19.02.2024, 10:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2024, 10:35 przez Alastor Moody.)
Podziwiam Victorię i zapraszam Ave na breakdance
Moody niewiele myślał o tym latającym Eriku, o niedźwiedziu głaskanym przez Blacka, o kwitnących tutaj romansach... W gruncie rzeczy naprawdę niewiele go ostatnio obchodziło, ukrył jedynie poczucie winy tlące się w środku, kiedy skinął głową i uśmiechnął się do krążącego nieopodal Sebastiana. Nie rozumiał, dlaczego los coraz częściej splatał ze sobą ich ścieżki, ale podejrzewał tutaj winę jakiegoś złośliwego chochlika i obecność Macmillana wywołała w nim lekki niepokój związany z tym, że skoro się tutaj pojawił, to znowu coś pójdzie tragikomicznie nie tak...
Na przykład Victoria Lestrange wejdzie na scenę i zacznie śpiewać.
- Ja to widzę naprawdę?
Może to halucynacje od tej kanapki? Może wcale nie powinien tego jeść...?
Ale jakby tak spojrzeć prawdzie w oczy, to i bez tego był stuknięty. To było u Moodych rodzinne.
W sumie to szkoda, że nie było tutaj Caina, może pierdolnąłby go w głowę i tym samym poczułby, że tutaj nie śni? Chyba tego potrzebował. Avelinka nie była złą towarzyszką zabawy, ale nie miała w sobie tej nutki, której nie potrafił opisać. Chociaż może się pomylił, bo właśnie widział, jak wypija całego drinka za jednym zamachem, a to wcale nie był taki słaby alkohol, patrząc po tym jak zachowywali się inni.
Otrząsnął się z tego dosyć szybko, po czym złapał jej pusty kieliszek i odstawił go na stół.
- Skoro to idealny pomysł, to chodź - powiedział, podając jej zachęcająco rękę. Moody nie należał do grona szczególnie wyszukanych tancerzy, ale nadrabiał to energicznością i szerokim uśmiechem, odrobinę ubogim w zęby co prawda, ale za to jakim szczerym. - Podejrzewam, że Victoria drugi raz nie zaśpiewa, więc to twoja jedyna szansa. Jak wejdzie w refren to mogę cię podrzucić wyżej niż lewitował Longbottom. - I wbrew jej ewentualnym obawom złapać ją oczywiście. Mógł deptać Eden po pantoflach, ale refleks miał dobry, jakby się miała w tych bucikach wygrzmocić, to by ją asekurował bardzo szybko. Skoro przetańczył połowę balu, to głupio było chociaż raz nie zatańczyć na potańcówce...
Moody niewiele myślał o tym latającym Eriku, o niedźwiedziu głaskanym przez Blacka, o kwitnących tutaj romansach... W gruncie rzeczy naprawdę niewiele go ostatnio obchodziło, ukrył jedynie poczucie winy tlące się w środku, kiedy skinął głową i uśmiechnął się do krążącego nieopodal Sebastiana. Nie rozumiał, dlaczego los coraz częściej splatał ze sobą ich ścieżki, ale podejrzewał tutaj winę jakiegoś złośliwego chochlika i obecność Macmillana wywołała w nim lekki niepokój związany z tym, że skoro się tutaj pojawił, to znowu coś pójdzie tragikomicznie nie tak...
Na przykład Victoria Lestrange wejdzie na scenę i zacznie śpiewać.
- Ja to widzę naprawdę?
Może to halucynacje od tej kanapki? Może wcale nie powinien tego jeść...?
Ale jakby tak spojrzeć prawdzie w oczy, to i bez tego był stuknięty. To było u Moodych rodzinne.
W sumie to szkoda, że nie było tutaj Caina, może pierdolnąłby go w głowę i tym samym poczułby, że tutaj nie śni? Chyba tego potrzebował. Avelinka nie była złą towarzyszką zabawy, ale nie miała w sobie tej nutki, której nie potrafił opisać. Chociaż może się pomylił, bo właśnie widział, jak wypija całego drinka za jednym zamachem, a to wcale nie był taki słaby alkohol, patrząc po tym jak zachowywali się inni.
Otrząsnął się z tego dosyć szybko, po czym złapał jej pusty kieliszek i odstawił go na stół.
- Skoro to idealny pomysł, to chodź - powiedział, podając jej zachęcająco rękę. Moody nie należał do grona szczególnie wyszukanych tancerzy, ale nadrabiał to energicznością i szerokim uśmiechem, odrobinę ubogim w zęby co prawda, ale za to jakim szczerym. - Podejrzewam, że Victoria drugi raz nie zaśpiewa, więc to twoja jedyna szansa. Jak wejdzie w refren to mogę cię podrzucić wyżej niż lewitował Longbottom. - I wbrew jej ewentualnym obawom złapać ją oczywiście. Mógł deptać Eden po pantoflach, ale refleks miał dobry, jakby się miała w tych bucikach wygrzmocić, to by ją asekurował bardzo szybko. Skoro przetańczył połowę balu, to głupio było chociaż raz nie zatańczyć na potańcówce...
fear is the mind-killer.