Tak się złożyło, że Rudolf swoje lokum posiadał najbliżej miejsca akcji, a zważając na to, że Louvain miał już wcześniej zaplanowane, aby nakłonić Nicholasa do skorzystania z jego umiejętności podróży astralnej. Dlatego jeszcze raz, będzie kuzyn musiał mu to wybaczyć, albo opierdolić za to w innym czasie. To też był dość ciekawy aspekt, że wraz z nową funkcją zostało mu przekazane sporo informacji o pozostałych członkach organizacji. On sam wcześniej znał tożsamość kilku z śmierciożerców i wiedział jakie personalia kryją się za tymi pseudonimami. Wiedział, że mroczny znak zdobi przedramię jego siostry Loretty, ale to chyba nikogo nie zdziwi, ale wiedział też o swoich przyjaciołach ze szkolnych jak Stanley, czy Anthony. Tak się złożyło, że większość z bandy Borgina trafiła pod "strzechę" Kromlechu i wspólnie działali w imię Czarnego Pana.
A przychodząc w umówione miejsce z prywatną tożsamością, przynajmniej mogli wiedzieć komu będą musieli zaufać, lub na odwrót. Nie posądzał nikogo o wiarołomność, ale ludzie ze strachu robili przeróżne głupstwa, a gdyby miało się zdarzyć tak, że nie wszyscy wrócą z dzisiejszej misji, reszta będzie wiedzieć kto prawdopodobnie stał się kapusiem, a nie tylko jego pseudonim. Można powiedzieć, że w ten sposób poniekąd "trzymali się za jaja", co by nikomu nie przyszło do głowy wygadania się BUM-owcą zbyt bardzo, w razie totalnego niepowodzenia.
- Tak, tamto mieszkanie znajduje się w niedalekiej okolicy. Proszę, tutaj adres. - odpowiedział Traversowi wręczając mu kartkę z adresem, którą wcześniej dostał od samego Voldemorta. Dalej pokiwał tylko twierdząco głową na odpowiedź kuzyna. Przemknięcie pod postacią węża powinno wystarczyć, oby tylko wiedział kiedy powinien wkroczyć do akcji. Stanął nieopodal okna, obserwując okolicę, bo nic innego niż poczekać, aż Nicholas skończy swoją robotę im nie pozostało.