03.03.2024, 18:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2024, 21:20 przez Leo O'Dwyer.)
Jeśli Niebo istniało, to było położone w Norze Norki albo pod spódnicą Norki, bo właśnie rozpływałem się w niewysłowionej radości, że aż miałem ochotę tańczyć, więc wstałem i tańczyłem, zapominając o tym, że byłem totalnie zmęczony, że tyle biegłem tutaj na Pokątną i że po drodze gubiłem wariacki pościg, a za to wyciągając rękę po Norki rękę, złapałem ją za tę dłoń i pociągnąłem do wesołego tańca. Jak obstawiałem, pewnie coś w tyle leciało, bo w Norze zawsze było śpiewnie czy tanecznie, z pewnością muzycznie, więc dlatego to była najlepsza klubokawiarnia, w jakiej można było się znaleźć. Oczywiście, nie brałem pod uwagę, że to jedyna klubokawiarnia, jaką znałem, ale nie było to z kolei jakieś istotne w moim osądzie.
Obracałem raz, drugi, trzeci Norkę i pewnie zrobiłbym jakiś popisowy taneczny numer, ale nagle odskoczyłem od niej jak oparzony, bo mi się przypomniało o jedynym obowiązku, jaki gotowa była w tej chwili złożyć na moje barki. Wariat ja! Ja niedobry kocur do wypieków!!!
- Ciastka! Już je wyjąć? Otworzyć? Co ja mam zrobić??? - zapytałem Norki, pochylając się nad piekarnikiem. Z pewnością nie chciałem wskoczyć do środka, przynajmniej nie teraz, kiedy były takie upały i na pewno nie w ludzkiej postaci. Widziałem tam przez szybkę ciasteczka, ale nie chciałem ich zepsuć, tylko że jak je zobaczyłem, to jakoś zapomniałem o tym, że może mogłyby nie chcieć od razu do nas wychodzić, więc otworzyłem kuchenkę i mnie owionął ten ukrop, para uderzyła mi w twarz i na chwilę oślepiła. O, pamiętałem o tym, ale zapomniałem. Tak też było, kiedy próbowałem raz zrobić jabłecznik... Też mnie tak gorąca para zaatakowała. Musiałem sobie to zakodować, bo niebawem robiłem kolejne podejście do jabłeczniczka. Ale to na spokojnie! Zrobię to na spokojnie dla moich nowych przyjaciół z Podziemnych Ścieżek.
- Ale cieszę się bardzo, że będę miał swój kubeczek... Jutro go trochę opijemy - zaproponowałem. Dodałem trochę, żeby nie było, że będę siedział kompletnie pijany na zmianie jako barman albo - co gorsza - na stażu w Mungu, chociaż... nie mówiłem też nie takim wybrykom raz na jakiś czas. Złapałem za rękawice kuchenne, zapominając o magii i magicznym trickom na takie sytuacje, a za to z precyzyjnym spokojem i skupieniem, który raczej nie był mi na długo pisany, wyjąłem blachę z ciastkami z piekarnika.
- Gdzie postawić??? - zapytałem naprędce, bo to jednak trochę gorące było. Nawet bardzo. A dłonie były mi potrzebne do wielu różnych rzeczy. Między innymi do skakania z dachów i robienia drinków, jakichś prowizorycznych opatrunków czy do podlewania kwiatków.
Obracałem raz, drugi, trzeci Norkę i pewnie zrobiłbym jakiś popisowy taneczny numer, ale nagle odskoczyłem od niej jak oparzony, bo mi się przypomniało o jedynym obowiązku, jaki gotowa była w tej chwili złożyć na moje barki. Wariat ja! Ja niedobry kocur do wypieków!!!
- Ciastka! Już je wyjąć? Otworzyć? Co ja mam zrobić??? - zapytałem Norki, pochylając się nad piekarnikiem. Z pewnością nie chciałem wskoczyć do środka, przynajmniej nie teraz, kiedy były takie upały i na pewno nie w ludzkiej postaci. Widziałem tam przez szybkę ciasteczka, ale nie chciałem ich zepsuć, tylko że jak je zobaczyłem, to jakoś zapomniałem o tym, że może mogłyby nie chcieć od razu do nas wychodzić, więc otworzyłem kuchenkę i mnie owionął ten ukrop, para uderzyła mi w twarz i na chwilę oślepiła. O, pamiętałem o tym, ale zapomniałem. Tak też było, kiedy próbowałem raz zrobić jabłecznik... Też mnie tak gorąca para zaatakowała. Musiałem sobie to zakodować, bo niebawem robiłem kolejne podejście do jabłeczniczka. Ale to na spokojnie! Zrobię to na spokojnie dla moich nowych przyjaciół z Podziemnych Ścieżek.
- Ale cieszę się bardzo, że będę miał swój kubeczek... Jutro go trochę opijemy - zaproponowałem. Dodałem trochę, żeby nie było, że będę siedział kompletnie pijany na zmianie jako barman albo - co gorsza - na stażu w Mungu, chociaż... nie mówiłem też nie takim wybrykom raz na jakiś czas. Złapałem za rękawice kuchenne, zapominając o magii i magicznym trickom na takie sytuacje, a za to z precyzyjnym spokojem i skupieniem, który raczej nie był mi na długo pisany, wyjąłem blachę z ciastkami z piekarnika.
- Gdzie postawić??? - zapytałem naprędce, bo to jednak trochę gorące było. Nawet bardzo. A dłonie były mi potrzebne do wielu różnych rzeczy. Między innymi do skakania z dachów i robienia drinków, jakichś prowizorycznych opatrunków czy do podlewania kwiatków.