym momencie powinien był działać?