Wierzył, że brat rozumiał powagę sytuacji. Potrafił wszystko odpowiednio ocenić. Wyciągnąć właściwe wnioski. Polegał na nim. Ufał mu jak nikomu innemu. Z tego też względu nie potrzebował z jego strony żadnych dodatkowych zapewnień. Gwarancji. Dlatego też po prostu skinął głową. Zamknął tym samym temat, którego na ten moment kontynuować nie potrzebowali. Pozwolił na to, aby płynnie przeszli do kolejnych kwestii. Nie mniej istotnych. O nie mniejszym znaczeniu.
- Powiedzmy, że uznałem za zasadne wytłumaczyć mu pewne sprawy, wyjaśnić swoje decyzje. - odpowiedział.
Gdyby mógł w tym momencie cofnąć czas, zapewne rozegrałby to inaczej. Pominąłby pewne kwestie. Nie dzielił się nimi z Rookwoodem. A przynajmniej tak widział to teraz. W tym konkretnym momencie. Posiadał obecnie szerszy obraz tego, jak miały się sprawy wewnątrz organizacji. To nie pozostawało bez znaczenia.
Wręcz przeciwnie.
Słuchał tego, co brat miał do powiedzenia. Kolejnych jego słów. Uwag. Westchnął, kiedy padło nazwisko Borgina. Powinien był się tym zająć wcześniej. Powinien był ten problem rozwiązać. Ostatnie tygodnie były jednak na tyle intensywne, że zwyczajnie brakowało mu czasu. Zmusiły go do wybrania priorytetów.
Zanim zaczął wszystko tłumaczyć, wyjaśniać, podniósł się z dotychczasowego miejsca i podszedł do komody, na której stało kilka różnych alkoholi, a do tego kilka szklanek. Takich z grubym dnem. Tumbler. Zdecydował się sięgnąć po ten trunek, który został przyniesiony przez sowę dwa dni wcześniej. Butelka nie została dotąd napoczęta. Czekała na odpowiednią okazje?
Ta wydawała się jak najbardziej właściwa.
Kiedy wszystko było gotowe, postawił szklanki przed sobą i bratem. Na biurku. Ponownie usiadł też w swoim fotelu.
- Od czego powinienem zacząć? - zapytał. Pytanie było jednak z tych retorycznych. Jeśli Richard chciał jakoś na te słowa zareagować, Robert dał mu wyraźnie do zrozumienia, żeby zaczekał. Dał mu jeszcze chwilę. Odrobinę więcej czasu. - Stanley Borgin, jest moim synem, choć widzę, że nie stanowi to w tym momencie dla Ciebie niespodzianki. - nie zamierzał owijać w bawełnę, sprawdzać ile dokładnie brat wie, ile udało mu się do tej pory ustalić. Po prostu zaczął od tego, co wydawało się najważniejsze. - Dowiedziałem się jakoś... na początku kwietnia? Wszystko potoczyło się szybko, mieliśmy okazje spotkać się zaledwie kilkukrotnie. Powiedzmy, że jesteśmy wciąż na etapie poznawania się. - po tych słowach na moment urwał. Upił dwa niewielkie łyki rudego trunku. Ostrożnie, nieśpiesznie. Tak jakby oceniał walory smakowe alkoholu, choć po prawdzie, to nie do końca zwracał uwagę na te kwestie. Bardziej na temat, w kierunku którego potoczyła się ta rozmowa. - Chcesz dowiedzieć się czegoś konkretnego?
Na razie odłożył na później kwestie tego, na ile Stanley mógł okazać się dla nich przydatny. Mógł stanowić pomoc. Pierw jeden temat, później następny. Jeśli mieli pewne rzeczy wyjaśnić, omówić, musieli zrobić to po prostu... cóż, porządnie. Z dbałością o każdy jeden szczegół.