01.03.2024, 17:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2024, 17:10 przez Cynthia Flint.)
Biurko Cynthii było sprzątnięte, wszystko było posortowane, a teczki posiadały właściwe oznaczenia wraz z dodatkowymi karteczkami w różnych kolorach, które najwyraźniej musiały oznaczać jakąś konkretną przypadłość dla ofiary. Nie było na nim zdjęć, pióra tkwiły w srebrnym wazoniku, a czyste pergaminy trzymała w szufladzie. Skórzany kalendarz z granatową okładką tkwił zamknięty na zatrzask z kamykiem. Z rzeczy, które wychodziły poza te potrzebne w biurze koronera, na blacie tkwiła tylko mała świeczka w pozbawionym etykiety słoiczku, widocznie samodzielnie robiona, z której unosił się delikatny zapach ziół pomimo tego, że płomyk nie tańczył na jej knocie. Jeśli szukał więc wskazówek, niewiele mógł znaleźć.
Ceniła sobie elegancję i schludność, to zawsze dobrze świadczyło o człowieku. Ojciec zawsze powtarzał, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, zwłaszcza jeśli było się kobietą, ale po latach uznała, że ta prosta prawda w ten sam sposób dotyka również mężczyzn. Czerń była ponadczasowa i klasyczna. Uniwersalna, nawet jeśli obecnie kojarzona z ciemnością i niebezpieczeństwem, albowiem w tym kolorze atakowali poplecznicy Czarnoksiężnika. Niewątpliwie spełniał podstawowe kryteria, dzięki którym na pierwszy rzut oka uznała go za jednostkę dość istotną, której nie powinna ignorować i przy której przede wszystkim powinna uważać. Rodzina Lestrange była potężnym rodem, przyjaźń z Tori wiele ją nauczyła, ale poza bliźniakami i właśnie najlepszą przyjaciółką, niewiele miała z nimi styczności. Na balach wszyscy nosili przecież maski, trudno więc było orzec, kto był cennym kontaktem, a spoczął na laurach i pławił się w blasku sławy zdobytej przez poprzednie pokolenia. Kobieta z wyuczoną dozą nieśmiałości i uległości, która zwykle przydawała się w kontaktach z mężczyznami — chociaż bywała irytująca, przyglądała mu się z łagodnym wyrazem twarzy. Jej oczy miały dziwny, ciepły odcień błękitu, przypominały trochę akwamaryn, pozostając przy tym dość chłodne. Nie bez powodu przydomek Królowej Lodu nosiła od czasu Hogwartu.
- Nic się nie stało, naprawdę. - zaprzeczyła z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie na nieco bardziej uroczy uśmiech, gdy wyciągnęła dłoń w jego stronę. Jak dama, wyuczona przecież zasad panujących w towarzystwie. Starała się nawet odrobinę zarumienić gentlemańskim gestem z jego strony.- Hmmm... Rozumiem, to musi być delikatna sprawa w takim razie. Oczywiście, wezmę tylko torebkę. Marcus?
- Tak?
- Skończ proszę za mnie sekcję, musisz tylko sprawdzić okolice krtani i potem zszyć. Jeśli czegoś nie będziesz pewny, zostaw. Resztę danych masz w raporcie. Sprawdzę to, jak wrócę. - poinstruowała chłopaka, stażystę najwidoczniej, który uśmiechnął się tylko i przytaknął podekscytowany, zganiając fartuch niedbale rzucony na krzesło. Pamiętała, jak sama była w jego wieku i dopiero zaczynała, każda sposobność samodzielnej pracy była czymś wyjątkowym. Ona miała to szczęście, że Lycoris poświęcała jej mnóstwo czasu, gdy dołączyła do zespołu w kostnicy. Rozejrzała się po biurku, wrzucając do czarnej torebki swój kalendarz oraz jedno z piór, tak na wszelki wypadek. Wyjęła srebrny szpikulec z koka, pozwalając, aby sięgające pasa włosy rozsypały się leniwie po plecach i ramionach, a samą ozdobę wrzuciła również do trzymanej w dłoni torby. Nicholas czegoś potrzebował? Trudno było jej to zweryfikować. Mężczyzna zwykle przysyłał list lub pojawiał się sam w czasie, gdy kostnica świeciła pustkami.
Uśmiechnęła się, gdy stanęła obok niego, wciąż lustrując go wzrokiem przy każdej okazji, na tyle nienachalnie, aby nie mógł tego zauważyć. Z pracownikami Departamentu Tajemnic był taki problem, że niewiele o nich szeptały wścibskie recepcjonistki na korytarzach.
- Bardzo dziękuje za zaproszenie, chętnie. Niedaleko Ministerstwa jest kameralna kawiarnia, można również tam zjeść. Ma Pan inny pomysł, Panie Lestrange, czy będzie to odpowiednie miejsce dla Pańskiej sprawy?
Wiedziała, że nie ma sensu dopytywać teraz. W tym budynku wszystko zdawało się mieć uszy, należało być bardzo ostrożnym z tym, o czym się rozmawiało. Skoro był to wniosek nieformalny z jego departamentu, był w ogóle sprawą Ministerstwa?
Ceniła sobie elegancję i schludność, to zawsze dobrze świadczyło o człowieku. Ojciec zawsze powtarzał, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, zwłaszcza jeśli było się kobietą, ale po latach uznała, że ta prosta prawda w ten sam sposób dotyka również mężczyzn. Czerń była ponadczasowa i klasyczna. Uniwersalna, nawet jeśli obecnie kojarzona z ciemnością i niebezpieczeństwem, albowiem w tym kolorze atakowali poplecznicy Czarnoksiężnika. Niewątpliwie spełniał podstawowe kryteria, dzięki którym na pierwszy rzut oka uznała go za jednostkę dość istotną, której nie powinna ignorować i przy której przede wszystkim powinna uważać. Rodzina Lestrange była potężnym rodem, przyjaźń z Tori wiele ją nauczyła, ale poza bliźniakami i właśnie najlepszą przyjaciółką, niewiele miała z nimi styczności. Na balach wszyscy nosili przecież maski, trudno więc było orzec, kto był cennym kontaktem, a spoczął na laurach i pławił się w blasku sławy zdobytej przez poprzednie pokolenia. Kobieta z wyuczoną dozą nieśmiałości i uległości, która zwykle przydawała się w kontaktach z mężczyznami — chociaż bywała irytująca, przyglądała mu się z łagodnym wyrazem twarzy. Jej oczy miały dziwny, ciepły odcień błękitu, przypominały trochę akwamaryn, pozostając przy tym dość chłodne. Nie bez powodu przydomek Królowej Lodu nosiła od czasu Hogwartu.
- Nic się nie stało, naprawdę. - zaprzeczyła z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie na nieco bardziej uroczy uśmiech, gdy wyciągnęła dłoń w jego stronę. Jak dama, wyuczona przecież zasad panujących w towarzystwie. Starała się nawet odrobinę zarumienić gentlemańskim gestem z jego strony.- Hmmm... Rozumiem, to musi być delikatna sprawa w takim razie. Oczywiście, wezmę tylko torebkę. Marcus?
- Tak?
- Skończ proszę za mnie sekcję, musisz tylko sprawdzić okolice krtani i potem zszyć. Jeśli czegoś nie będziesz pewny, zostaw. Resztę danych masz w raporcie. Sprawdzę to, jak wrócę. - poinstruowała chłopaka, stażystę najwidoczniej, który uśmiechnął się tylko i przytaknął podekscytowany, zganiając fartuch niedbale rzucony na krzesło. Pamiętała, jak sama była w jego wieku i dopiero zaczynała, każda sposobność samodzielnej pracy była czymś wyjątkowym. Ona miała to szczęście, że Lycoris poświęcała jej mnóstwo czasu, gdy dołączyła do zespołu w kostnicy. Rozejrzała się po biurku, wrzucając do czarnej torebki swój kalendarz oraz jedno z piór, tak na wszelki wypadek. Wyjęła srebrny szpikulec z koka, pozwalając, aby sięgające pasa włosy rozsypały się leniwie po plecach i ramionach, a samą ozdobę wrzuciła również do trzymanej w dłoni torby. Nicholas czegoś potrzebował? Trudno było jej to zweryfikować. Mężczyzna zwykle przysyłał list lub pojawiał się sam w czasie, gdy kostnica świeciła pustkami.
Uśmiechnęła się, gdy stanęła obok niego, wciąż lustrując go wzrokiem przy każdej okazji, na tyle nienachalnie, aby nie mógł tego zauważyć. Z pracownikami Departamentu Tajemnic był taki problem, że niewiele o nich szeptały wścibskie recepcjonistki na korytarzach.
- Bardzo dziękuje za zaproszenie, chętnie. Niedaleko Ministerstwa jest kameralna kawiarnia, można również tam zjeść. Ma Pan inny pomysł, Panie Lestrange, czy będzie to odpowiednie miejsce dla Pańskiej sprawy?
Wiedziała, że nie ma sensu dopytywać teraz. W tym budynku wszystko zdawało się mieć uszy, należało być bardzo ostrożnym z tym, o czym się rozmawiało. Skoro był to wniosek nieformalny z jego departamentu, był w ogóle sprawą Ministerstwa?