Bieganiem nie dało się tego nazwać.
Morpheus spędził w szpitalu trzy bardzo złe dni, pozostawiony na obserwacji, co sprawiło, że jego koszmary tylko się nasiliły, zresztą w samym Mungu spał tylko dlatego, że prosił pielęgniarki o leki na sen zdecydowanie za często. Miał nadzieję, gdy go odstawiono na izbę przyjęć, że wyślą go bardzo szybko do domu, ale dodatkowe znużenie podróżą pociągiem i promem z Włoch, na dodatek do obrażeń podczas misji, spowodowały, że zamiast eliksirów i rekomendacji oraz poklepania po plecach, przyjęto go na oddział. Kiedy jesteś jasnowidzem, wizyty w szpitalach są prawdziwym koszmarem, nawet wtedy, gdy jego widzenie nie do końca działa tak, jak powinno. Ilość przewijających się ludzi, losów i tragedii, zamknięte w kilku ścianach i za cieniutkimi parawanami.
Po tylu latach profeta nauczył się, że nie może pomóc wszystkim.
Przemierzając kolejne odcinki piaszczystej drogi przyspieszonym tempem, którego normalnie nie utrzymywał, starał się zachwycać światem, tak jakby widział go po raz pierwszy. Chwilowa ślepota sprawiła, że docenił znacząco to, że może widzieć również teraźniejszość, a nie jedynie oglądać sekundy i minuty do przodu, gubiąc rzeczywistość. Utrata wzroku przerażała go niezmiernie.
Czuł, jak pot spływa po jego nieco opalonej skórze, ciurkiem na karku, a włosy na skroniach przylepiają się do ciała. Wrażenie lepkości na całym ciele i pyłu z drogi wszędzie nie opuszczało go, właściwie to powiększało się z każdą bolesną dla płuc chwilą szybkiego marszu. Jak rzadko mężczyzna miał na sobie koszulkę z krótkim rękawem i jakimś mugolskim logo, którego nie rozumiał, a którą ukradł Erikowi; on nie nosił takich rzeczy. Zdecydowanie nie wyglądał komfortowo w tym, co miał na grzbiecie.
Pewnie właśnie dlatego wybierał mało uczęszczane trasy i gdy zauważył ruch pośród pola, wystraszył się, zaskoczony i potknął się. Z paniką zauważył przed sobą sterty zebranej szałwi, na którą miał uczulenie, próbował więc złapać równowagę i...
Sukces!
— Przepraszam! — wykrzyknął, jakby przepraszał kwiaty lub zbieraczkę zawczasu, lądując idealnie między jednym zbiorem, a drugim, twarzą niebezpiecznie blisko wonnego kopczyka kwiecia. Pozbierał się szybko. — Nic mi nie jest.
Spojrzał z zainteresowaniem na młodą kobietę. Pierwszą rzeczą, którą zauważył Morpheus, były blizny. Pierwszą rzeczą, którą mogła zauważyć Ula, był fakt, że bardzo starał się na nie nie patrzeć.