15.03.2024, 15:14 ✶
Na trzeźwo zawsze by wdzięczna za to, że jednak ktoś dbał o to, by skończyła w swoim mieszkaniu, a nie pod przypadkowymi drzwiami, przyprawiając o zawał ich właścicieli. Nawet jeśli wcześniej zapierała się rękami i nogami przed powrotem.
Nie, żeby nie miała doświadczenia w nocowaniu w dziwnych miejscach, miała jednak w końcu stać się normalnym, uczciwym obywatelem, co szło jej jak krew z nosa, może dlatego, że czasami po prostu przestawała się starać. Miała swoje wzloty i upadki, które pojawiały się nie wiadomo kiedy i skąd, a przynajmniej ona nie widziała żadnego w tym wzoru.
Nawet jej pijackie przygody miały różne rozwinięcie. Zdarzało jej się czasem zastanawiać pod stołem nad bezsensownością życia, przy okazji plotąc przy tym jakieś pozorne brednie, czasem po prostu potulnie dawała się prowadzić za rączkę, też plotąc przy tym farmazony, albo, tak jak dziś, ruszała ku bliżej nieokreślonej przygodzie. I tak, wtedy również nie zamykała jej się jadaczka. Do tego wrastało prawdopodobieństwo ulegnięciu ewentualnym zapędom autodestrukcyjnym.
Tak naprawdę powinna być wdzięczna, że Neil jednak nie wrzucił jej pod jeden z tych samochodów.
Nie myślała ani o spodniach, ani o rozmazanej szmince, a już na pewno nie o zmierzwionej niemiłosiernie fryzurze, nad czym będzie zapewne płakać jutro, próbując rozplątać swoje włosy.
Uśmiechała się patrząc na wodę, czując przyjemne szumienie i pewien spokój. Może dlatego często kończyła pijana? Większość rzeczy wydawała się wtedy nieznacząca, mogła przez chwilę po prostu niczym nie przejmować i udawać, że świat jest prostszy. Jej emocje zwykle przez nią kontrolowane mogły w końcu płynąc swoim rytmem, a ewentualne wtopy wystarczało zrzucić na procenty. W jakiś sposób była wolna. Choć te uczcie zniewalało. Powalony paradoks.
- Może i masz rację, słyszałam kiedyś opowieści o Morzu Północnym, gdzie fale ciągnęły się kilometr do góry i ta wizja jakoś utknęła mi w głowie. Jedna wielka siła, wobec której jesteś taki malutki, choć mam wrażenie, że cały świat tak działa, a ty po prostu starasz się w tym całym bagnie nie utonąć. - Uniosła głowę, spoglądając na chwilę w oczy Neilowi, po czym znów z uśmiechem zerkała na malutkie fale na rzece. Pokręciła głową na jego kolejne słowa.
- Ja lubię drogie rzeczy. Wiesz, że potrafią dać władzę? Albo po prostu dzięki nim sprawiasz wrażenie, że ją masz. Wszyscy ważni ludzie otaczają się tym co cenne i ładne, nawet tak dobierają towarzystwo. Czasem jak się żyje w społecznym rynsztoku, patrzy się na to z zazdrością i chciwością. I to nie tak, że nie potrafią mnie usatysfakcjonować małe rzeczy, na przykład baklawa mojej mamy, ale to nie to samo, co pragnienie posiadania sznura z diamentów. Ciężko to wytłumaczyć. - Zamyśliła się, jakby chcąc wniknąć w samą siebie, by odnaleźć odpowiednie słowa. Wszystkie jednak wiązały się z jej mało pochlebną przeszłością, toteż jednak darowała sobie te poszukiwania. Za to z entuzjazmem podchwyciła kolejny temat rozmowy.
- Ooo, na pewno jest tam ładnie. Nigdy nie byłam poza krajem, chciałam kiedyś odwiedzić Bułgarię, ale okazuje się, że to nawet dla czarodziejów trudne, wiesz? A potem słyszała o innych fajnych krajach, tylko albo nie miałam czasu, albo pieniędzy, albo osoby, z która mogłabym się wybrać na taką wycieczkę. - Uśmiech stał się jakby smutniejszy, nie znikał jednak z jej twarzy. Przynajmniej, póki nie przypomniała sobie kolejnej ciekawostki. - Wiesz, byłam kiedyś w takiej posiadłości i facet miał nie tylko poroża jakichś zwierząt, jakich na oczy nie widziałam, ale też na przykład skóry tygrysów, lwów czy kły słonia, ba, jestem pewna, że w szafie miał buty z krokodyla, ale jak tak dłużej na to patrzyłam, to czuło się przez to bardziej jak na cmentarzu niż w domu, a nie daj Merlinie poczuło się na sobie wzrok tych wypchanych głów. Myślałam tylko o tym by jak najszybciej stamtąd wyjść. - Wzdrygnęła się na samo wspomnienie, choć minęło, ile, z trzy lata, jak nie więcej, od kiedy mieli zabrać parę gratów z tej posiadłości, oczywiście bez wiedzy właściciela. W ogólnym rozrachunku należało mu się.
Neil siedział w przyszłości, ona zaś nie potrafiła nic w niej dostrzec, dlatego ciągle zerkała w przeszłość. Jakoś trzeba było sobie radzić z życiem, gdy teraźniejszość wyglądała niemrawo.
Viorica nagle wstała. Przyjrzała się wszystkim łodziom, aż nie znalazła motorówki, która spokojnie zmieściłaby cztery osoby. Wyglądała na zadbaną i całkiem drogą. Tak, była idealna.
- W sumie może teraz wybierzemy się na wycieczkę? - zapytała, stawiając już pierwszą nogę na pokładzie swojego nowego środka transportu.
Nie, żeby nie miała doświadczenia w nocowaniu w dziwnych miejscach, miała jednak w końcu stać się normalnym, uczciwym obywatelem, co szło jej jak krew z nosa, może dlatego, że czasami po prostu przestawała się starać. Miała swoje wzloty i upadki, które pojawiały się nie wiadomo kiedy i skąd, a przynajmniej ona nie widziała żadnego w tym wzoru.
Nawet jej pijackie przygody miały różne rozwinięcie. Zdarzało jej się czasem zastanawiać pod stołem nad bezsensownością życia, przy okazji plotąc przy tym jakieś pozorne brednie, czasem po prostu potulnie dawała się prowadzić za rączkę, też plotąc przy tym farmazony, albo, tak jak dziś, ruszała ku bliżej nieokreślonej przygodzie. I tak, wtedy również nie zamykała jej się jadaczka. Do tego wrastało prawdopodobieństwo ulegnięciu ewentualnym zapędom autodestrukcyjnym.
Tak naprawdę powinna być wdzięczna, że Neil jednak nie wrzucił jej pod jeden z tych samochodów.
Nie myślała ani o spodniach, ani o rozmazanej szmince, a już na pewno nie o zmierzwionej niemiłosiernie fryzurze, nad czym będzie zapewne płakać jutro, próbując rozplątać swoje włosy.
Uśmiechała się patrząc na wodę, czując przyjemne szumienie i pewien spokój. Może dlatego często kończyła pijana? Większość rzeczy wydawała się wtedy nieznacząca, mogła przez chwilę po prostu niczym nie przejmować i udawać, że świat jest prostszy. Jej emocje zwykle przez nią kontrolowane mogły w końcu płynąc swoim rytmem, a ewentualne wtopy wystarczało zrzucić na procenty. W jakiś sposób była wolna. Choć te uczcie zniewalało. Powalony paradoks.
- Może i masz rację, słyszałam kiedyś opowieści o Morzu Północnym, gdzie fale ciągnęły się kilometr do góry i ta wizja jakoś utknęła mi w głowie. Jedna wielka siła, wobec której jesteś taki malutki, choć mam wrażenie, że cały świat tak działa, a ty po prostu starasz się w tym całym bagnie nie utonąć. - Uniosła głowę, spoglądając na chwilę w oczy Neilowi, po czym znów z uśmiechem zerkała na malutkie fale na rzece. Pokręciła głową na jego kolejne słowa.
- Ja lubię drogie rzeczy. Wiesz, że potrafią dać władzę? Albo po prostu dzięki nim sprawiasz wrażenie, że ją masz. Wszyscy ważni ludzie otaczają się tym co cenne i ładne, nawet tak dobierają towarzystwo. Czasem jak się żyje w społecznym rynsztoku, patrzy się na to z zazdrością i chciwością. I to nie tak, że nie potrafią mnie usatysfakcjonować małe rzeczy, na przykład baklawa mojej mamy, ale to nie to samo, co pragnienie posiadania sznura z diamentów. Ciężko to wytłumaczyć. - Zamyśliła się, jakby chcąc wniknąć w samą siebie, by odnaleźć odpowiednie słowa. Wszystkie jednak wiązały się z jej mało pochlebną przeszłością, toteż jednak darowała sobie te poszukiwania. Za to z entuzjazmem podchwyciła kolejny temat rozmowy.
- Ooo, na pewno jest tam ładnie. Nigdy nie byłam poza krajem, chciałam kiedyś odwiedzić Bułgarię, ale okazuje się, że to nawet dla czarodziejów trudne, wiesz? A potem słyszała o innych fajnych krajach, tylko albo nie miałam czasu, albo pieniędzy, albo osoby, z która mogłabym się wybrać na taką wycieczkę. - Uśmiech stał się jakby smutniejszy, nie znikał jednak z jej twarzy. Przynajmniej, póki nie przypomniała sobie kolejnej ciekawostki. - Wiesz, byłam kiedyś w takiej posiadłości i facet miał nie tylko poroża jakichś zwierząt, jakich na oczy nie widziałam, ale też na przykład skóry tygrysów, lwów czy kły słonia, ba, jestem pewna, że w szafie miał buty z krokodyla, ale jak tak dłużej na to patrzyłam, to czuło się przez to bardziej jak na cmentarzu niż w domu, a nie daj Merlinie poczuło się na sobie wzrok tych wypchanych głów. Myślałam tylko o tym by jak najszybciej stamtąd wyjść. - Wzdrygnęła się na samo wspomnienie, choć minęło, ile, z trzy lata, jak nie więcej, od kiedy mieli zabrać parę gratów z tej posiadłości, oczywiście bez wiedzy właściciela. W ogólnym rozrachunku należało mu się.
Neil siedział w przyszłości, ona zaś nie potrafiła nic w niej dostrzec, dlatego ciągle zerkała w przeszłość. Jakoś trzeba było sobie radzić z życiem, gdy teraźniejszość wyglądała niemrawo.
Viorica nagle wstała. Przyjrzała się wszystkim łodziom, aż nie znalazła motorówki, która spokojnie zmieściłaby cztery osoby. Wyglądała na zadbaną i całkiem drogą. Tak, była idealna.
- W sumie może teraz wybierzemy się na wycieczkę? - zapytała, stawiając już pierwszą nogę na pokładzie swojego nowego środka transportu.