13.03.2024, 23:57 ✶
22.08.1972
Gdzieś nad Tamizą
Gdzieś nad Tamizą
Naprawdę, według niej kompletnie nie musiała wychodzić z lokalu, a już na pewno nie musiała wracać do domu. Co to, to nie. Już wystarczyło, że Neil zgarnął ją od stolika w momencie, gdy miała dobrą passę w karty - choć powoli ich na oczy nie widziała - i powoli ogrywała tych gości, co prawie ją wyśmiali, jak zapytała, czy może się dołączyć. Tak, miała niewinną twarz i owszem, była już po pięciu szotach czystej, nie wiedzieli jednak, że mają do czynienia ze starym wyjadaczem.
Rozgrywka była zawzięta, przynajmniej do czasu, gdy butelka wódki, którą zasponsorowała nie została opróżniona a spite towarzystwo nie zaczęło uskarżać się na rzekome oszustwo ze strony Vior, która tym razem naprawdę grała całkowicie uczciwie i nie zamierzała oddawać galeonów, które zarobiła. W sumie nie pamiętała kto w końcu ukrócił kłótnię, która miała zaraz się zaognić, doskonale za to utkwiło jej w pamięci, że ten rudy cap wyzwał ją w sposób, którego nawet ona wolała nie powtarzać. Za karę zwinęła więc mu sakiewkę, którą teraz niczym trofeum niosła przy pasku swoich jeansów.
Przynajmniej nie była stratna.
Wracając do jej małych chęci na powrót do swojego mieszkania.
Viorica stwierdziła, że nie może wrócić tam w takim stanie - choć zapewne nawet nie wiedziała jak zły jest ten stan, patrząc, że już trzy razy zeszła z chodnika, kompletnie nie widząc w tym żadnego problemu, mimo co i rusz mijających ich świateł samochodów. Zarządziła, że musi się przewietrzyć, a najlepiej zrobić sobie bardzo długi spacer, bo noc jest za młoda i do tego jest tak ciepło i przyjemnie i szkoda by było marnować taki potencjał wieczora i… Tak naprawdę nie chciała być teraz sama w swoich czterech ścianach. Choć o tym na głos już nie mówiła.
- Wiesz, że cię uwielbiam? Ale tak naprawdę, bo zobacz, mógłbyś już wrócić do domu, a jednak tkwisz tu ze mną, dotrzymujesz towarzystwa i nawet mnie jeszcze nie utopiłeś w tej przeklętej rzece. A jeśli mam być szczera, to kąpiel na pewno nie byłaby przyjemna, bo ta woda cuchnie na kilometr i ooooo, zobacz, łódki! - Stwierdziła radośnie, niemal spadając z wielkiej skarpy prowadzącej w ku brzegu rzeki. Zamiast tego pół zeszła, pół ześlizgnęła się z niej machając z dołu na Neila. - Chodź! - krzyknęła, idąc niebezpiecznie blisko krawędzi malutkiego portu, przy którym zacumowanych było kilka malutkich żaglówek i rower wodny. - Płynąłeś kiedyś czymś takim? Bo ja nie. Myślisz, że na rzece bardziej widać gwiazdy? Pewnie na morzu pięknie widać całe niebo, aż do horyzontu, a potem odbijają się w tafli wody i czujesz się niczym utopiony w nocy kairu -paplała bez większego ładu i składu, siadając niedaleko zejścia do jednej z żaglówek. - To taki kamień, syntetyczny, nie taki z geody, ale bardzo go lubię - dodała inteligentnie na koniec. Machała nogami nad taflą wody, zastanawiając się, czy da radę sięgnąć jej obcasem swojego buta. Bardzo wysokim obcasem.