• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia

[28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#8
13.03.2024, 23:18  ✶  
Z milczenia płynęło piękno i zrozumienie, którego wielu ludzi nie umiało docenić. Nie czuła się niekomfortowo w jego towarzystwie, nawet jeśli zachowywali od siebie pewien dystans, co przez wzgląd na ich miejsce pracy, było po prostu zdrowe. Oczywiście większość plotek w Ministerstwie żyła bardzo krótko, zepchnięta na drugi plan przez kolejne nowości z życia urzędników, ale po co w ogóle trafiać na języki? Na szczęście, ich departamenty przez nabierający na sile konflikt coraz częściej współpracowały, więc poza pojedynczymi skinieniami głową lub szeptem Pań z recepcji — prawdziwych królowych przekazywania często przekręconych informacji, mieli spokój. Skoro sprawa była tylko poniekąd formalna, a do tego chyba niezbyt związana z Nicholasem, lepiej było rozmawiać na neutralnym gruncie. Faktycznie kameralnym, ale też tętniącym życiem na tyle i wciąż mało popularnym, aby nikt im nie przeszkadzał i nie podsłuchiwał.

Londyn był intensywny pod każdym względem, wychodzenie bez parasola w torebce często kończyło się przemoknięciem do suchej nitki w nagłych strumieniach ciepłego deszczu. Hałas, zgiełk, pośpiech. Było to miasto skłaniające do nostalgii i przemyśleń, pewnie w części czarodziejskiej w takim samym stopniu, jak w mugolskiej. Tego nie była pewna, nie bywała "po tamtej stronie" zbyt często. Było rześko, troszkę zbyt ciepło na jej gust, ale czego oczekiwać od kogoś, kto większość doby spędzał przy lodówkach lub w schodzonym pomieszczeniu, odpowiednim do przechowywania zwłok, by te nie uległy rozkładowi? Czuła na sobie jego wzrok, ale nie zareagowała, zakładając, że w pewien sposób musiał być po prostu ciekawy. A to akurat, jako amatorka zdobywania nowej wiedzy, gdzie głównie kierowała nią właśnie ciekawość, mogła zrozumieć. Lestrange zdawali się rozmawiać tylko z tymi, którym ufali — w sposób bezpośredni i swobodny, co na przestrzeni lat niejednokrotnie zdołała zauważyć. Miała dużo ich w swoim otoczeniu. Ona sama nie była mistrzynią konwersacji, większość z nich była nużąca i monotonną, ale tego wymagało funkcjonowanie w magicznym towarzystwie. Nauczyła się więc, tworząc kolejną maskę i dostosowała, stosując często techniki związane z kłamstwem lub też, jak wolała to nazywać — przekształceniem. Bo tak na dobrą sprawę, mało kogo obchodziła jej opinia, zwłaszcza jeśli była inna od tej, którą oczekiwano usłyszeć. I tak się żyło w tym sztucznym społeczeństwie, ulegając lub nie jego wpływom. Słowa były ważne, jeśli miało się dobre nazwisko. Czasem po latach wypominano jakąś sentencję, stąd też należało po prostu być w nich oszczędnym.

Nie było przytłaczające, nie patrzyły na nich z każdej strony figurki lub nie czuli się, jak w sztucznym ogrodzie przez kwieciste tapety, które Brytyjczycy tak lubili. Odważny zamysł dekoracyjny właściciela, ale miała nadzieję, że się przyjmie, bo przecież wszystko zmierzało ku rozwojowi i postępowi. Kadzidła miały być chyba hołdem do przeszłości, w której świece i tego typu wyroby gościły na każdym stole. Miały również zastosowanie magiczne, pochłaniając dym papierosowy, jeśli klient palił oraz dostosowywały się zapachem do preferencji. To było dość wygodne, trochę jak nieszkodliwa amortencja zamknięta w szarych kłębkach. Miało to na celu zapewnienie jeszcze większej swobody, a przynajmniej tak podejrzewała. Ruchem dłoni zgarnęła srebrne pasma na bok, poprawiając się na krześle, zostawiając w spokoju pędzący za szybą świat i skupiając się na siedzącym naprzeciw mężczyźnie, podniosła na niego spojrzenie. Przytaknęła, a gdy obsługa podeszła, złożyła zamówienie — typowo lunchowe, zawierające wspomniany krem, dwie herbaty oraz ciastko dnia. Odprowadziła kobietę wzrokiem, chwilę przyglądając się spokojnej krzątaninie. Milczenie wciąż jej nie przeszkadzało. Nie bardzo wiedziała, czego mogła się spodziewać i do czego była potrzebna komuś z departamentu tajemnic. Nie chodziło chyba o sprawy zimna? Owszem, zajmowała się nimi, ale nie rozpowiadała o tym na prawo i lewo, skupiając się na swoich "przypadkach" i analizując objawy atakującego źródło stanu. Lestrange — zarówno Victoria, jak i Louvain mieli z tym problem, ale nie sądziła, aby któreś z nich wspomniało o jej zaangażowaniu i nekromanckich zapędach. Sam jednak wspomniał o poleceniu kontaktu, a przez jasne tęczówki dziewczyny przemknęła nuta zaskoczenia, nieco zakłócająca ich spokój, ale poza tym, nawet nie drgnęła, po prostu na niego patrząc. Ah, tyle komplementów — czyli sprawa była raczej trudna, poważna i powiązana ze światkiem, którego najpewniej dama powinna uniknąć. Brzmiał przyjemnie, doskonale nadawałby się do czytania na spotkaniach herbacianych lub w klubach bibliotecznych. W troskę od nieznajomego- zważywszy na czasy, trudno było jej uwierzyć. Chociaż nie narzekała nigdy publicznie, ciemnowłosy miał trochę racji.
- I rozumiem, że ma Pan dla mnie propozycję, która umożliwi mi rozwinięcie skrzydeł oraz rozwój bez konfliktu z moją stabilną posadą koronera. Co nie jest wcale zleceniem od Departamentu Tajemnic, a czymś wykraczającym poza pracownicze kompetencje, zgadłam? -odpowiedziała w końcu, przekręcając głowę na bok. Nie była zła, nie była szczęśliwa — była po prostu Cynthią, doskonale kontrolującą swoje emocje i hormony za pomocą wyuczonych sztuczek. Oferta ta była niewątpliwie pochlebstwem w jej kierunku, bo nie sądziła, że ktokolwiek przygląda się bliżej osobom od trupów. Wyprostowała się, a na jej twarzy zatańczył uroczy uśmiech, gdy podeszła do nich kelnerka z tacą, rozstawiając zamówienie. Podziękowała jej galeonem, komplementując herbatę, w której zawiesiła na chwilę spojrzenie. Wiliam Flint nie był człowiekiem wylewnym, nie był rozmowny i zwykle ograniczał się do krótkiego oznajmienia, że ktoś z jego wspólników lub znajomych się do niej odezwie. Zwykle chodziło o przygotowywanie leków lub porady uzdrowicielskie, bo pomimo pracy w innym zawodzie, miała ukończone wszystkie niezbędne szkolenia, które umożliwiałby jej podjęcie pracy w Mungu od ręki. - I to nie jest sprawa o kilka ziółek lub eliksirów. - dodała jeszcze, wzruszając delikatnie ramionami. Ciężko było jej ot, tak zaufać, nawet jeśli słowa okraszone były komplementami i obietnicami rozwoju, które dla niej były bardzo kuszące. Były paskudnie ciekawa, zawsze było jej mało wiedzy i możliwości. Ministerstwo dodatkowo nie popierało nekromancji, więc miała ograniczone zasoby do praktyki zaklęć z tej dziedziny. Pan Flint również jednak nie wiedział o jej zainteresowaniu, a przede wszystkim zaawansowaniu. Musiało więc chodzić o jeszcze coś innego. - Na czym polega Pana propozycja? - zapytała w końcu dość bezpośrednio, odrobinę nachylając się w jego kierunku, odnajdując kolejny już raz stalowe tęczówki.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (4064), Rodolphus Lestrange (3628)




Wiadomości w tym wątku
[28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 27.02.2024, 21:53
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Cynthia Flint - 28.02.2024, 22:10
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 29.02.2024, 13:01
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Cynthia Flint - 01.03.2024, 17:09
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 01.03.2024, 22:31
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Cynthia Flint - 04.03.2024, 21:57
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 06.03.2024, 10:37
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Cynthia Flint - 13.03.2024, 23:18
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 24.03.2024, 17:34
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Cynthia Flint - 10.04.2024, 20:36
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 22.04.2024, 11:04
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Cynthia Flint - 21.05.2024, 20:46
RE: [28.06.1972, przedpołudnie] Trupy w szafie | Rodolphus, Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 22.05.2024, 22:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa