Skoro sprawa mogła poczekać, nie zamierzał namawiać brata do skorzystania z tych możliwości, których mogło dostarczyć Przymierze. Poza tym sam też nie był pewny tego, na ile mógł zaufać ludziom, którzy do organizacji należeli. Na ile mógł na nich polegać. Przekazanie takiego zlecenia, któremuś ze Śmierciożerców, mogło wiązać się ze sporym ryzykiem. Oznaczać późniejsze konsekwencje. Zdecydowanie lepiej więc było zwolnić. Zastanowić się nad tym wszystkim. Porządnie to przemyśleć.
- Gdyby coś się zmieniło, daj mi po prostu znać. Zrobię to samo, jeśli jakieś kontakty wpadną mi przypadkiem w ręce. - zadeklarował. O ile sam nie zamierzał się z tym wychylać, tak przecież w dowolnym momencie mógł natrafić na kogoś mogącego udzielić im niezbędnej pomocy. Będącego w stanie stworzyć duplikat odznaki. To nie wydawało się czymś niemożliwym.
Tak wiele informacji zdążył już przekazać bratu, ale ta jedna, szczególna, prawdziwie istotna... nawet nie był świadomy tego, iż nadal po prostu nie padła. Może kwestia tego, że ten pseudonim traktował poniekąd jako coś oczywistego? Dla praktycznie każdej osoby, z którą współpracował. Współpracował jawnie. Zaskoczenie dało się wyczytać z jego twarzy. Spojrzenia. Zaraz po nim na twarzy na moment zagościł uśmiech. Na chwilę. Na krótką chwilę.
- Apis. To od pszczoły. - nie tylko podał swój pseudonim, ale też wyjaśnił. Wyjaśnił, że tłumacząc na język angielski, apis oznaczał pszczołę. Pszczołę, która nie bez przyczyny kojarzona była z pracowitością, pożytecznością, porządkiem. I wiele więcej. Wiele podobnych. Czy rzeczywiście pasowało to do Roberta?
Widząc że brat zbiera się do wyjścia, odchylił się do tyłu w fotelu. A może nawet równocześnie ze swoim fotelem? Spojrzał na sufit. Westchnął. To była kolejna ciężka, ale za to owocna rozmowa. Sporo tego mieli ostatnimi czasy i nie zanosiło się wcale na to, żeby mieli zejść na niższe obroty. Zwolnić. Znaleźć czas na to, żeby odetchnąć. Robert nie widział na to miejsca. Nie dostrzegał możliwości.
Odpłynął. Wyłączył się. Trochę zbyt szybko. Kolejne słowa go zaskoczyły. Chyba nie od razu zarejestrował o czym Richard mówił na odchodnym.
- Jeden dzień? - zawahał się. Mógł sobie na coś takiego pozwolić? Czy było to czymś na co należało się zgodzić? Tak wiele wątpliwości. Znaków zapytania. A zaczerpnąć powietrza... tak, niewątpliwie tego potrzebował. Bardzo potrzebował. - Myślę, że damy radę coś takiego zorganizować. - odpowiedział. W najgorszym razie później będzie się od tego wykręcał, w najlepszym nabierze sił, chęci do działania, oczyści głowę. To całkiem długa lista potencjalnych korzyści.