Spędzam czas z Aveliną, uśmiecham się do Sebixa
- A już się bałem, że delirka - zaśmiał się, ale tak drętwo. Bo żart panny Paxton też był drętwy jak diabli i nie wiedział do końca, dlaczego w ogóle to powiedziała, ale przecież jej nie zapyta na środku pakietu „o chuj ci chodzi”, a nic lżejszego nie przychodziło mu do głowy... Cóż, takie niezręczne sytuacje najlepiej było zbywać właśnie śmiechem albo wymownym milczeniem. On milczkiem nie był, no to musiał się zaśmiać.
- Wspaniale, bo brakowało mi partnerki do tańca - ponieważ jego standardowe plus jeden ma męża i prawdopodobnie połowa tej sali jej nienawidzi i podejrzewa ją o bycie Śmierciożerczynią, a przynajmniej jakąś zwolenniczką tego zjeba. Pewnych rzeczy nie wybaczało się nawet Alastorowi, tak przynajmniej mu się wydawało... Chociaż prawda była taka, że gdyby postanowiła uczynić to czymś oficjalnym, Moody nieszczególnie by się wahał. - Lubisz adrenalinę...? - Tutaj już zwątpił w to co mówiła. Oczywiście, że był idiotą, który by ją chętnie wsadził ze sobą na miotłę i pokazał jej, czym jest strach, ale byłby najgorszym stróżem prawa w Londynie, gdyby nie wyłapał, że cichutka twórczyni eliksirów nie pasowała do wizji podrzucania jej jak worka ziemniaków. Avelina nie musiała się niczego obawiać - Alastor tańczył trochę jak pijany wujek na weselu, a trochę jak ktoś, kto spędza za dużo czasu w jazzowym klubie i był zdecydowanie kimś, z kim można było dobrze się bawić i powygłupiać na parkiecie. Dobra zabawa wykluczała złamanie kręgosłupa. Podniósł ją, owszem, ale tak delikatnie i spokojnie, na wysokość własnych ramion, robiąc przy tym durną jak diabli minę, żeby ją rozbawić i skusić do wykonywania coraz to bardziej idiotycznych ruchów - niby to bez wyczucia, a jednak do rytmu i zmuszające do bezkresnego wirowania wokół par, które robiły to z większą dozą odpowiedzialności za zdrowie psychiczne osób niemogących znieść tak dużych dawek żenady. Wygłupiał się tak mocno, że osobom nieznającym go pewnie ciężko byłoby uwierzyć w to jak silnie ten człowiek był oddany sprawie i uzdolniony w łapaniu czarnoksiężników - tutaj wygłupiał się do granic możliwości i dobrego smaku.
Na przykład teraz, kiedy tak nią zakręcił, że musiał gwałtownie złapać ją w celu asekuracji przed upadkiem... Wszystko przez to, że zauważył Sebastiana, do którego uśmiechnął się na dwie sekundy za długo.
- O kurwa, przepraszam... - syknął, bardzo zgrabnie unikając spojrzenia Macmillana - yyy, to chyba pora odpocząć? - Niestety nie mieli tyle szczęścia i Avelina została uderzona ciałem upadającej Uli. Alastor spróbował oba te dziewczęta złapać, bo miał bardzo silny kompleks bohatera... (wkleiłam swoje pokraczne rzuty na discordzie, bo mi się zepsuło...).
Rzucam na oklu, bo ktoś chciał jakieś 20 tur temu, nie ma za co.
- A już się bałem, że delirka - zaśmiał się, ale tak drętwo. Bo żart panny Paxton też był drętwy jak diabli i nie wiedział do końca, dlaczego w ogóle to powiedziała, ale przecież jej nie zapyta na środku pakietu „o chuj ci chodzi”, a nic lżejszego nie przychodziło mu do głowy... Cóż, takie niezręczne sytuacje najlepiej było zbywać właśnie śmiechem albo wymownym milczeniem. On milczkiem nie był, no to musiał się zaśmiać.
- Wspaniale, bo brakowało mi partnerki do tańca - ponieważ jego standardowe plus jeden ma męża i prawdopodobnie połowa tej sali jej nienawidzi i podejrzewa ją o bycie Śmierciożerczynią, a przynajmniej jakąś zwolenniczką tego zjeba. Pewnych rzeczy nie wybaczało się nawet Alastorowi, tak przynajmniej mu się wydawało... Chociaż prawda była taka, że gdyby postanowiła uczynić to czymś oficjalnym, Moody nieszczególnie by się wahał. - Lubisz adrenalinę...? - Tutaj już zwątpił w to co mówiła. Oczywiście, że był idiotą, który by ją chętnie wsadził ze sobą na miotłę i pokazał jej, czym jest strach, ale byłby najgorszym stróżem prawa w Londynie, gdyby nie wyłapał, że cichutka twórczyni eliksirów nie pasowała do wizji podrzucania jej jak worka ziemniaków. Avelina nie musiała się niczego obawiać - Alastor tańczył trochę jak pijany wujek na weselu, a trochę jak ktoś, kto spędza za dużo czasu w jazzowym klubie i był zdecydowanie kimś, z kim można było dobrze się bawić i powygłupiać na parkiecie. Dobra zabawa wykluczała złamanie kręgosłupa. Podniósł ją, owszem, ale tak delikatnie i spokojnie, na wysokość własnych ramion, robiąc przy tym durną jak diabli minę, żeby ją rozbawić i skusić do wykonywania coraz to bardziej idiotycznych ruchów - niby to bez wyczucia, a jednak do rytmu i zmuszające do bezkresnego wirowania wokół par, które robiły to z większą dozą odpowiedzialności za zdrowie psychiczne osób niemogących znieść tak dużych dawek żenady. Wygłupiał się tak mocno, że osobom nieznającym go pewnie ciężko byłoby uwierzyć w to jak silnie ten człowiek był oddany sprawie i uzdolniony w łapaniu czarnoksiężników - tutaj wygłupiał się do granic możliwości i dobrego smaku.
Na przykład teraz, kiedy tak nią zakręcił, że musiał gwałtownie złapać ją w celu asekuracji przed upadkiem... Wszystko przez to, że zauważył Sebastiana, do którego uśmiechnął się na dwie sekundy za długo.
- O kurwa, przepraszam... - syknął, bardzo zgrabnie unikając spojrzenia Macmillana - yyy, to chyba pora odpocząć? - Niestety nie mieli tyle szczęścia i Avelina została uderzona ciałem upadającej Uli. Alastor spróbował oba te dziewczęta złapać, bo miał bardzo silny kompleks bohatera... (wkleiłam swoje pokraczne rzuty na discordzie, bo mi się zepsuło...).
Rzucam na oklu, bo ktoś chciał jakieś 20 tur temu, nie ma za co.
Rzut PO 1d100 - 62
Sukces!
Sukces!
fear is the mind-killer.