28.02.2024, 22:10 ✶
Dzień jak każdy inny. Odkąd konflikt przybrał na sile, trupów wymagających szczegółowych sesji w prosektorium było coraz więcej. Trucizny, artefakty czarno magiczne lub tradycyjne morderstwa za pomocą tortur oraz zaklęcia niewybaczalnego — zdawały się ulubioną rozrywką śmierciożerców. Pracy było dużo, ale Cynthii zupełnie to nie przeszkadzało. Mogła odciągnąć myśli od spraw, które zakłócały jej wewnętrzny spokój i sprawiały, że nie mogła się skupić na badaniach oraz nauce, co uznała, że przez sprawę z zimnymi powinno być jej priorytetem. Dotyczyło to w końcu bliskich jej osób. Ściągnęła wiec odpowiednie księgi, zaczerpnęła informacji od wiedźm z mokradeł w okolicach Nowego Orleanu i wszystko to pomiędzy kolejnymi godzinami ze skalpelem w ręku. Całe szczęście, że pilnowała się z eliksirami, zarówno na pobudzenie, skupienie, jak i bezsenność.
Tkwiła właśnie nad kobietą pół krwi, lat 48 z zawieszonymi na hakach żebrami, odcinając główne żyły od jej serca, gdy jeden ze stażystów lub też współpracowników — nie zwróciła uwagi, oznajmił, że ktoś do niej przyszedł. I to z Departamentu Tajemnic? Do głowy przychodził jej tylko Nicholas, ale to nie był czas na uzupełnienie jego apteczki. Uśmiechnęła się ładnie, kiwając głową w podziękowaniu.
- Poproś, żeby zaczekał na mnie przy biurku, zaraz przyjdę. Dziękuje.
Ciężko zapracowała na swoją pozycję, miała najwięcej godzin w biurze spędzonych nad papierami lub trupami, a do tego dbała o raporty. Wróciła wzrokiem do wnętrza ciała, odcinając główną aortę i ostrożnie wyjęła serce, aby je zważyć i potem podyktować samopiszącemu pióro najważniejsze dane. Nie zajęło to więcej niż kilka minut. Odłożyła skalpel na tackę z odrobiną dezaprobaty, bo nie lubiła zostawiać swoich podopiecznych tak wyeksponowanych, zwłaszcza że świeży narybek bywał dość wrażliwy na te widoki, a do tego na chłód panujący w kostnicy oraz specyficzny zapach śmierci, oraz formalinie. Wrzuciła rękawiczki do kosza, a potem osłoniła stół czarnym parawanem i poszła umyć ręce.
Westchnęła bezgłośnie, przybierając maskę spokojnego i całkiem miłego uśmiechu, gdy zbliżała się do biurka. Cynthia była dziewczyną dbającą o detale, elegancką i dokładną we wszystkim tym, co robiła. Nic więc dziwnnego, że spod białego kitla wystawała elegancka, czarna sukienka, a włosy spięte były w kok z którego wychodziło tylko kilka kosmyków, które starannie wybrała, tworząc schludną i przede wszystkim kobiecą kompozycję. Nienaturalnie błękitne tęczówki omiotły przybysza, którego z widzenia przecież kojarzyła. Czy on nie był kuzynem jej drogiej Victorii?
- Proszę wybaczyć, że musiał Pan zaczekać. - zaczęła, podchodząc do biurka i zsuwając z ramion biały fartuch, który odwiesiła na haczyk znajdujący się na ścianie. Poprawiła sukienkę, której materiał sięgał przed kolano i był doskonale dopasowany do sylwetki, a potem odwróciła się przodem do niego, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. - Słyszałam, że mnie Pan szukał. Mogę w czymś pomóc? To formalna sprawa od Departamentu Tajemnic? - zapytała znów miło, pozwalając sobie nawet na nutę ciekawości w głosie. Flintówna już dawno nauczyła się, że miłych i nieco głupiutkich blondynek nikt nie traktuje poważnie, nikt nie widzi w nich rywala lub zagrożenia, więc maska ta najlepiej sprawdzała się w Ministerstwie. Kąciki ust drgnęły jej nieco ku górze, ale wzroku nie odwróciła, czekając na odpowiedź czarnowłosego mężczyzny. Gdyby przysłała go Tori, napisałaby jej o tym list. Nie pytała również o Nicholasa, bo wiedziała, że ten wolał trzymać swoje problemy zdrowotne w tajemnicy i nie byłby zadowolony, gdyby wypaliła z pytaniem do przypadkowego pracownika, czy ten przyszedł po paczkę dla niego.
Tkwiła właśnie nad kobietą pół krwi, lat 48 z zawieszonymi na hakach żebrami, odcinając główne żyły od jej serca, gdy jeden ze stażystów lub też współpracowników — nie zwróciła uwagi, oznajmił, że ktoś do niej przyszedł. I to z Departamentu Tajemnic? Do głowy przychodził jej tylko Nicholas, ale to nie był czas na uzupełnienie jego apteczki. Uśmiechnęła się ładnie, kiwając głową w podziękowaniu.
- Poproś, żeby zaczekał na mnie przy biurku, zaraz przyjdę. Dziękuje.
Ciężko zapracowała na swoją pozycję, miała najwięcej godzin w biurze spędzonych nad papierami lub trupami, a do tego dbała o raporty. Wróciła wzrokiem do wnętrza ciała, odcinając główną aortę i ostrożnie wyjęła serce, aby je zważyć i potem podyktować samopiszącemu pióro najważniejsze dane. Nie zajęło to więcej niż kilka minut. Odłożyła skalpel na tackę z odrobiną dezaprobaty, bo nie lubiła zostawiać swoich podopiecznych tak wyeksponowanych, zwłaszcza że świeży narybek bywał dość wrażliwy na te widoki, a do tego na chłód panujący w kostnicy oraz specyficzny zapach śmierci, oraz formalinie. Wrzuciła rękawiczki do kosza, a potem osłoniła stół czarnym parawanem i poszła umyć ręce.
Westchnęła bezgłośnie, przybierając maskę spokojnego i całkiem miłego uśmiechu, gdy zbliżała się do biurka. Cynthia była dziewczyną dbającą o detale, elegancką i dokładną we wszystkim tym, co robiła. Nic więc dziwnnego, że spod białego kitla wystawała elegancka, czarna sukienka, a włosy spięte były w kok z którego wychodziło tylko kilka kosmyków, które starannie wybrała, tworząc schludną i przede wszystkim kobiecą kompozycję. Nienaturalnie błękitne tęczówki omiotły przybysza, którego z widzenia przecież kojarzyła. Czy on nie był kuzynem jej drogiej Victorii?
- Proszę wybaczyć, że musiał Pan zaczekać. - zaczęła, podchodząc do biurka i zsuwając z ramion biały fartuch, który odwiesiła na haczyk znajdujący się na ścianie. Poprawiła sukienkę, której materiał sięgał przed kolano i był doskonale dopasowany do sylwetki, a potem odwróciła się przodem do niego, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. - Słyszałam, że mnie Pan szukał. Mogę w czymś pomóc? To formalna sprawa od Departamentu Tajemnic? - zapytała znów miło, pozwalając sobie nawet na nutę ciekawości w głosie. Flintówna już dawno nauczyła się, że miłych i nieco głupiutkich blondynek nikt nie traktuje poważnie, nikt nie widzi w nich rywala lub zagrożenia, więc maska ta najlepiej sprawdzała się w Ministerstwie. Kąciki ust drgnęły jej nieco ku górze, ale wzroku nie odwróciła, czekając na odpowiedź czarnowłosego mężczyzny. Gdyby przysłała go Tori, napisałaby jej o tym list. Nie pytała również o Nicholasa, bo wiedziała, że ten wolał trzymać swoje problemy zdrowotne w tajemnicy i nie byłby zadowolony, gdyby wypaliła z pytaniem do przypadkowego pracownika, czy ten przyszedł po paczkę dla niego.