• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[lato 1968] cards never lie

[lato 1968] cards never lie
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#10
19.02.2024, 12:48  ✶  

Na dobrą sprawę to w pierwszej kolejności powinien zadać jej, ale też sobie, jedno zasadnicze pytanie. Po jaką cholerę jej to wszystko? Bo gdyby zastanowił się nad tym chociaż dłużej, niż minutę, to być może wysunąłby kilka istotnych związków przyczynowo-skutkowych. Przynajmniej nie stawiałby swojej postaci w świetle domorosłego sadysty, na którego wychodził. Bo nawet jeśli to on w tej sekwencji był tym który dostarcza bólu i upokorzenia, to tylko dlatego, że nie miał już żadnej innej alternatywy. Ktoś wspominał, że uwielbia kiedy ofiary wariują i odstawiają cyrk? Ironio, ty suko.

Przecież jeszcze kwadrans temu, byli uroczymi znajomymi o podobnych zainteresowaniach, kiedy tak wspólnie zasiadli nad kartami przy stoliku. Jeszcze do niedawna Lou znał ją tylko ze ślicznej buźki oraz magnetycznych ruchów, które na swój sposób mówiły; jestem mroczną wywłoką. Dlaczego więc Rosie miałaby odstawiać takie numery i i trącać go metaforycznym kijem tam gdzie bolało, dokładnie w te jątrzące się rany? Przecież do tej pory, nie dawał jej żadnych powodów, żeby miała go za coś nie lubić. Po co ta cała prowokacja? Gdyby jego ciąg myślowy przebiegł chociaż w podobnym stylu, to może doszedłby do wniosku, że być może coś leży jej na sercu. No bo skoro nie on był powodem dla których u Ambrosi zebrało się tyle żółci, którą mu zaserwowała... to może ta druga, bliźniacza strona? Nie byłby to pierwszy raz kiedy świat odkrywał się na nim, za grzeszki siostrzyczki. Jednak wciąż. To tylk daleko wysunięte dywagacje na temat buńczucznej francy, która zalazła mu głęboko za skórę tego wieczora.

Nie spodziewał się, że w tak drobnej posturze może być tyle animuszu. Jej powściągliwy styl z którym głównie mu się kojarzyła, nie przemawiał za tym by ukrywała gdzieś tam głęboko tyle hartu ducha. I znów na moment dał się nabrać. Na jego twarzy zdążył malować się sarkastyczny uśmiech satysfakcji, na myśl że jednak udało mu się ją złamać. Och jak wytrzeszczył gały, kiedy tylko dokończyła swoją kwestię. Warknął rozgorączkowany basowymi wibracjami prosto z gardła. Na moment stracił rachubę i nie wiedział co powinien teraz zrobić. Zgodnie z piramidą eskalacji, powinien iść za ciosem i podnieść poprzeczkę w zadawaniu jej krzywdy. Rozbudziła w nim najgorsze instynkty do tego stopnia, że miał najszczerszą ochotę wsadzić jej tą palącą się świeczkę knotem do ucha.

- TY MAŁA KUR...- nie dokończył bo do jego uszu dobiegł niepokojący dźwięk. Kroki. Stukot obcasów. Ktoś tu zaraz wejdzie i zobaczy te scenografię tortur nad biedną McKinnon. Nie będzie zaskoczeniem, że w żadnym wypadku nie potrzebował kłopotów z powodu niewyparzonego języka temperamentnej francy. Do głowy wpadł mu tylko jeden pomysł. Odstawił świecznik na jego miejsce. Jego ruchy były szybkie, ale dokładne. Refleks szukającego był w jego pamięci mięśniowej jeszcze dość silny na skoordynowaniu w krótkim czasie nieco więcej ruchu. Podniósł blondynkę, tym razem już zwyczajnie, bez dobitnej chęci sprawiania jej krzywdy w każdym posunięciu. Obrócił ich miejscami, ale nie zamierzał kłaść się na tym przeklętym stoliku, tak jak zrobił to z jej sylwetką. Oparł się o niego, przysiadając wręcz na nim odrobinę, tak by twarzą znaleźć się wysokości jej twarzy. Przycisnął ją całą bliżej siebie, a ustami przywarł do jej, by zagłuszyć ewentualne łkanie, szloch, czy krzyk niezadowolenia tym w jaki sposób potraktował ją chwilę wcześniej. Słona gorycz którą wypełniał ją od środka mógł zasmakować wręcz namacalnie, przez łzy na jej wargach, policzkach i chyba już całej twarzy. Dla niewygodnego świadka, który miał tutaj się naprawdę lada moment pojawić, wszystko miało wyglądać jakby para kochanków oddała się fantazji, a nie jak scena kazi, którą przed chwilą fundował. Odwrócona tyłem do wejścia, nie zdradzała swoim wyglądem i rozmazanym makijażem ukrytych znamion swojej gehenny. Zdążył nawet poprawić jej włosy, by te zakryły oparzenia parafiny, która być może jeszcze nie zdążyła wystygnąć na jej skórze. Jej ręce usadowił na klamrze i pasku swoich spodni, by dodać kilka szczegółów rzekomej pikanterii, która miała tu mieć miejsce.

- Emm, proszę nie przeszkadzać. To prywatna sesja! - zawołał odrywając się od ust Rosie, kiedy dostrzegł ciekawską postać jednego z klubowiczów. Ruchem ręki nakazał mu wyjść i to szybko, uśmiechając się zadziornie. Twarz Lou przybrała wyrazów i rys z tych łagodnych i usatysfakcjonowanych, chcąc jak najbardziej uśpić czujność kociej mordy. Tak jakby ten kobiecy krzyk sprzed momentu był z rodzaju rozkoszy, a nie cierpienia.Zatroskany przechodzień, najwyraźniej łyknął bajeczkę, bo zakłopotany tym co dostrzegł przy stoliku do tarota, odwrócił się bez słowa na pięcie i zamknął za sobą drzwi. Lestrange nie odstąpił od blond dziewczyny, jedynie poirytowanym spojrzeniem zlustrował ją od czubka głowy do samej ziemi i w milczącym geście otarł usta z wilgoci jej łez. Nie chciał trzymać tego smaku w swoich ustach, nie było mu to do niczego potrzebna.

- Masz szczęście... - wyszeptał, jakby obawiał się, że teraz każda ściana słyszy każde ich słowo. Nie udało mu się ją złamać w porę i nie dokończy już tego co rozpoczął. Może powinien ją porwać teleportacją wspólną, by dokończyć podłego dzieła, ale nie mógł tego zrobić. Nie mógł już teraz nic więcej zrobić, z tych wszystkich rzeczy na które sobie zasłużyła. - Jeszcze z Tobą nie skończyłem. - dorzucił tylko, odpuszczając jej w końcu. Wciąż był zły, ale musiał nad tym zapanować, przynajmniej teraz. Odstąpił od niej, nie dotykając już biednej, zmaltretowanej trzpiotki, w żadnym zakresie. Tymi słowami nijako rzucił obietnicę, może na wyrost, ale już naprawdę nic więcej mu nie pozostało. Miał tylko nadzieję, że następnym razem pomyśli dwa razy, zanim postanowi znowu zagrać mu na nerwach. Nie każdy był do złamania przy pierwszej okazji, ale każdy miał gdzieś swoją granicę. Nie widział sensu, by stać tu z nią dalej, skoro przemoc przestałą być już jego orężem. Nie poprawiając niczego w swoim wyglądzie, czy odzieniu, po prostu bez słowa teleportował się stąd w cholerę.


Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (4179), Louvain Lestrange (4031)




Wiadomości w tym wątku
[lato 1968] cards never lie - przez Ambrosia McKinnon - 05.01.2024, 23:06
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Louvain Lestrange - 06.01.2024, 21:15
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Ambrosia McKinnon - 07.01.2024, 00:23
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Louvain Lestrange - 07.01.2024, 22:29
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Ambrosia McKinnon - 08.01.2024, 17:59
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Louvain Lestrange - 17.02.2024, 05:52
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Ambrosia McKinnon - 17.02.2024, 07:23
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Louvain Lestrange - 18.02.2024, 00:56
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Ambrosia McKinnon - 18.02.2024, 08:07
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Louvain Lestrange - 19.02.2024, 12:48
RE: [lato 1968] cards never lie - przez Ambrosia McKinnon - 28.03.2024, 05:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa