Wiedział, że musiał zachować ostrożność. Zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele mógł kosztować go każdy jeden, nieostrożny krok. Zarazem nie mógł jednak obiecać bratu, że w przypadku konieczności podjęcia działań, rzeczywiście poczeka na wsparcie. Jakiekolwiek wsparcie. Mogło być różnie. Wszystko zależało od okoliczności. Nie chciał deklarować czegoś czego być może... być może nie będzie mu dane dotrzymać.
- Jeśli będę miał taką możliwość, poczekam na wsparcie. - padło więc z jego strony. Było to dla Roberta czymś, co Richard musiał zaakceptować. Nie zamierzał w tym przypadku ustępować. Zmieniać zdania. Czasami trzeba było postawić na swoim. Wygląda na to, że był to jeden z tych momentów.
Nie było sensu tracić na to więcej czasu. Przeciągać liny. Sprawdzać który z braci ostatecznie zdoła postawić na swoim. Wystarczająco długo czymś takim zajmowali się podczas niedawnego, wspólnego pobytu we Francji. Tak szybka powtórka z rozrywki nie była im w żadnym razie potrzebna. Zwłaszcza teraz. W tych okolicznościach. Z tego też względu rozmowa ponownie wróciła do tematu Stanleya. Skupiła się na jego osobie.
- W zasadzie jest coś, czym się zająłem podczas ostatniego spotkania. Poprosiłem go o kilka informacji odnośnie sytuacji panującej wewnątrz organizacji oraz o dane dotyczące Ministerstwa Magii. Oczywiście takie, które pozwolą nam dalej działać. - przyznał się tym samym do tego, że kolejny raz działał z wyprzedzeniem. Bez wcześniejszego ustalenia pewnych rzeczy. Najwyraźniej w pewnym wieku ciężko było pozbyć się pewnych nawyków. Przyzwyczajeń. Podjęć się prawdziwej, pełnoprawnej współpracy. Robert nauczony był tego, aby działać w konkretny sposób. I choć przez te wszystkie lata ze wsparcia brata korzystał wielokrotnie, to nie funkcjonowało to w taki sposób jak obecnie. Starszy z bliźniaków, tak naprawdę, przez większość czasu tkwił w tym wszystkim sam. Niekiedy wspierając się Chesterem Rookwoodem bądź innymi śmierciożercami, z którymi pozostawał w dobrych relacjach. - Jeśli miałbyś jakieś pytania, potrzebował konkretnych informacji, najlepiej byłoby, żeby skontaktował się bezpośrednio z nim. Z mojej perspektywy masz w tym przypadku wolną rękę. Zakładam, że dobrze wiesz, na co powinniśmy zwrócić uwagę.
Najpewniej wiesz o tym lepiej ode mnie... nie wypowiedział tego, ale może właśnie o to chodziło w tych ostatnich słowach, które opuściły jego usta? Bo przecież Robert wiedział, że Richard w Norwegii był aurorem. Wiedział więc też, że posiadał wiedzę w tych tematach, które z tym zawodem się wiązały. Można było to do pewnego stopnia wykorzystać. Wesprzeć się na tym. Nie miał oporów przed tym, aby na to się zgodzić.
A nawet więcej - aby dać mu zielone światło do działania na własną rękę.