Nie oczekiwał, że Rodolphus rzeczywiście skupi się na tym, co mówił. Dużo bardziej istotna była zawartość dokumentów, które przekazał mu do wglądu. Wyjaśniały one wszystko, co wiązało się z tą wizytą w restauracji. Niespodziewaną. Nieplanowaną.
- Mój błąd, postaram się szybko to sprostować. - odpowiedział, podobnie odnosząc się do kolejnych uwag, które zgodnie z otrzymanymi instrukcjami, Rodolphus wygłosił. Kiwał głową. Potakiwał. Raz nawet przeprosił Lestrange'a za swoją nieuwagę, tłumacząc się natłokiem obowiązków. Coś praktycznie... cóż, niespotykanego. - Mam nadzieje, że nie będzie rzutowało to na naszą dalszą współpracę.
W czasie, gdy zajmowali się - przynajmniej pozornie - omawianiem umowy, spraw biznesowych, w restauracji kończyli przygotowywać zamówione dania. Dokładnie tak jak wcześniej ich poinformował kelner, w wyznaczonym czasie wszystko zostało dostarczone do ich stolika. Wyglądało całkiem apetycznie. Pachniało również przyjemnie. Zachęcająco. Czy tak samo smakowało? Cóż, to należało sprawdzić. Zanim jednak Robert się tym zajął, schował papiery do aktówki, odłożył ją z boku krzesła. Następnie, sięgając już po sztućce, skierował swoją uwagę na dolmades. Odkroił kawałek, nadział na widelec, skierował do ust. Powoli przełknął.
- Myślę, że powinniśmy być w stanie wyrobić się ze wszystkim do końca miesiąca. Zarówno z umową jak i dostawą. Rozumiem, że wersje z poprawkami, mam dostarczyć już przy pomocy sowy? - niby kontynuował rozmowę, ale przy okazji rozejrzał się również po sali. Zerknął przelotnie w stronę wejścia, przy którym pracownica obsługi zajmowała się akurat większą grupą gości. Czyżby byli to państwo Abott oraz ich najbliżsi? Wydawało mu się, że starsza blondynka wyglądała znajomo. Pasowała do tego, co ustalił wcześniej na temat najbliższych Marie.
Na razie nie zwracał na ten fakt uwagi Rodolphusa. Nie chciał, żeby przyciągnęli przypadkiem zbyt wiele uwagi. Mogło to skomplikować sprawy, co nie byłoby im na rękę.