• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Hogsmeade i Hogwart [23.04.1972] Wizyta w Hogsmeade || Chester i Robert

[23.04.1972] Wizyta w Hogsmeade || Chester i Robert
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#6
16.03.2024, 03:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 08:00 przez Robert Mulciber.)  

Nie prosił Rookwooda o informacje. Nie potrzebował ich w tej konkretnej sytuacji. Dzielił się jedynie tym, co sam zdołał ustalić. Ot, wprowadzał swojego "partnera" w całą tę sprawę. We wszystkie jej szczegóły. Zarazem jednak nie skomentował w żaden sposób tego, iż do tego wprowadzenia Chester starał się dodać cokolwiek od siebie.  Zwłaszcza, że do dodania nie miał wiele, a całe to będziemy mogli mówić o szczęściu brzmiało jakby nie do końca za wszystkim nadążał. Bo o jakim szczęściu można mówić, skoro te spotkanie mieli przecież wcześniej umówione?

- Myślę, że dograniem wszystkich szczegółów zajmiemy się nieco później. Pierw trzeba upewnić się, że posiadłość będzie spełniała nasze warunki. - skwitował jego nieco przydługą wypowiedź. - Wezmę jednak pod uwagę Twoje słowa.

Bo przecież wziąć je pod uwagę wypadało. Mieli razem współpracować. Musieli być w stanie się ze sobą dogadać. I z reguły wychodziło im to całkiem nieźle. Wystarczyło tylko pamiętać o celu, w stosunku do którego byli zgodni; w kierunku którego obaj zmierzali. Bo choć dzieliło ich wiele, łączyło wciąż oddanie sprawie. A także Jemu.

Kiedy znaleźli się w sklepie, pozwolił sobie na spokojnie rozejrzeć się po wnętrzu. Nie śpieszył się z niczym. Nie zamierzał też pośpieszać Parkinsona, który zgodnie z wcześniej przekazanymi informacjami, znajdywał się na miejscu. Mieli czas. Mogli chwilę zaczekać, pozwalając mu na dokończenie tych spraw, które sprowadziły go do tej księgarni. W końcu nie bez przyczyny fatygował się właśnie do tej wioski. Tak daleko od Londynu.

- Mulciber, Robert. - potwierdził, kiedy Tiberius zwrócił się w ich kierunku. Choć tak po prawdzie, to niekoniecznie musiał. Chwilę wcześniej wskazał na niego Chester, rozwiewając ewentualne wątpliwości. - Razem z panem Rookwoodem. - dodał jeszcze, przedstawiając sobie obydwu mężczyzn, będących dalekimi krewnymi. Nie miało to dla niego zbyt dużego znaczenia. A i sam Parkinson nie wydawał się zwrócić na to uwagi. - Proszę wybaczyć mojemu znajomemu tę impertynencję. Ma gorszy dzień. - przeprosił jeszcze za Rookwooda, którego zachowanie, maniery, pozostawiały w tym momencie sporo do życzenia. Lekko go to nawet zirytowało. Czy w ostatnim czasie Rookwood zamienił się z kimś na rozumy? Okresu dostał niczym jakaś durna baba? Albo może z jakiś względów, celowo, zachowywał się w ten sposób? Nie zamierzał jednak tego drążyć. Teraz sprawdzać. Trzeba było robić dobrą minę do zlej gry. Jakoś z tego wybrnąć.

- Ależ proszę się tym nie przejmować, panie Robercie, każdy może mieć czasem gorszy dzień. - zapewnił go, przelotnie tylko spoglądając na Chestera. Co konkretnie sobie teraz na jego temat myślał? Nie dało się określić. Starał się trzymać fason. - Postaramy się załatwić wszystko szybko i sprawnie. Gotowi? - on sam był gotowy. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie, ruszając w kierunku drzwi wyjściowych i dając im znać, żeby szli za nim.

Zanim udało mu się dotrzeć do drzwi, przeszkodził im jednak właściciel księgarni. Ten, z którym Tiberius starał się dobić jakiś interes.

- Zgadzam się! To rozbój w biały dzień, ale niech już stracę. - zawołał.

I oczywiście, można było się tego domyślić, musieli z tego powodu jeszcze chwilę poczekać. Tiberius przeprosił ich. Wrócił do właściciela księgarni. Dogadał się z nim odnośnie kwoty, a także kilku innych szczegółów. Kiedy wszystko było zamknięte, a zajęło to jakoś tak koło kwadransa, razem ze swoim łupem ponownie do nich wrócił. Tym razem nic im nie miało już przeszkodzić. Mogli ruszać w drogę.

I całe szczęście, bo Robert zaczynał mieć już coraz większy problem z tym, żeby znaleźć w tej księgarni coś, co zajęłoby jego uwagę na tych kilka, a nawet kilkanaście minut.

- Komu w drogę, temu czas. Panie Robercie, ma pan jakieś pytania? - odezwał się ponownie, kiedy wreszcie opuścili sklep. Świadomie pytanie skierował do Mulcibera, który na ten moment niczym mu jeszcze nie zdążył podpaść. Ten drugi mężczyzna natomiast... tutaj nie do końca wiedział, co należało myśleć, ale coś mu się w nim zwyczajnie nie podobało. Może ten ton głosu?

Ruszając w kierunku wskazanym przez Tiberiusa, Robert powoli pokiwał głową.

- Myślę, że zamiast listy pytań, chętnie bym usłyszał coś konkretnego na temat posiadłości. Wcześniej, w liście, widniała informacja o tym, że została ona wyremontowana?

Prawda była taka, że konkretnej listy pytań, Robert zwyczajnie nie przygotował. Wiedział natomiast jakie były ich potrzeby. W jaki sposób przedstawiały się ich możliwości. Planując to spotkanie, wyjątkowo doszedł do wniosku, że w tym przypadku najwięcej może im dać zwykła, luźna rozmowa. I może wcale się tak bardzo nie pomylił? Okaże się.

- Oczywiście. Przejdę do tego, o ile pański przyjaciel nie ma żadnych pytań? - kontrolnie zerknął jeszcze na Chestera, zanim zaczął opowiadać. A do powiedzenia miał całkiem sporo. - To posiadłość XIV wieczna, w późniejszym czasie rozbudowana oraz przebudowana. W porównaniu do innych budowli z tego okresu, niezbyt duża. Piętro, piwnica. Pomieszczeń około... 20. Może coś koło 25? - potrzebował chwili, żeby wszystko sobie na spokojnie policzyć. - Jest niewielka stajnia. Ogród trochę zaniedbany, ale mający potencjał. Duży salon. Bawialnia. Jadalnia. Piwniczka, w której znajduje się spiżarnia oraz pomieszczenie, w którym dawniej przechowywano alkohol. Ja sam z niego nie korzystałem. Biblioteka jest całkiem dobrze wyposażona, o czym również wspominałem w jednym z ostatnich listów, a jej zawartość może zostać uwzględniona przy wycenie całości. O ile tylko będą panowie zainteresowani zakupem. Do tego gabinet. Kilka sypialni. Pokoje służby.

Mówił tak jeszcze przez dłuższą chwilę, podając dużo szczegółów, całkiem sporo informacji. Zarówno tych bardziej jak i znacznie mniej przydatnych. Część z tego powinni zapewne wziąć pod uwagę. Na spokojnie przemyśleć. Omówić. Na to jednak przyjdzie czas później. Kiedy już będą mogli na spokojnie usiąść w gabinecie. Napić się z Chesterem whisky. Porozmawiać.

Dojście do celu nie zajęło im wiele czasu. Pierw opuścili granice wioski. Następnie, typową wiejską drogą ruszyli w kierunku jakiegoś zadupia. Gdyby nie prowadzący ich mężczyzna, zapewne niczego interesującego nie szukaliby akurat w tej okolicy. Bo i nie wyglądała ona szczególnie zachęcająco.

- Od drugiej strony, do posiadłości prowadzi normalna, porządna droga. Ubita. - być może zauważając coś w ich postawie, wyrazie twarzy, zachowaniu, Tiberius musiał dodać coś więcej. Zapewnić ich, że wbrew temu pierwszemu wrażeniu, całość nie wyglądała aż tak tragicznie. - Dostanie się nią, wymagałoby od nas poświęcenia większych ilości czasu, dlatego... sami panowie mówili, że czasu nie mają wiele.

I co niby mieli na to odpowiedzieć? Robert milczał. Jedynie skinął głową, zapoznając się z okolicą. A także samym budynkiem, który robił wrażenie. Podobnie do wielu innych, jakie znajdywały się akurat w Szkocji. Panował tu jakiś taki specyficzny klimat. Gdyby miał pieniądze, być może nawet sam wydałby na coś takiego cały majątek. Było niestety jak było. Choć ze swoimi finansami starał się być dyskretny, to do pewnego stopnia stawało się to zauważalne. Zwłaszcza dla wprawnego oka.

- To ogród. Fontanna, ławki, sporo miejsca, które można zagospodarować według własnego uznania. Drzwi prowadzą do salonu. - wskazał na drzwi, którymi od tyłu można było wejść do środka. Drzwi ciężkie. Drewniane. Okna w większości zasłonięte ciężkimi zasłonami, nie pozwalały zbyt wiele dostrzec z zewnątrz. Jakie jednak miało to znaczenie? - Chcą panowie zapoznać się ze wszystkim również od środka?

Robert nie zamierzał odmawiać, po to w końcu wybrali się w tę podróż. Kilka kolejnych minut. Pół godziny. Sporo spraw do przemyślenia. Istotna decyzja do podjęcia. Kiedy wszystko dobiegło końca, pożegnał się z obydwoma mężczyznami, informując o tym, że pozostaną w kontakcie. Teleportował się na powrót do Londynu.

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Chester Rookwood (1800), Robert Mulciber (2410)




Wiadomości w tym wątku
[23.04.1972] Wizyta w Hogsmeade || Chester i Robert - przez Chester Rookwood - 23.12.2023, 00:57
RE: [23.04.1972] Zagubiona dziewczynka || Chester i Robert - przez Robert Mulciber - 27.12.2023, 12:13
RE: [23.04.1972] Zagubiona dziewczynka || Chester i Robert - przez Chester Rookwood - 12.01.2024, 19:52
RE: [23.04.1972] Zagubiona dziewczynka || Chester i Robert - przez Robert Mulciber - 31.01.2024, 12:52
RE: [23.04.1972] Zagubiona dziewczynka || Chester i Robert - przez Chester Rookwood - 24.02.2024, 23:49
RE: [23.04.1972] Zagubiona dziewczynka || Chester i Robert - przez Robert Mulciber - 16.03.2024, 03:40
RE: [23.04.1972] Zagubiona dziewczynka || Chester i Robert - przez Chester Rookwood - 16.06.2024, 20:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa