15.03.2024, 15:57 ✶
Sam nie musiał się niczego wstydzić, Viorica miała w swoim życiu wiele różnych epizodów, w tym, cóż, można powiedzieć, bezdomności, choć bardziej polegało to na niemożliwości wrócenia do swojego lokum, oraz uciekaniu przed pewną bandą gangsterów. W ogólnym rozrachunku mogło wyjść, że w kwestii wyborów życiowych Sam jednak wypadał lepiej. Trudne to w sumie nie było.
Pokiwała głową, gdy usłyszała od niego podobne podejście, jakie miała ona. Choć może wynikało ono z czystej praktyczności, a nie z traum, choć szczerze mówiąc w jej przypadku niczego nie można było być pewnym. Możliwe, że gdyby ktoś zainteresował się jej problemami, odkryłby jakieś ich nagromadzenie, ona jednak sama zepchnęła wszystko gdzieś w głąb siebie, uznając, że jakoś udaje się przecież teraz żyć. To jakoś na razie wystarczało.
- W takim razie myślę, że dobrze rozumiesz to, czego mogę potrzebować. Wiesz, kiedyś mi się wydawało, że do pracy wystarczy kawałek stołu i tyle, ale im dłużej się siedzi w swoim fachu, tym chyba zdaje sobie sprawę, że może jednak trzeba sobie pozwolić na parę wygód. Im dłużej siedzę nad projektami, tym bardziej denerwuje mnie, gdy muszę po coś wstać, czegoś ciągle szukam, coś nie ma swojego miejsca, albo brakuje mi przestrzeni. Do niedawna jakoś dawałam radę, ale po prostu miarka się przebrała. - Dopiła zawartość kufla, zastanawiając się, czy nie powinna poprosić o dolewkę. Może później, jak załatwi już sprawy do końca.
- Prototyp mówisz? Bardzo chętnie go sprawdzę. Termin też mi odpowiada, choć daj mi znać sową kilka dni wcześniej, abym mogła ustalić z tobą godzinę, bo muszę niestety jeszcze brać pod uwagę grafik w miejscu, gdzie pracuję na etat - Jej głos nie brzmiał zbyt wesoło, mina także wykrzywiła się w lekkim niesmaku. Musiała jednak mieć na razie jakiś stały dochód, szczególnie, jeśli czekał ją tak drogi wydatek. - Może nawet wezmę swoje narzędzia i spróbuję chwilę przy tym prototypie popracować? Wtedy będę miała najlepszy obraz tego, co ewentualnie, cóż, poprawić.
Nie chciała być mocno wybredna, miała jednak swoje przyzwyczajenia, które wyrobiła sobie podczas ostatnich lat aktywnego działania w zawodzie. Ta rzecz zawsze znajdowała się w zasięgu ręki, ta musiała mieć miejsce po jej prawej stronie, tu musiała dostać się w miarę szybko, a tu wypadałoby mieć więcej blatu.
I tak jak większość rzeczy mieli już ustaloną, tak ostatnie słowa Sama trochę Vioricę zaciekawiły. A lubiła znajdować kolejne tematy do rozmów, nawet, jeśli miała do czynienia z kimś prawie jej nieznajomym.
- Ta cała sprawa z knieją… To ciągle się ciągnie, prawda? Nie słyszałam o tym wszystkim za dużo, w Londynie nie jest to temat o którym dużo się mówi, tu jednak pewnie jest inaczej. Naprawdę jest aż tak niebezpiecznie?
Pokiwała głową, gdy usłyszała od niego podobne podejście, jakie miała ona. Choć może wynikało ono z czystej praktyczności, a nie z traum, choć szczerze mówiąc w jej przypadku niczego nie można było być pewnym. Możliwe, że gdyby ktoś zainteresował się jej problemami, odkryłby jakieś ich nagromadzenie, ona jednak sama zepchnęła wszystko gdzieś w głąb siebie, uznając, że jakoś udaje się przecież teraz żyć. To jakoś na razie wystarczało.
- W takim razie myślę, że dobrze rozumiesz to, czego mogę potrzebować. Wiesz, kiedyś mi się wydawało, że do pracy wystarczy kawałek stołu i tyle, ale im dłużej się siedzi w swoim fachu, tym chyba zdaje sobie sprawę, że może jednak trzeba sobie pozwolić na parę wygód. Im dłużej siedzę nad projektami, tym bardziej denerwuje mnie, gdy muszę po coś wstać, czegoś ciągle szukam, coś nie ma swojego miejsca, albo brakuje mi przestrzeni. Do niedawna jakoś dawałam radę, ale po prostu miarka się przebrała. - Dopiła zawartość kufla, zastanawiając się, czy nie powinna poprosić o dolewkę. Może później, jak załatwi już sprawy do końca.
- Prototyp mówisz? Bardzo chętnie go sprawdzę. Termin też mi odpowiada, choć daj mi znać sową kilka dni wcześniej, abym mogła ustalić z tobą godzinę, bo muszę niestety jeszcze brać pod uwagę grafik w miejscu, gdzie pracuję na etat - Jej głos nie brzmiał zbyt wesoło, mina także wykrzywiła się w lekkim niesmaku. Musiała jednak mieć na razie jakiś stały dochód, szczególnie, jeśli czekał ją tak drogi wydatek. - Może nawet wezmę swoje narzędzia i spróbuję chwilę przy tym prototypie popracować? Wtedy będę miała najlepszy obraz tego, co ewentualnie, cóż, poprawić.
Nie chciała być mocno wybredna, miała jednak swoje przyzwyczajenia, które wyrobiła sobie podczas ostatnich lat aktywnego działania w zawodzie. Ta rzecz zawsze znajdowała się w zasięgu ręki, ta musiała mieć miejsce po jej prawej stronie, tu musiała dostać się w miarę szybko, a tu wypadałoby mieć więcej blatu.
I tak jak większość rzeczy mieli już ustaloną, tak ostatnie słowa Sama trochę Vioricę zaciekawiły. A lubiła znajdować kolejne tematy do rozmów, nawet, jeśli miała do czynienia z kimś prawie jej nieznajomym.
- Ta cała sprawa z knieją… To ciągle się ciągnie, prawda? Nie słyszałam o tym wszystkim za dużo, w Londynie nie jest to temat o którym dużo się mówi, tu jednak pewnie jest inaczej. Naprawdę jest aż tak niebezpiecznie?